Taki tytuł przyznał dzisiejszemu gościowi Pawła sam profesor Jerzy Bralczyk, dając tym samym wyraz swojego uznania umiejętnościom prowadzenia przez niego (a w zasadzie przez nią, bo to zdecydowanie przedstawicielka płci pięknej) rozmów na wszelakie tematy.
Nie jest to jedyny tytuł, jakim może poszczycić się dziennikarka i prezenterka telewizyjna – niewątpliwie jej ikona, która była gościem wtorkowej Gastrofazy. O kim mowa? Kto zacz? Oczywiście, to Jolanta Fajkowska - jedna z sympatyczniejszych i urokliwszych ze stajni (Augiasza) na Woronicza, posiadająca błysk w oku (wrodzony) i... seksowny głos (hmm... nabyty z powodu pewnej słabości). Odznaczeń i medali ma w zanadrzu parę, ot chociażby przyznany jej ostatnio Medal Powstania W Getcie Warszawskim im. Mordechaja Anielewicza. To nie przypadek... Przez wiele lat prowadziła Festiwal Kultury Żydowskiej na krakowskim Kazimierzu, teraz rozkręca Festiwal Singerowski w Warszawie. Jest bardzo zaangażowana w to, co robi. Tak została wychowana, aby interesować się innymi narodami, narodowościami i ich kulturą. No cóż, w końcu jest córką byłego ministra kultury i od małego dobrze czuje się w kulturalnym towarzystwie...
Zrealizowała dziesiątki reportaży z wydarzeń kulturalnych w Polsce i na świecie, przeprowadziła także dziesiątki wywiadów z najwybitniejszymi ludźmi światowej kultury. Ich portrety przedstawiła w swojej debiutanckiej książce – Autografy, wydanej w ubiegłym roku. Mnóstwo w niej sław – jest chociażby Woody Allen, Sting, Dalajlama, Placido Domingo, Goran Bregović... wymieniać można byłoby jeszcze długo. Pierwszy nakład rozszedł się jak świeże bułeczki, przygotowywany jest właśnie dodruk, a autorka pisze już drugi tom biografii wielkich. W końcu, w dalszym ciągu przeprowadza wywiady, tym razem w radiu.
W świecie trochę bywała – najpierw były to studia na Uniwersytecie Karola w Pradze, potem stypendia w Londynie, Waszyngtonie i Nowym Jorku – ale najlepiej czuje się u siebie na wsi, gdzie mieszka od jakiegoś czasu w domku, otoczonym ogromnym ogrodem. Tutaj teraz smakuje życia. Stała się sentymentalna, ogląda wschody i zachody słońca, wsłuchuje się w świergolenie ptaków, obserwuje zwierzęta, które zapędzą się nieraz z lasu pod ogrodzenie jej domostwa. Nie wyobraża sobie powrotu do dużego miasta, w którym mieszkała do czasu przeprowadzki na wieś, a miejskie klimaty – te, które sobie szczególnie ukochała (styl art déco, a jednocześnie trochę secesji) – przeniosła do nowego mieszkania.
Uważa się za kobietę szczęśliwą, jak na razie wszystko układa jej się dobrze i po jej myśli. Kocha i jest kochana. Miłość, która – według niej – jest najważniejszą rzeczą w życiu, jaka może spotkać człowieka, służy jej. Udało jej się skupić wokół siebie cały ‘komplet’ tego uczucia, co jest – należy przyznać najlepszym rozwiązaniem. Żyje miłością do mężczyzny, do dziecka, do pracy.
Uważa, że każdy musi sam walczyć o swoje miejsce na ziemi. Dumna jest ze swojej córki Marii (Niklińskiej – początkującej aktorki), która nie wykorzystuje popularności matki, aby do czegoś w życiu dojść, tylko bierze sprawy w swoje ręce. Za parę lat może to właśnie jej portret – zdobywczyni Oscara - zostanie przedstawiony w kolejnym tomie Autografów, autorstwa Jolanty Fajkowskiej.