Nietypowe to były wydania ‘najsmaczniejszego pasma eteru’, bo chociaż nadawane o właściwej dla Gastrofazy porze - w godzinach 10.00 – 14.00, to jednak w dni robocze, a nie w niedzielę – jak to zazwyczaj bywa. Powód zmian był jasny i zrozumiały – zastępstwo za przebywającego na urlopie kolegę redakcyjnego.
Tak więc, Ostry na urlopie, a za konsoletą Paweł Loroch. W ramach wakacyjnego pasma zastępczego, przez cały tydzień pełnił Ostry Dyżur Gastrofazowy. Wszystkim zagubionym w sztuce kulinarnej odpowiadał na bieżąco na zapytania, wątpliwości, zawiłości i dramatyczne apele, chętnie rozwiązywał wszelakie problemy dotyczące przygotowania posiłków w warunkach domowych, plenerowych i... biurowych, a także wyrażał opinie na temat niezweryfikowanych pomysłów na małe co nieco, czyli – innymi słowy - udzielał szczerej porady w każdej kwestii kulinarnej i okołokulinarnej. Żadne pytanie nie pozostało bez odpowiedzi.
Na dobry początek dnia zawsze było coś odpowiedniego na śniadanie – kawa z grzankami francuskimi, croissantami lub kawałkiem ciasta z owocami, musli z płatkami zbożowymi, orzechami, pestkami dyni i ziarnami sezamu albo pospolita kanapka, która wcale nie musiała być taka w końcu pospolita. To od nas samych zależy przecież, czy będzie ot zaledwie kromką pieczywa posmarowaną masłem, na którą kładzie się wędlinę, ser biały albo żółty, dżem, czy też okaże się sztuką – bo może nią być. Stanie się interesującą kompozycją, gdy w jej przyrządzaniu wspomożemy się chociażby... piekarnikiem.
Były też propozycje na lunch. Nikt nie przypuszczał, że tak niespodziewaną furorę mogą zrobić w programie kulinarnym pospolite parówki, które – jak się okazało - można serwować w kilku zacnych wersjach i na wiele sposobów. Swoje ‘pięć minut’ miały także omlety – z pieca i patelni, na słodko i z warzywami, klasyczne francuskie i modyfikowane, a także warzywa, których teraz w bród na straganach i półkach sklepowych. Wiadomo – lato w pełni. Przerabiane były bakłażany, cukinie, kabaczki, pomidory, cebula.
Każdego dnia było także coś na deser – sałatka owocowa, arbuz... pojony promilami, koktajle, mniej lub bardziej pracochłonne ciasta. Niektóre ze smakołyków przy ich serwowaniu traktowane były... żywym ogniem, co mogło oznaczać jedno – Paweł zastosował flambirowanie.
Niektóre propozycje dań, jakie padały z anteny, wywoływały niesamowity zachwyt i entuzjazm. Tak było w przypadku krążków cebulowych w piwnym cieście naleśnikowym, będących zarówno doskonałą przekąska do piwa, jak i dodatkiem do dania obiadowego. Raz podany przepis musiał być powtórzony, gdyż skrzynka gastrofaza@antyradio.pl. została zalana prośbami słuchaczy, którzy nie mogli go wysłuchać. Mniej entuzjazmu, przynajmniej u niektórych, było przy temacie... rzeczy niejadalnych, które jednak się jada. Mowa tutaj o... mrówkach, szarańczach, konikach polnych, gołębiach, krewetce modliszce i innych żyjątkach większych i mniejszych, a także różnych dziwnych ‘surowcach’, które gdzieś na świecie przyrządza się i jada. Konik polny z czosnkiem i ziołami w sosie słodko-kwaśnym, albo szarańcza w czekoladzie... dziękuję bardzo, nie jestem głodna.
Pięć dni Ostrych Dyżurów Gastrofazowych minęło jak z bicza trzasł. Doradztwo we wszelakich sprawach kulinarnych wraca do Gastrofazy. W każdą niedzielę, w godzinach 10.00 – 14.00, Paweł będzie w dalszym ciągu koił zagubionych w kuchni, rozwiewał ich wątpliwości i troski natury kulinarnej, proponował ciekawe dania na codzienny głód i wielkie okazje.