Dzisiaj znowu Gastrofaza podróżnicza. Znowu – bo ostatnia taka była ponad tydzień temu. Tym razem Paweł zabrał nas do państwa ze stolicą nad modrym, pięknym Dunajem, w którym swojego czasu dużo mieli do powiedzenia Habsburgowie.
Nie ma wątpliwości, że chodzi o Austrię, kojarzoną nie tylko ze wspomnianą monarchią. Kto nam towarzyszył w podróży i przybliżał ojczyznę Straussa, walca, operetki, sznycla po wiedeńsku i tortu Sachera? Dzisiejszym przewodnikiem po Austrii a właściwie głównie po Wiedniu, bo znowu zabrakło czasu na więcej, była dyrektorka Austriackiego Ośrodka Informacji Turystycznej w Polsce - pani Franca Maria Kobenter. Chociaż w Polsce mieszka od dziesięciu lat, w sercu u niej nieustannie gości Wiedeń i południe Austrii – Karyntia, skąd pochodzi.
Ten niezbyt duży, środkowoeuropejski kraj, graniczący aż z ośmioma państwami, wywołuje różnorodne skojarzenia, ale najczęstszymi są... Strauss, kawa i bale. Walce i zdolną rodzinę Straussów zostawmy na razie na boku i pójdźmy śladem kulinarnym, skoro Austria zaistniała w programie, zajmującym się smakami w dosłownym tego słowa znaczeniu. Co ma wspólnego sernik po wiedeńsku czy jajka na ten sam sposób ze stolicą Austrii? Okazuje się, że nic, że tyle samo co ryba po grecku z Grecją. Zupełnie inaczej jest z Wiener schnitzel - sznyclem po wiedeńsku, który ze stolicy Austrii wywodzi się i jeśli ma być ‘po wiedeńsku’ musi być przygotowany z zachowaniem odpowiednich ‘norm’ (tu odsyłam do książki kucharskiej AntyFanów, gdzie swego czasu nastąpiło wyjaśnienie sprawy całej – KLIK). Ze sznyclem w Austrii obowiązkowo idzie w parze sałatka kartoflana, ale przygotowywana trochę inaczej niż niemiecka kartoffelsalad. Przy okazji: to nie jedyna różnica pomiędzy dwoma niemieckojęzycznymi narodami, sąsiadującymi ze sobą. Różni ich chociażby (odrobinę, ale jednak)... język, używany na co dzień, sposób w jaki się witają i w jaki nazywają niektóre potrawy kulinarne.
Kawa i miejsca typowe dla jej degustacji - czyli kawiarnie, to następna rzecz, z których słynie nie tylko Wiedeń, można powiedzieć - stolica tego napitku. Jest w nich wyjątkowa atmosfera, pamiętająca niemalże czasy Franza Josefa I. Do kawy w porządnej wiedeńskiej kawiarni podaje się - jako standard - szklankę wody (może być kranówa – bez obaw), a wiedeńczyk zamówi jeszcze obowiązkowo... gazetę. Turyści mogą poprosić o podanie kawałka zacnego tortu Sachera lub strudla – jabłkowego, bądź twarogowego (i będzie to zupełnie co innego, niż sernik po wiedeńsku, który – jak się okazuje – jest polskim wynalazkiem). Strudel serowy natomiast, to ciasto, które znane jest w Niemczech pod nazwą ‘kwark’ - jeśli to bardziej wyjaśnia tę zawiłość.
Z ciekawostek kulinarnych, z jakimi można spotkać się w Austrii, należy odnotować istnienie pierogów – są i takie podobne do ‘ruskich’, są także pierogi z farszem z suszonych śliwek i gruszek, połączonych z białym serem. Nie brakuje innych oryginalnych dań mącznych, ale to nie one stanowiły największą rewelację, o jakiej dowiedzieli się wczoraj słuchacze Gastrofazy. Kto by bowiem przypuszczał, że z Austrii (dokładnie z Karyntii i Styrii) pochodzi... olej z pestek dyni, będący spécialite de la maison tych regionów, a przez to specjalnością austriacką.
Ale to nie z kulinariów Austria słynie, jeśli już - to bardziej z Wiednia. Miejsc, określanych w przewodnikach turystycznych jako ‘a must’ tego miasta, jest mnóstwo. Trzeba po prostu wybrać się do stolicy Austrii – choćby na weekend i posmakować piękna Wiednia cesarskiego i współczesnego. Trochę tego jest. )
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK.