Zwierzyna dzisiejsza to już duży, 31-letni (choć nie wygląda) chłopiec, który pracuje, w (prawdopodobnie) najsłynniejszej hucie - Hucie Katowice. Rozmowny wielce, żeby nie powiedzieć gadatliwy; nieźle kombinujący i ściemniający, żeby nie powiedzieć cwaniak; jedynym słowem Mariusz. Zaczął od... miejsca docelowego i zielonej butelki z zimnym płynem (i nie była to oranżada) w garści, której nie wypuszczał do końca. Jego kryjówkę - pub Chata, przy ulicy Królowej Jadwigi, odgadła Moniczka40 (płyty i kubek w ramach wdzięczności). Pisząca te słowa, 20 minut przed końcem audycji, udała się na łowy. Na miejscu okazało się, że jest pustawo, a wśród całej klienteli jest tylko trzech chłopa i żaden z nich, jak twierdzili, nie jest Mariuszem. Nie omieszkałam tego faktu donieść Smolowi drogą mailową via komórka. Niech żyje technologia! W ostatnim wejściu, dzięki Smolowi, który przykazał chłopakowi wstać i zawołać - "Olka tu jestem" - potwierdziły się moje przypuszczenia, że ktoś tu ściemnia. Ale sprytu mu nie można odmówić. Nieźle się chłopak ustawił - bluza zakrywająca (pożądaną przez wielu) koszulkę "Rock Honor Ojczyzna"; soczewki, a nie okulary (padło pytanie o okulary, powiedział, że nosi, ale już nie dodał, że dzisiaj założył soczewki); słuchawki, zamiast tradycyjnego trzymania telefonu w łapce i sprzyjająca mu barmanka, która na pytanie czy jest tu jakiś chłopak, biorący udział w konkursie Antyradia, bez zająknięcia odpowiedziała, że nie. Dzięki temu, że pytałam o imię, a nie startowałam od razu z hasłem ("Zostanę wynalazcą. Nie wiem jeszcze co wymyślę, ale będzie to na USB"), zwierzyna wygrała. Tradycyjny (ostatnimi czasy) zestaw, czyli książki do nauki języków obcych, płyty, kubki i inne gadżety. W tajemnicy Wam powiem, że ja też nie zostałam z pustymi rączkami. |