111. wydanie Gastrofazy - peregrynacje kulinarne Pawła Lorocha
'Siódemka' powszechnie uznawana jest za szczęśliwą liczbę. W czym 'jedynka' jej ustępuje i czy musi być gorsza? Nawet jeśli nie przypisuje się jej pewnej magii, to wydaje się, że seria trzech 'jedynek' jest równie dobra, jak trzy 'siódemki'...
Dzisiaj 111. wydanie Gastrofazy, wyróżniające się tym spośród dotychczasowych emisji programu, że gościem w niej był... sam jej autor i prowadzący. Ot, zdarzyło się po prostu, że swoją wizytę w studiu Gastrofazy odwołał niespodziewanie umówiony gość. Pozwoliło to Pawłowi zabrać słuchaczy w podróż kulinarną po dwóch stolicach europejskich, w których przyszło mu ostatnio bywać – w jednej z powodów zawodowych, w drugiej - prywatnie. Rzecz o Londynie i Paryżu, metropoliach krajów, oddzielonych od siebie zaledwie kanałem La Manche, ale tak bardzo różniących się między sobą pod wieloma względami, w tym w kwestiach kulinarnych. Zapowiadała się ciekawa konfrontacja smaków dwóch kuchni europejskich, z których jedna nie jest zaliczana do najbardziej wyszukanych w Europie, a druga – wręcz przeciwnie – według znawców sztuki kulinarnej uchodzi za najlepszą na świecie. Ale po kolei.
W końcu czerwca Londyn przeżywał oblężenie gości z wielu państw świata, którzy zjechali nad Tamizę, aby wziąć udział w festiwalu kulinarnym 'Taste of London'. Odbywał się on w jednym z piękniejszych miejsc, jakie Londyn posiada, a mianowicie w londyńskim parku, znajdującym się w samym sercu Londynu – w Regent's Park. Na czas imprezy ta oaza zieleni zamieniła się praktycznie w jedną wielką restaurację, serwującą - w namiotach lub pod parasolami - dania kuchni świata. Wyjątkowo dopisali wystawcy – restauratorzy, eksperci od wszelakiego rodzaju jedzenia, przedstawiciele producentów żywności i przyrządów kuchennych. W 'Taste of London' były reprezentowane różnorodne kuchnie, z całego świata, m.in. włoska, malezyjska, hinduska, japońska, chińska, francuska, no i oczywiście brytyjska. Dwie ostatnie występowały nawet w dwóch wariantach - współczesnym i klasycznym.
Jak przystało na przedstawiciela Gastrofazy, uczestniczącego w imprezie, Paweł degustował dania i spisywał dla słuchaczy co ciekawsze przepisy, m.in. na tempurę z homara oraz na sernik na crumble, dekorowany glazurowanymi owocami tamaryndowca (sic!). Odnotowywał także w pamięci - aby móc przekazać na antenie - co jest ostatnio szykiem mody kulinarnej oraz jakie trendy w kulinariach dominują i obowiązują obecnie. Niektóre z zasłyszanych podczas 'Taste of London' przepisów zostaną zamieszczone w odpowiedniej zakładce Gastrofazy i w książce kulinarnej Antyfanów.
Druga godzina audycji należała do Paryża, okrzykniętego gastronomiczną stolicą Europy oraz - co za tym idzie - do kuchni francuskiej. W oczach ekspertów kulinarnych i zwykłych smakoszy uważana jest ona za jedną z najlepszych na świecie. Trudno jednoznacznie powiedzieć, z czego jest najbardziej znana cuisine française – czy są to żabie udka, ślimaki, bagietki, croissanty, sery czy też wina. Nie ulega wątpliwości, że jest to kuchnia bardzo zróżnicowana i bardzo smakowita. Nie brakuje w niej ryb, owoców morza, bogactwa warzyw i owoców dostępnych przez cały rok, serów i win. Kuchnia francuska wywarła duży wpływ na kuchnie innych narodów, w tym na polską. Wiele potraw przywędrowało do nas właśnie z Francji, jak chociażby sos beszamel, sos winegret, omlety, majonez, tarty z owocami. W kuchniach innych narodów wiele z nich zachowało swoje francuskie nazwy, jak na przykład ratatouille - zapiekanka warzywna, quiche - placek z kruchego ciasta z plastrami szynki i żółtym serem, ragoût – potrawka z kawałków mięsa, jarzyn i przypraw. Bardzo znane i cieszące się należnym uznaniem są sery. Francuzi mają ich ponad 300 gatunków - trudno w to uwierzyć, a jednak tak jest. Ich smak można najlepiej docenić przy lampce wina, oczywiście francuskiego - też wybornego.
W Paryżu Paweł zgłębiał przede wszystkim smaki, ukryte w przekąskach i daniach, których próbuje zazwyczaj każdy z turystów, odwiedzających miasto nad Sekwaną. Głód zaspokajał więc bagietkami przyrządzanymi na wiele sposobów, naleśnikami – będącymi sposobem na jedzenie uliczne oraz konkretnymi daniami podczas kolacji w nadsekwańskich knajpkach. Na kolana rzuciły go sery. Rzuciły i oszołomiły do tego stopnia, że po ich degustacji – jak zapewniał – czuł się wniebowzięty...