Paweł, ledwo wrócił z dwutygodniowego urlopu, znowu wyruszył w podróż – tym razem po regionach europejskich. Działo się to w dzisiejszym wydaniu Gastrofazy.
Zaczął od krótkiej, wspomnieniowej przechadzki po Barcelonie, w której przyszło mu spędzić kilkanaście dni swojego urlopu i z której przywiózł mnóstwo niezapomnianych wrażeń, w tym oczywiście smakowych. Nie omieszkał podzielić się nimi ze słuchaczami. Było więc o atrakcjach Barcelony – stolicy Katalonii, rozciągającej się nad morzem, o napojach i przekąskach, jakie można tam degustować, o tym, czym szybko - a smacznie - można zaspokoić głód i pragnienie, o charakterystycznych elementach kuchni całej Hiszpanii. Usłyszeć można było o tapasach – prostych przekąskach rozpoczynających biesiadę, rybach oraz kalmarach, ośmiornicach i innych owocach morza – mniej lub bardziej oryginalnych, generalnie o zwyczajach kulinarnych ulicy w Barcelonie.
Okazuje się, na przykład, że bardzo popularnym 'małym co nie co' w Katalonii są kanapki, przygotowywane tak, jak we Francji - z bagietki, tylko krótszej, którą wypełnia się legendarną szynką hamon iberico - narodową wędliną tego regionu Hiszpanii, mięsem typu schab, kurczakiem, serem czy tuńczykiem. Zdziwienie Pawła wywołała jednak kanapka z... omletem, zrobionym z ziemniaków, jaj i cebuli oraz kanapka z bravas – opiekanymi i smażonymi ziemniakami, polanymi majonezem i keczupem. Paella – ryżowe danie jednogarnkowe, spożywane bezpośrednio z patelni, na której było przygotowywane, nie wzbudziło takiego zachwytu Mistrza, jak ośmiornica. Do tego owocu morza zdecydowanie przekonał się, pozbywając się jednocześnie dotychczasowych... nazwijmy to... obiekcji. Bardzo oryginalny wydaje się być sposób jedzenia pieczywa, towarzyszącego daniom, zaobserwowany przez Pawła. Otóż, smaruje się je świeżym, przekrojonym pomidorem...
W dzisiejszej Gastrofazie gości było więcej niż zwykle. Za sprawą jednego z nich – niejakiego Lauri z Estonii, który pojawił się z dziwną misją w Polsce, odwiedziliśmy kulinarnie ten nadbałtycki kraj, nieomawiany do tej pory w audycjach Pawła. Wizyta była niezwykle krótka, o wiele krótsza niż zadanie, jakie ma do wykonania w Polsce 24-letni Estończyk, który bierze udział w programie reality show, realizowanym przez telewizję estońską. Ubiegając się o stanowisko menedżerskie w Olympic Cassino Entertainment Group – jako jeden z dwóch laureatów końcowej rozgrywki - ma on mianowicie zorganizować imprezę w warszawskiej La Playa Music Bar na Wybrzeżu Helskim. A skoro już zatrzymał się w Warszawie, przez którą wielokrotnie jedynie przejeżdżał, wpadł do studia Gastrofazy, opowiedzieć trochę o zwyczajach kulinarnych Estończyków. W ten sposób zaliczyliśmy następny region Europy...
O regionach i regionalnych smakach najwięcej było jednak w drugiej części Gastrofazy. Tym razem były to wyłącznie rodzime regiony – od północy Polski po Podkarpacie. Różnorodnie pod względem smakowym zrobiło się za sprawą gościa specjalnego audycji, który przybył do studia z koszem pełnym regionalnych smakołyków. Była nim Izabela Byszewska – dziennikarka, która od siedmiu lat dokumentuje i promuje polskie dziedzictwo kulturowe, w tym żywność wytwarzaną tradycyjnymi metodami.
A wszystko zaczęło się od konkursu na najlepszy produkt regionalny, noszącego nazwę 'Nasze kulinarne dziedzictwo', wymyślonego w 2000 roku. W ciągu siedmiu edycji zostało zidentyfikowanych ponad 1000 regionalnych produktów, wytwarzanych przez producentów z poszczególnych regionów Polski. Z konkursu, trzy lata temu, 'urodziła się' Polska Izba Produktu Regionalnego i Lokalnego, która przejęła nad nim patronat. Dzisiejszy gość Gastrofazy, oprócz swojej działalności dziennikarskiej, jest także członkiem zarządu Izby.
Obecność Izabeli Byszewskiej w studiu Gastrofazy miała ścisły związek z imprezą, jaka odbywała się dzisiaj na warszawskiej ulicy Nowy Świat, zamienionej w festiwal polskich, tradycyjnych specjałów regionalnych. Zostało na nim zgromadzone wszystko to, co jest najlepsze w polskiej kuchni, czym chcieli pochwalić się producenci zrzeszeni w Izbie. Na Nowym Świecie swoje produkty prezentowali reprezentanci wszystkich regionów – od północy po Podkarpacie. I tak, obecność swoją odnotował na tym festiwalu ogórek kołobrzeski, wspaniałe wędliny – kiełbasa markowska, kiełbasa lisiecka, szynka pilzneńska, schab peklowany z okolic Puszczy Knyszyńskiej, który może być przechowywany bez lodówki nawet i trzy miesiące - będąc powieszonym w przewiewnym miejscu, chrzan pajęczański, najprawdziwsze oscypki z sera owczego i mniejsze jego wersje – redykołki, ser wielkopolski, olej rydzowy wytwarzany z... lnianki, a nie rydzów - jak wskazywałaby na to jego nazwa, podpuszczkowe sery korycińskie, polskie pieczywo, miody...
Wymieniać można byłoby jeszcze długo, a próbować – co było udziałem Pawła – jeszcze dłużej. Mistrz nie chciał, ale musiał zakończyć audycję o właściwej porze. Przedtem, zdążył zaprosić gościa na następne spotkanie w Gastrofazie.