Po raz 113 Krzysztof przywitał słuchaczy, podobnie jak tydzień temu jego głos biegł aż z Kołobrzegu. W Warszawie przy stole audycje dzielnie i niezawodnie realizowała Beata Wolska – „Ruda”. Od razu nadmienię, że okrasiła ją również przecudną, wyjątkową muzyką….Na początek Krzyś pochwalił się, że schudł 2 kg. W mądrej książce „Day by day” nie było żadnego pytania na dziś, więc prowadzący wydzielił je, z myśli na ten dzień: „czy dzielę się opiniami i doświadczeniem?”. W dalszej części Krzysztof odpowiedział na pytanie, zadane mu przez Marcina:, dlaczego witając się, co tydzień i mówiąc o możliwości trzeźwego życia podkreśla „w naszym, coraz bardziej śmiesznym kraju”. Bo Marcina ten kraj np., wcale nie śmieszy. A odpowiedź na to:, że to wilcze prawo Krzysztofa oceniać, a jego ten kraj śmieszy i kropka. Następnie prowadzący podzielił się refleksją na temat tego, że długo trzeba się uczyć (dorosnąć do tego), aby nauczyć się słuchać oraz usłyszeć, co mówią inni. Przytoczył też anegdotę, jak to ok. 2 lata temu po jakimś spotkaniu, na który Krzysztof podzielił się kilkoma uwagami, podszedł do niego pewien mężczyzna. I powiedział, że jest rozczarowany tym co usłyszał, Krzyś mu na to, że w takim razie powinien iść do cyrku… Po prostu Krzysztof jest odpowiedzialny za to co mówi ale nie za to kto i co usłyszy. A poza tym w dezyderacie jest napisane, że głupcy też mają swoją historię i opinię. Na wybrzeżu prowadzący chodzi na spotkania, dziś niejaki Zenek, obchodził 10 rocznicę i przyniósł na mityng wspaniały tort… A ponieważ Krzysztof jest na diecie musiał szybko opuścić to towarzystwo. Krzysztof powiedział tez o czymś bardzo interesującym, mianowicie o tym, że czasami terapeuci mówią o czyimś dziwnym wg nich zachowaniu a to może być po prostu, ten zwykły „gorszy dzień”. |