187. Wieczorne Rozmowy, zgodnie z ostrzeżeniem, zapuszokowane. Choć nie na żywo nie znaczy, że bez udziału słuchaczy... Dzięki tym, którzy na prośbę Krzysztofa odrobili lekcje wcześniej, udało się przygotować pełnowartościową audycję. Dziś więc była mowa o miłości do siebie, świata, Boga i innych ludzi. O dawaniu i umiejętności przyjmowania.
Pytanie brzmiało - "Czy okazuję innym swoją miłość?".
Gdyby nie pomoc słuchaczy, Krzysztofowi ciężko byłoby poprowadzić tę audycję, bo jak kilkakrotnie powtórzył, w temacie miłości nie ma zbyt wiele do powiedzenia. Kiedy zaczynał się leczyć kochał cały świat i wszystkich alkoholików miłością bezwarunkową, niczym sam Wszechmogący. Jednak nie wyciągał rąk ku niebu, ani nie pragnął zbliżyć się do Boga. Nie rozumiał tych pojęć. Nigdy nie lubił rozmawiać o rzeczach abstrakcyjnych i tego typu rozmowy uważał za stratę czasu, a tego ostatniego zawsze mu brakowało. Krzysztofa nikt nie nauczył okazywania, ani mówienia o miłości. Dlatego także i dziś jest to dla niego trudne.
Z większości maili, które przyszły do audycji, wiało jednak optymizmem. Aby móc nauczyć się dawać miłość niektórzy słuchacze musieli najpierw dokonać zmian w samych sobie. Grażka, aby móc okazywać miłość musiała zaakceptować samą siebie, podobnie Jaras. Wiesiek musiał przestać bać się siebie, innych ludzi, Boga i sytuacji, na które nie ma wpływu. Dla Zochy droga do tego, aby okazywać innym miłość bez względu na okoliczności była trudna, bolesna i długa. Zajęło jej to kilka lat, kilka lat pracy, wybaczania, zadośćuczyniania, aż w końcu doszła do zrozumienia, że jest dzieckiem Boga zrodzonym z miłości i dla miłości. Miłość jest według niej najsilniejszą uzdrawiającą mocą. Serce pełne miłości jest dla Zochy najlepszą tarczą przed niebezpieczeństwami. O uczeniu się miłości prawdziwej mówiła też Ela, która przyznała, że rozważanie tego, czym jest miłość i jak ją rozpoznać zajęło jej dużo czasu. Dawniej miłość identyfikowała z potrzebą bycia kochaną i garnęła się do wszystkich, którzy okazali jej najmniejszą przychylność. Zadowalała się byle czym i popadała w kłopoty. Trzeźwość wyprostowała jej skrzywiony obraz miłości. Dziś Ela potrafi przyjmować i okazywać miłość, czuje się kochana przez ludzi i ona sama kocha ich coraz bardziej. Znalazła też prawdziwą miłość do mężczyzny, co do której nie ma wątpliwości, że jest darem od Boga.
A skoro jesteśmy przy Bogu, warto wspomnieć, że głos zabrał też specjalista od spraw miłości bożej - ksiądz Jan z Zakroczymia. Ksiądz Janek stwierdził, że tylko prawdziwa miłość uzdrawia i daje poczucie spełnienia. Czasami bywa, że miłością nazywa się coś, co wydaje się nią być, a jest tylko fascynacją czy zauroczeniem, które z czasem przynosi tylko cierpienie. Dlatego według księdza tak ważne jest odkrycie miłości bożej -bezinteresownej, która uzdrawia i nigdy nie rani. Często problemem jest nie dawanie, ale przyjęcie daru miłości bożej. Ksiądz Jan dzięki modlitwie, sakramentom nieustannie doświadcza miłości Boga, która go napełnia. A dzięki temu może robić następny krok i dzielić się miłością z innymi.
Kwestia radości z darzenia miłością pojawiła się też w wypowiedzi Grażki. Dawanie miłości daje jej spełnienie, nie oczekuje wzajemności. Dawanie miłości bez przymusu i liczenia na korzyści pozwala jej rozwijać się duchowo i wzbogaca jej życie. Inny słuchacz, Kazik, który jeszcze kilka lat temu uważał, że miłość nie istnieje, dziś poszukuje jej w sobie i innych ludziach. A Paweł opisywał w jak prosty sposób będąc uprzejmym, chociażby dla nielubianej sąsiadki, stara się okazywać innym miłość.
Pięknie o okazywaniu miłości pisał również ksiądz Jacek. Mówił o miłości, która objawiać się może w zwyczajnych, prostych, czasem nawet nudnych czynnościach i aspektach naszego życia. Wypowiedzi księdza Jacka, tak jak i wszystkich pozostałych możecie jak zawsze odsłuchać TUTAJ. A za tydzień program już na żywo i zapewne posłuchamy rozmów, które Krzysztof przywiezie ze Zlotu Radości. |