Paweł wybył w krótką delegację służbową do Niemiec, aby u zachodnich sąsiadów zaczerpnąć trochę inspiracji do działań w kuchni, a na ten czas oddał konsoletę w dobre ręce... Vita Odrobiny.
Nie pierwszy raz przyszło maszyniście Antyradia Machiny przeistoczyć się w gospodarza ‘najsmaczniejszego pasma eteru’. Swojego czasu już sprawdził się jako godny zastępca Mistrza i - należy przyznać - za każdym razem radzi sobie świetnie w Gastrofazowej knajpie. Dzisiaj, wziąwszy sprawę w swoje ręce, po prostu szalał w kuchni.
Jako jeszcze nie w pełni doświadczony kuchcik - aczkolwiek wielki smakosz, posiłkował się książką Hanny Szymanderskiej o przewrotnym trochę tytule – ‘Kobiece udka i inne potrawy o osobliwych nazwach’. W niej niejako szukał i... znajdywał inspiracje dla zaspokojenia głodu, w tym głodu... wiedzy w dziedzinie sztuki kulinarnej. Wspomniana książka zawiera mnóstwo przepisów na potrawy o nazwach co najmniej dziwnych. Mogą one przywoływać różne skojarzenia, mogą wzbudzać sobą większe lub mniejsze zainteresowanie i emocje, mogą intrygować, rozśmieszać, a – przede wszystkim - zachęcać do przygotowania określonych nimi dań.
Ach, ta ars poetica... Nie można przecież przejść obojętnie obok humorystycznie nazwanej potrawy, której nazwa nic nie mówi, a jednak... coś w niej jest, a samo danie z jakiegoś powodu zostało tak określone. W czasie audycji był czas i miejsce na zimne i gorące przekąski, na sałatki, zupy, dania jednogarnkowe, mięsa, ciasta i ciasteczka, desery i napoje. Podkuchenny Vito podawał m.in. przepisy na ‘siekierę stryja Hanzy’, ‘omdlałego imama, ‘latającego Jakuba’, ‘pępek kobiety, ‘pijane dziewice’, ‘ogień miłości’, ‘ślepą kurę’. Nie zasypywali gruszek w popiele także słuchacze. Byli wyjątkowo aktywni, sypnęło mailami. Dołożyli do Gastrofazowego menu ‘pocałunek hedonistki’, ‘przysmak Rasputina’, ‘cycki Brazylijki’ i wiele innych przepisów.
Okazuje się, że wiele specjałów o dziwnych nazwach, to potrawy regionalne, a skoro tak – to mają one prawo i powody mieć tak osobliwą, nie zawsze dającą się wytłumaczyć, nazwę. Weźmy chociażby specjały kuchni wielkopolskiej. Niewątpliwie należy do nich słynna – aczkolwiek prozaiczna i pospolita – kartoflanka, gotowana na kościach wędzonych i doprawiona majerankiem. Przez mieszkańców Poznania i okolic jest nazywana ‘ślepymi rybami’. Co w nazwie tej zupy robią ryby, skoro rzeczonych w niej się nie uświadczy – i to w dodatku ślepe?
Podobnie jest z kartaczami z północno-wschodniej części Polski, które w innych regionach kraju mogą być nazywane zupełnie inaczej – ot chociażby ‘pyzy ziemniaczane z mięsem w rozmiarze XXL’. Przeciętny obywatel kraju nad Wisłą kojarzy kartacze z armatą, a tu okazuje się, że można nimi naładować... garnek. Z jakiegoś powodu te kluski z ciasta ziemniaczanego musiały przybrać taką, a nie inną nazwę. Nie wiadomo, co zdecydowało, czy ich ogromna siła rażenia... smakiem, czy też ich wielkość... kuli armatniej. Bez względu na to czy z powodu swoich ‘puszystych’ rozmiarów kojarzą się z ładunkiem artyleryjskim, czy też nie, jedno jest pewne: w którejkolwiek części Polski nie byłyby serwowane, to najlepsze są pokrojone w plastry i podgrzewane na drugi dzień.
Jeszcze jedno. Tak się jakoś złożyło, że dzisiejsza Gastrofaza kręciła się wokół przepisów o dziwnych nazwach, trochę zwariowanych, ale w większości dotyczących... kobiet. Hmm... Nic chyba w tym dziwnego - kobiece udka i pępki, tudzież inne części jej ciała... bardzo dobrze smakują i przed obiadem, i po obiedzie i bez względu na to, czy są przygotowane na ostro, czy też na słodko...