Dzisiaj u Pawła... politycznie, ale bez obaw – to była tylko... polityka kontynuacji, a powód ku temu był jasny. Rozpoczęty w ubiegłym tygodniu - zarówno temat kotletów, jak i greckich smaków - okazał się być bowiem ledwo dotknięty i wymagał dalszego omówienia oraz dokończenia.
Tak jak tydzień temu, Mistrz smażył - wesoło turlając po powierzchni patelni - wytwory mięsne oraz wegetariańskie, a nawet takie na słodko, kontynuując w ten sposób myśli, z jakimi dzielił się ze słuchaczami na antenie 'najsmaczniejszego pasma eteru' podczas poprzedniego wydania Gastrofazy. I tak oto, przez dwie pierwsze godziny audycji, kotlety znowu były jej motywem przewodnim. Należy przy tym zauważyć, iż nie było żadnych... odsmażanych kotletów, które to niekoniecznie dobrze kojarzą się niektórym prawdziwym smakoszom i znawcom sztuki kulinarnej, aczkolwiek – z drugiej strony - trzeba przyznać, że i takie znajdują swoich zwolenników. Dzisiaj były zupełnie nowe pomysły na różne kotlety i kotleciki, chociaż wśród nich znalazły się także modyfikacje klasycznych przepisów – jak chociażby 'kotlety dewolajskie', określone przez Mistrza... jako ulubione danie chirurgów plastyków, bo... zawierające w sobie implant. Na patelni smażyły się poza tym kotleciki z owoców morza, kotlety gryczane, kotlety z cukini, greckie kotlety z ziemniaków i fety oraz kotlety bananowe.
Pojawiło się także nowe hasło w naszym gastrofazowym leksykonie – to tak przez przypadek, przy okazji jednego z przepisów, nadesłanego przez podkuchenną Pawła - Agrafkę. Rzecz o mące z amarantusa i o samym zbożu w ogóle. Wielce ciekawa to roślina, znana i uprawiana już pięć tysięcy lat temu. Przed odkryciem Ameryki była ona - obok kukurydzy, ziemniaka i fasoli - podstawową rośliną uprawną Inków i Azteków. Od niedawna, amarantus, czyli szarłat spożywczy, w wielu państwach został odkryty na nowo. Nazywany jest nawet zbożem XXI wieku. Przebojem wchodzi więc na salony, ale ma powody. Mąka z amarantusa może być stosowana jako dodatek do szeregu wyrobów spożywczych – makaronów, pieczywa, ciast i ciasteczek. Charakteryzuje się wysoką wartością odżywczą i dietetyczną, zawierając białko o wysokiej wartości biologicznej, tłuszcz bogaty w niezbędne kwasy tłuszczowe, witaminy i minerały. W praktyce lekarskiej potwierdzono prozdrowotne działanie produktów amarantusa – obniżają poziom cholesterolu, opóźniają proces starzenia się organizmu, obniżają ryzyko występowania chorób nowotworowych, nie zawierają glutenu - przez co są wskazane dla dzieci chorych na celiakię. Wobec powyższych argumentów nie pozostaje nic innego, jak zainteresować się tym zbożem i wykorzystywać częściej jego produkt – mąkę z amarantusa - w kuchni. Paweł zaczął dzisiaj.
Wszystkie przepisy, jakie zaistniały na antenie, tradycyjnie zostaną zamieszczone w najbliższym czasie w książce kucharskiej antyfanów oraz w odpowiedniej zakładce na forum Gastrofazy.
W drugiej części audycji także była polityka kontynuacji, tym razem chodziło jednak o Grecję. Nic w tym dziwnego. Nikt, kto słuchał Gastrofazy w ubiegłym tygodniu, nie dał przecież wiary temu, że podróż po kolebce cywilizacji europejskiej można odbyć w ciągu... dwóch godzin. Tyle, a może trochę dłużej, to zaledwie leci się samolotem do Grecji, a degustacjom smaków greckich należy bezwzględnie poświęcić trochę więcej czasu.
Można powiedzieć, że trochę działo się w drugiej części Gastrofazy. Była i lekcja greckiego, i lekcja greckich obyczajów, ale przede wszystkim była... Kreta na widelcu. To największa grecka wyspa, z całym mnóstwem atrakcji turystycznych, z szerokimi, piaszczysto-kamienistymi plażami, z niezwykle interesującymi miastami, wśród których do najpiękniejszych zalicza się ponoć Iraklion, Rethymnon oraz Chanię. Przewodnikiem po Krecie i kreteńskich smakach był ubiegłotygodniowy gość Gastrofazy – Michał Sztobryn, ekspert nad ekspertami w tematach greckich. Zgodnie z greckimi zwyczajami, a przede wszystkim upodobaniami Greków, obaj panowie - Paweł i jego gość - biesiadowali sobie przy dźwiękach muzyki... z playlisty, 'siedząc' w jednej z miejscowych tawern, których w Grecji jest mnóstwo, bez względu na miejsce na mapie. Biesiadowali i degustowali kreteńskie przysmaki: keftedes - małe kotleciki wielkości orzecha włoskiego z mielonego mięsa wołowego, tzatziki - gęsty sos na bazie jogurtu, ogórka zielonego i czosnku, sałatkę choriatiki, pastę z bakłażana przyprawioną ziołami - melitzanosalat, miodowego melona, arbuza... wzmocnionego zastrzykiem, a na deser nugat, greckie sezamki i baklavę. Popijali przy tym elliniko – mocną, aromatyczną grecką kawę, serwowaną w małych filiżaneczkach.