Niedziela, na zegarze 21:00 z malusim ogonkiem... Wiadomy znak, że w AntyRadiu nadszedł czas Wieczornych Rozmów. Dzisiaj wydanie jubileuszowe – to już 250. odcinek! Dla programu jako takiego fakt ten większego znaczenia prawie nie miał. Prawie...
Przebiegał jak w każdą niedzielę, bo tak jak w meczu piłkarskim, pewne elementy w paśmie Krzysztofa są stałe - w sensie nie podlegają zmianom. Jest Eric Clapton i Layla na (dobry) początek, jest powitanie i wyjaśnienie, dlaczego gospodarz programu przedstawiając się mówi, że jest alkoholikiem, obowiązują te same od lat ‘niedemokratyczne’ reguły i zasady - przypominane przez siedzącą po drugiej stronie stołu Rudą, która ‘za Niemca już tu była’. Zmienna jest oczywiście refleksja, pochodząca z mądrej książki Day By Day, wokół której toczy się dyskusja mailowo-telefoniczna Krzysztofa ze słuchaczami oraz goście - jeśli zdarzy się, że zostaną zaproszeni do programu. Dzisiaj, w dniu ‘ćwiary’, w studiu na Żurawiej zjawiło się ich trzech.
Trzech młodych... ‘lumpów’ - alkoholików i narkomanów. Byli nimi: Wiktor, Michał i Tomek. Wszyscy bardzo młodzi, mający zaledwie ‘dwójkę’ na początku swojego wieku (22, 26 i 27) i wszyscy chorujący na tę nieuleczalną, wredną i pokrętną chorobę, jaką jest alkoholizm. Chorujący, aczkolwiek niepijący od ponad roku! Już zapowiedź w ubiegłym tygodniu, kto będzie gościem Krzysztofa w jubileuszowym wydaniu audycji, wywołała święte oburzenie u niektórych. W potocznej opinii bowiem, alkoholik (przez niektórych utożsamiany z lumpem) to stary człowiek z fioletowym od wódy nosem, z trzęsącymi się rękoma, śpiący na śmietniku, śmierdzący jak cholera, żebrzący na flaszkę. Krzysztof wiedział, że to nieprawda, wiedział, że alkoholik nie musi być starym ‘grzybem’ o takich cechach. Można nim zostać mając niewiele ponad dwadzieścia lat – tyle co dzisiejsi goście Wieczornych Rozmów. I można być nazwanym lumpem...
Dlaczego właśnie ich Krzysztof zaprosił do programu? Ano dlatego, że przez przypadek, z drugiej strony ‘sitka’ mógł akurat siedzieć ich rówieśnik, który myśli, że jest za młody, żeby być alkoholikiem. Istniała szansa, że posłucha Tomka, Michała i Wiktora i coś, co oni będą mówili o swoim życiu, o terapii i wspólnocie, o mityngach i ich walce z chorobą, a przede wszystkim o tym, że można żyć bez wódy, być z tego powodu radosnym i zadowolonym, cieszyć się z życia - trafi do tego zamkniętego w czterech ścianach i bawiącego się flaszką młodego człowieka, ogarniętego beznadzieją i niewierzącego w to, że może być inaczej, że jego życie jeszcze nie skończyło się.
Bo przecież nie trzeba przepić kilkudziesięciu lat swojego życia, a potem próbować łapać kawałek normalnego. Nie było słuchacza mailującego lub dzwoniącego do Wieczornych Rozmów, który nie wyrażałby podziwu dla trzech ‘lumpów’, a także nie gratulował im mądrości i rozumnej decyzji oraz tego, że im się udało tak wcześnie. Niektórzy nawet zazdrościli, ale naprawdę jest czego – nie dość, że nie piją w tak młodym wieku, to jest w nich ogromna radość. Zupełnie nie wyglądają na smutasów, którym zabrano ulubioną zabawkę. Wręcz przeciwnie – uważają, że zmiany jakie w nich zaszły, to coś najlepszego, co mogło im się trafić.
Każdy z nich idzie najbardziej sprawdzoną w praktyce i przynoszącą najlepsze efekty drogą: profesjonalna terapia, która pozwala alkoholikowi uzmysłowić wiele ważnych rzeczy oraz wspólnota - jakakolwiek by ona nie była. Samemu jest trudno. Nie ma zresztą co się silić na ‘heroizm’, bo wiadomo, że jakby na to nie patrzeć - razem raźniej. Dla alkoholika najprostszą rzeczą jest przestać pić (to każdy potrafi), najtrudniejszą – nie wrócić do picia Na mityngach, wśród swoich, można dzielić się doświadczeniami i wzajemnie wspierać. I o to właśnie chodzi.
Nie sposób opisać krótko audycję (taką audycję!), tak samo jak nie sposób było przeczytać na antenie wszystkie maile od słuchaczy – przede wszystkim te z odrobioną lekcją, która zakładała odpowiedź na pytanie: 'Czy przestałem litować się nad sobą i nad innymi?'. Związane ono było oczywiście z refleksją, przewidzianą na dzisiaj przez Day By Day - ‘Nie lituj się!’. Jedno można powiedzieć, a wynika to z wypowiedzi, które Krzysztof zacytował: użalali się nad sobą zazwyczaj wtedy, gdy pili. Jak twierdzili, nic nie wychodzi bardziej rewelacyjnie przy gorzale, jak wyrażanie sobie współczucia i litowanie się nad samym sobą. Potem to mija.
Nie na wszystko znalazło się w newsie miejsce, ale nie można nie wspomnieć o perełce. W jubileuszowym wydaniu Wieczornych Rozmów była ona wyjątkowa, najprawdziwsza z prawdziwych - He Just Don't Appeal To Me w wykonaniu Ozie Ware.
A za tydzień, jeśli nie będzie trzęsienia ziemi i nic takiego się nie stanie... oczywiście kolejne wydanie Wieczornych Rozmów. :)
PS. Parę słów i parę fotek ze spotkania z AntyFanami, jakie odbyło tuż przed audycją, zaistnieje wkrótce w Materiałach Specjalnych - o TU. |