Lato trwa w najlepsze, stragany na bazarze uginają się od owoców. Nic, tylko piec letnie ciasta, pełne zapachu słońca i wakacji.
O tej porze roku, mając pod ręką tyle świeżych owoców, nietrudno wyczarować coś pysznego do popołudniowej kawy czy herbaty. Nie musi to być nic skomplikowanego, nie potrzeba od razu piec tortów z ciężkim kremem czy tłustą, maślaną masą. Prosty, domowy placek ze śliwkami, malinami, gruszkami, jabłkami, porzeczkami, jagodami... z czym kto chce – będzie najsmaczniejszy. Można upiec go na bazie ciasta drożdżowego, kruchego, biszkoptowego lub francuskiego, a po upieczeniu posypać cukrem pudrem, polukrować lub pokryć owocową galaretką. Możliwości jest naprawdę mnóstwo.
Możliwości i przepisów na nie. Każdy ma swoje ulubione ciasto sezonowe. Dlatego Paweł rzucił hasło: ‘Pieczmy proste placki’ (PPP). Inne myśli przewodnie – jak chociażby ‘Prosto i smacznie’ (PIS) – też byłyby na miejscu i mogłyby mieć zastosowanie, ale w Gastrofazie... nie politykujemy, tylko gotujemy, smażymy i pieczemy. Tym razem – proste, letnie ciasta ze świeżymi owocami. Własnoręcznie przyrządzone - ku uciesze domowników, przyjaciół i znajomych, zaproszonych na spotkanie towarzyskie - zaspokoją najwybredniejszych. Robi się je zazwyczaj szybko i bezproblemowo. Nieraz wystarczy niepełna godzina, aby wypiekiem zdobyć sobie wdzięczność stołowników.
Przepisy na ciasta z owocami, jakie można było dzisiaj wysłuchać w Gastrofazie, zostaną zamieszczone wkrótce w kulinarnej książce AntyFanów oraz w odpowiednich zakładkach na AntyForum.
Druga część Gastrofazy to zwyczajowy czas spotkań z gościem specjalnym. Dzisiaj do studia przybyła - po raz kolejny i nie ostatni, jak zapewniał Paweł - fascynująca powieściopisarka, której dwie książki święcą triumfy i okupują listy bestsellerów. Mowa o Małgorzacie Kalicińskiej-Grabowskiej, autorce powieści ‘Dom nad rozlewiskiem’, wyróżnionej w ubiegłym roku nagrodą księgarzy ‘Witryna 2006’ oraz drugiej jej części - ‘Powroty nad rozlewiskiem’, wydanej w tym roku. Obie książki są niejako sagą rodzinną o powikłanym ludzkim losie, przeznaczoną nie tylko dla kobiet. Nie ma w nich porad i przepisów na życie, ale są... niebanalne przepisy kulinarne, stanowiące interesujący przerywnik fabuły. Obie stanowią bardzo fajną lekturę, czyta się je z największą przyjemnością.
Autorka tych dwóch książek znana jest na forum Gastrofazy nie tylko z tego powodu, że je napisała. Tytułem przypomnienia... gość Pawła zasłynął swojego czasu wprowadzeniem do kulinarnego słownika AntyFanów nowego słowa, przy pomocy którego określana jest bliżej niesprecyzowana ilość masła. Tą jednostką wagi jest... 'zuchelek', który – jak się okazuje - przydaje się także i w innych sytuacjach, nie tylko kuchennych.
Rozmowa z Pawłem toczyła się wokół wspomnianych książek, głównie ‘Powrotów nad rozlewiskiem’, która pomimo tego, że została wydana jako druga, dopiero w tym roku, to równie dobrze mogłaby być pierwszą częścią sagi. Nie obyło się oczywiście bez pogaduszek na temat upodobań kulinarnych ich autorki. Widać (słychać), że Małgorzata Kalicińska-Grabowska lubi dobre smaki, lubi gotować i lubi o gotowaniu opowiadać. Kocha rosołki i pierogi, nie gardzi potrawami prostymi, które określa mianem ‘bieda-potrawy’, namiętnie przyrządza galarety i auszpiki – w tym warzywne z twarożkiem, zna się na nalewkach. Bardzo lubi także owoce, których w swoim ogródku jednak nie hoduje. Od urodzenia wielbi zupę ogórkową, uznając ją za najbardziej polską ze wszystkich polskich zup, jest też amatorką zgliwiałego białego sera, przyrządzanego po wielkopolsku – z kminkiem. Nie znosi słodyczy, zdecydowanie woli ostre desery. Sama kwasi żur, buraki i ogórki oraz robi przetwory na zimę. Z zasady nie grilluje, ale z największą przyjemnością biesiaduje w ogrodzie pod gruszą. W upalne lato z mięs jada wyłącznie cielęcinę. Z nią to właśnie przybyła do studia... czarować Pawła. I czarowała... Było gorąco, ostro i pikantnie, wręcz... namiętnie... też w sensie smaków.