112. wydanie Gastrofazy - z Tomaszem Lipińskim w roli głównej
Nawet redaktorzy Antyradia zasługują na urlop. Z tego dobrodziejstwa skorzystał Paweł, oddając na trzy tygodnie konsoletę we władanie Vita Odrobiny. Tak więc, dzisiejsza Gastrofaza w zupełnie nowym, wakacyjnym wydaniu.
Gotowali i degustowali – Vito Odrobina i Tomasz Lipiński, gość specjalny programu. Obaj – w przeciwieństwie do Pawła – nie są na diecie i bez żadnych ograniczeń mogli oddać się smakowaniu, przemieszczając sie w tym celu w czasie i przestrzeni. Robili to niezwykle dokładnie i systematycznie, cofając się do czasów młodości i wspominając dobre i złe smaki dzieciństwa, szykując ulubione śniadania i obiady, dywagując o bankietach, fast foodach, grillowaniu, szczególnych upodobaniach kulinarnych – słowem rozmawiając o jedzeniu i piciu.
Co lubi zjeść i wypić Tomek Lipiński, a czego nienawidzi? Jeśli chodzi o śniadanie, to jest tradycjonalistą, chociaż przekąska na 'dzień dobry' zależy od pory roku. Zazwyczaj są to otręby - zwane bardziej elegancko musli - z kefirem. Nie pogardzi też grzanką z serem. Do dziś niezbyt mile wspomina owsiankę i kaszę manną na mleku, którą musiał jadać w przedszkolu. Do szpinaku, który w dzieciństwie był dla niego niejadalny – przekonał się, bo to w gruncie rzeczy bardzo zdrowe warzywo. Z czasów, gdy był dzieckiem mile natomiast wspomina wakacje nad morzem i najcudowniejsze smaki tamtego okresu – omlety, naleśniki oraz owoce leśne.
Obiad u Tomka Lipińskiego nie wygląda tak, jak na porządnej wsi, czyli rosół, schabowy i deser. Nie są mu w ogóle znane takie wiejskie smaki, chociaż od schabowego nie odżegnuje się, a jeśli chodzi o rosół, to też lubi, ale przygotowany... na sposób orientalny. W ogóle jest wyjątkowym amatorem kuchni dalekowschodniej, szczególnie uwielbia kuchnię tajską. Różni się ona odrobinę od innych orientalnych tym, że jest mniej ostra, niezwykle aromatyczna i trochę słodsza – najprawdopodobniej z powodu mleczka kokosowego, którego dużo się w niej używa. Za japońskim sushi, cieszącym się ostatnio niezwykłą popularnością w Warszawie, nie przepada i restauracji je serwujących nie odwiedza. Z kuchni zagranicznych, bardzo lubi także kuchnię francuską, szczególnie kuchnię Gaskonii, a w niej przede wszystkim sery pleśniowe i przysmak wielu Francuzów – foie gras – pasztet z wątróbek gęsich, który jest w zasadzie musem z tychże.
W domu obiadów raczej nie jada, gdyż odżywia sie głównie na mieście. Jest człowiekiem niegotującym, ale kosztującym. Jada w zasadzie wszystko, wybierając dania z karty bezmyślnie – ot, nazwa mu się spodoba, impuls każe mu zamówić to, a nie inne danie, ma taki kaprys itp. Nie jest zdecydowanym wegetarianinem – lubi i mięsko i zielsko, najlepiej leżące na talerzu obok siebie. Od dziecka ma zwyczaj, że surówki zjada na końcu, niemalże na deser. Nie jada ozorków, flaki sporadycznie. Podobny stosunek ma do fast foodów. Hamburgery degustuje w dwóch sytuacjach – zagrożenia życia śmiercią głodową oraz... z ekstrawagancji. W drugim przypadku odwiedza w tym celu jedną z restauracji McDonald's, chociaż – jak sam przyznał - może zbłądzić i do KFC... ale tu chyba na pikantne skrzydełka kurczaka. W rodzinie hamburgerów wyróżnia jedynie bałkańską pleskovicę. Najlepsza jest ponoć z rakiją, bo... bardzo poprawia humor.
Na bankietach rzadko bywa, woli 'domóweczki' w gronie przyjaciół. On sam nie gotuje – może dlatego, że 'priwyczki niet', a może dlatego, że nie lubi grzebać się w jedzeniu. Z tego względu rzadko też rozpala grilla, zostawiając to zajęcie miłośnikom rusztu. W kuchni daje się za to wykorzystywać instrumentalnie. Jest ponoć mistrzem w krojeniu, posiadając tajemną wiedzę, co zrobić, żeby się nie skaleczyć. Pomysł na to jest prosty – trzeba słuchać, co nóż mówi.
A co z piciem? Według Tomka Lipińskiego, najzdrowszym i najsmaczniejszym napojem jest woda, niegazowana. Dosyć dużo pije też kawy, aczkolwiek stara się ograniczać do czterech dziennie. Za napojami z procentami nie przepada. Mało ich pije, bo mu nie służą. Ponoć szybciej ma kaca niż jest pijany. Nieraz zaserwuje sobie dobre wino do obiadu, ale i tak rozcieńcza je wodą. Nienawidzi whisky.
Dywagacje na tematy kulinarne, będące przedmiotem Gastrofazy, nie mogłyby zakończyć się pochwaleniem się przez Tomka Lipińskiego, jakie danie potrafi przyrządzić najlepiej. Jest nim... jajko po wiedeńsku. Przepis na ten smakołyk znajdzie się w książce kucharskiej AntyFanów.