104. wydanie Gastrofazy - Niezły z ciebie ananas, ananasie!
Bohaterem dzisiejszego wydania Gastrofazy – a w zasadzie pierwszej jej połowy - był pewien owoc rodem z Brazylii, uprawiany na obszarach tropikalnych i subtropikalnych, zaaklimatyzowany również w Azji i Afryce. Najlepsze jego odmiany rosną na Hawajach, w Puerto Rico, na Florydzie i Kubie.
Dojrzały owoc, ważący - w zależności od odmiany - od 1 do 5 kg, zawiera cukier, trochę witamin i mnóstwo składników mineralnych. Jest słodki i niezwykle aromatyczny, a przede wszystkim zdrowy i nietuczący. Mało tego, że nie przysparza dodatkowych kilogramów i można go jeść bezkarnie, to dzięki swoim właściwościom spalającym tłuszcz, pozwala pozbyć się tego i owego, co występuje w nadmiarze. Tak, tak - jest owocem pomocnym przy odchudzaniu, gdyż zawiera w sobie enzym ułatwiający trawienie białka – bromelinę. Jest rewelacyjny w tym działaniu, ale tylko i wyłącznie jako owoc świeży.
Nie ma co dłużej ukrywać, że chodzi o ananasa. On to dzisiaj miał swoje ‘pięć minut’ w Gastrofazie. Duże, soczyste i aromatyczne owoce ananasa nadają się do spożycia zarówno w stanie surowym, jak i po przetworzeniu. Robi się z niego soki i dżemy, dodaje do sałatek, grilluje i obsmaża, a także dekoruje nim smażone mięso. Ananasy z puszki są równie smakowite, co niezapuszkowane i także dostarczają wielu wrażeń smakowych, ale nie mają nic wspólnego ze świeżymi owocami, jeśli chodzi o ich walory zdrowotne.
W ramach porad okołokulinarnych, Paweł dał przede wszystkim szczegółową instrukcję, jak szybko i sprawnie, przy pomocy ostrego noża, pozbawić ananasa skóry i dobrać się do jego drogocennego miąższu. A potem... rozpoczęło się ananasowe szaleństwo. W eter poszły przepisy na bułeczki z ananasem i kurczakiem, ananasowe crumble, ananasa w gęstym cieście naleśnikowym oraz chilli z ananasem. Wszystkie przepisy zostaną wkrótce zamieszczone w odpowiedniej zakładce Gastrofazy na AntyForum oraz w kulinarnej książce antyfanów.
Druga część Gastrofazy była zdecydowanie w klimacie rodzinnym i należała do kuchni hiszpańskiej, a w zasadzie kuchni Katalonii. Wszystko to działo się za sprawą gościa specjalnego audycji – pani Doroty Kobierowskiej-Loroch, wicekonsula w Konsulacie Generalnym w Barcelonie, na co dzień bratowej Pawła. Okazuje się, że kuchnia hiszpańska jest silnie zregionalizowana i tak naprawdę, stanowi ona połączenie wielu całkiem odmiennych kuchni regionalnych, bardziej lub mniej ze sobą zbieżnych, albo zupełnie odmiennych w smakach. Wyraźnie widać to na przykładzie Katalonii, która wciąż zachowuje wyraźną tożsamość regionalną, ze swoim odmiennym językiem, a także... smakami kulinarnymi. Ze względu na bliskość morza, do specjalności regionu należą na pewno ryby i owoce morza. Jest to także obszar bogaty w warzywa, które przyrządza się tutaj na wiele sposobów. Jeśli chodzi o mięso, to można powiedzieć, iż kuchnia katalońska słynie z wołowiny i wieprzowiny oraz bardzo popularnych królików, a typowo słodkim katalońskim smakołykiem są ciastka z migdałami oraz crema catalaña – karmelowa rozkosz przypominajaca konsystencją budyń.
Katalończycy bardzo chętnie jadają w restauracjach i knajpkach. Typowe dania katalońskie, które można w nich zamówić to m.in. przekąski na bazie podpieczonego pieczywa, natartego miąższem pomidora i czosnkiem oraz skropionego oliwą, tortille, gazpacho, ryby i owoce morza oraz wiele innych.