Zaryzykuj Jeśli decydujemy się nie uciekać przed rzeczywistością za pomocą środków zmieniających świadomość, oznacza to, że umykamy śmierci i wybieramy życie. Najwidoczniej wierzymy, że życie może być interesujące i warte zachodu - bardziej, niż kiedykolwiek sądziliśmy. Gdybyśmy nie żywili takiej nadziei, nigdy byśmy nie spróbowali uwolnić się od nałogu. W przeszłości przeważnie coś traciliśmy, ponosiliśmy klęski i unikaliśmy wszelkiej konfrontacji. Próbując teraz stawić życiu czoło, wystawiamy się na pewne ryzyko, jesteśmy bowiem nie zahartowani i bardzo podatni na zranienie. Opadają nas wątpliwości: "Czy Program zadział? Czy nie narażam się na zbyt duże niebezpieczeństwo? Czy Bóg naprawdę mnie kocha? Czy On w ogóle istnieje?" Mamy wokół siebie tysiące "żywych dowodów" na to, że Program działa. Możemy się jedynie wahać, czy nas samych stać na podjęcie ryzyka i postępowanie w zgodzie z Programem. Warto spróbować - przekonamy się wówczas, co znaczy żyć pełnią życia! Czy mam na tyle odwagi, żeby zaryzykować?
229. Wieczorne Rozmowy rozpoczęły się małą niespodzianką – za stołem realizacyjnym nie siedziała ani Ruda ani Marcyś, tylko nowa postać - Krzyś Bobiński, który, zgodnie z tradycją przypomniał zasady programu, czyli: nie oceniamy, nie krytykujemy, nie udzielamy rad, mówimy o własnych doświadczeniach i nie rozmawiamy z osobami pod wpływem alkoholu lub innych środków zmieniających nastrój. Gwoli uczciwości, Krzysztof (a raczej jego głos) zapowiedział, że go nie ma, bo jest na nartach w Alpach. Fakt, że audycja była rejestrowana nie oznacza jednak, że była mniej ciekawa. Głosy słuchaczy, na prośbę Krzysztofa, zostały zebrane wcześniej. Prezentacja rozpoczęła się od doświadczenia Leszka, który nauczył się, że odwaga nie polega na tym, aby się nie bać, ale na tym żeby robić coś mimo strachu. Tak właśnie rozpoczęła się droga jego trzeźwienia. Podobne słowa napisała Marzenka, która nie bała się zaryzykować, aby rozpocząć nową drogę życia. Ryzyko opłaciło się i przyniosło jej wolność. Gdyby nie zaryzykowała, dalej była by małą dziewczynką, którą można było manipulować. Ela powiedziała, że trudno było mówić o odwadze na początku trzeźwienia. Większość decyzji podejmowała ze strachu przed powrotem do picia. Odwaga przyszła później, kiedy słuchała trzeźwych od kilku lat ludzi i którzy pokazali jej świat o jakim marzyła. Wtedy zdecydowała się zaryzykować.
Grażka napisała, że warto zaryzykować, aby żyć pełnią życia, Jaras powiedział, że podjął ryzyko trzeźwego życia i zaczęła się inna bajka. Dla Oskara z kolei odwagą było podjęcie decyzji o zmianie trybu życia, ale zaraz autor zaznaczył, że tak naprawdę to nie była żadna odwaga ani ryzyko, bo chcąc żyć, nie mógł podjąć innej decyzji. W podobnym tonie utrzymane były głosy pozostałych słuchaczy. Sam Krzysztof powiedział, że pytanie „Czy mam na tyle odwagi, żeby zaryzykować?” trochę go śmieszy. Znajdując się momencie podjęcia kluczowej decyzji nie miał przecież tak naprawdę nic do stracenia - był strzępem człowieka, więc nic nie ryzykował.
Druga część audycji upłynęła pod znakiem od dawna zapowiadanej rozmowy z Ojcem Jankiem - „Szefem” Ośrodka Apostolstwa Trzeźwości w Zakroczymiu. Jakimi refleksjami podzielił się Ojciec Jan Karczewski? Opowiadał o pierwszym spotkaniu z Ojcem Benignusem - prekursorem apostolstwa trzeźwościowego. Ojciec Benignus zainteresował O. Janka działalnością duchową związaną z trzeźwieniem. Ojciec Janek zajmuje się ludźmi trzeźwiejącymi już od czasów seminarium duchownego. Sposobu myślenia i wrażliwości ludzi trzeźwiejących uczył się pełniąc posługę dla członków grupy AA, odbywających spotkania przy zakonie Ojca Jana w Lublinie. Następnie trafił do Zakroczymia, gdzie został opiekunem schorowanego Ojca Benignusa w ostatnich dniach jego życia. Tak właśnie został kontynuatorem Jego dzieła i obecnie mija 16. rok pracy Ojca Janka z alkoholikami. Bohater rozmowy wyjaśniał „fenomen” Zakroczymia. Powiedział, że wg wszystkich, którzy tam przybywają, niby nic szczególnego tam nie ma, ale tylko pozornie, bo jest historia, jest wiele w wymiarze duchowym. Było to od zawsze miejsce modlitwy i cierpienia, na jakiś czas klasztor został zlikwidowany, w okresie okupacji przełożeni klasztoru zginęli z rak hitlerowców. Wszystko to miało wpływ na obecną atmosferę jaką panuje w Zakroczymiu, bo, jak sądzi Ojciec Janek, każdy, kto przekracza mury klasztoru, doświadcza uzdrawiającej mocy Boga, która jest tam obecna - jest to po prostu miejsce uświęcone pracą i cierpieniem i w taką przestrzeń wkraczają ludzie, którzy też w jakiś sposób cierpią. Na zakończenie rozmowy Ojciec Janek gorąco zaprosił wszystkich potrzebujących do zakroczymskiego klasztoru. I jak powiedział Krzysztof „zanim się dobrze rozgadaliśmy”, 229. Wieczorne Rozmowy dobiegły końca. |