Jak bumerang powrócił dzisiaj na blat stołu z powyłamywanymi nogami temat obrony praw człowieka i Amnesty International - niezależnej, światowej organizacji, znanej z tego, że ‘krzyczy’ w słusznych sprawach i w takich zajmuje stanowisko. A jakie to sprawy? Najogólniej rzecz ujmując to te, dotyczące człowieka jako istoty ludzkiej, który został skrzywdzony przez państwo i jego system prawny. Człowieka, który doznał ze strony kraju jakiejś niesprawiedliwości – był torturowany, poniżany, prześladowany, dyskryminowany czy też niesłusznie przetrzymywany w więzieniu wskutek nierzetelnego procesu sądowego.
Temat obrony praw człowieka pojawił się po raz pierwszy w postmodernistycznym paśmie poszukiwaczy przygód dwa tygodnie temu, kiedy to gościem Pawła była Monika Deptuła, rzeczniczka prasowa organizacji (więcej TU). Wtedy to właśnie można było dowiedzieć się, że występując w obronie praw człowieka, Amnesty International sprzeciwia się nie tylko torturom i prześladowaniom, ale także - a może przede wszystkim - karze śmierci, którą uważa za okrutną, nieludzką i najbardziej poniżającą ze wszystkich kar. Jak to robi? Ot chociażby poprzez happeningi, akcje, kampanie. Jedną z nich jest coroczny Maraton Pisania Listów, odbywający się w ponad stu polskich miastach (tegoroczny kończy się właśnie dzisiaj). Zdaniem Amnesty International jest on jednym z bardziej skutecznych sposobów upominania się o prawa człowieka.
W tym roku warszawska edycja Maratonu miała swojego gościa specjalnego, który przyjechał do Polski, aby wesprzeć swoją obecnością akcję. Był nim... dzisiejszy gość Pawła – Joaquin Jose Martinez Perez, hiszpański działacz praw człowieka, który spędził parę lat w amerykańskiej celi śmierci na Florydzie, będąc niesłusznie oskarżony o popełnienie morderstwa (którego nie popełnił) i skazany na karę śmierci. Dzięki apelom ludzi z całego świata oraz poparciu takich autorytetów jak chociażby Jan Paweł II i król Hiszpanii, amerykański sąd zmienił swój wyrok i Jose został zwolniony z więzienia. Żyje i jest wolnym człowiekiem, ale co by było, gdyby o jego przypadku nie dowiedziała się społeczność na całym świecie i nie udzieliła swojego wsparcia? Gdyby nie zainteresowali się nim ludzie, którzy nie potrafią przejść obojętnie obok niesprawiedliwości? Gdyby był sam w swojej walce o życie?
Jose przybył do AntyRadia w towarzystwie Karoliny Grot z Amnesty International. Nietrudno się domyślić, jaki temat stał się przedmiotem dyskusji przy stole, tym bardziej, że w oczekiwaniu na gości, z inicjatywy Pawła niejako już się ona rozpoczęła. Oczywiście, mogła nim być jedynie kara śmierci, a więc temat trudny, raczej ciężkiego kalibru, wywołujący wiele kontrowersji nie od dziś. Zawsze dzielił społeczeństwo - nie tylko w Polsce - na tych, którzy uważają ją za sprawiedliwą i jedyną możliwą do zastosowania w odniesieniu do morderców zabijających świadomie i z premedytacją, dopuszczających się najgorszych i najbardziej niewyobrażalnych zbrodni oraz na tych, którzy mocno oponują pozbawianiu życia kogokolwiek i w ogóle, nawet za najbardziej okrutne czyny. Zawsze może zdarzyć się bowiem tak, że sąd popełni błąd w orzekaniu, że oprze się na fałszywych zeznaniach świadków lub poszlakach i życie straci niewinny człowiek. Poza tym, niektórzy ze skazanych na karę śmierci to ludzie chorzy psychicznie, którzy zamiast do więzienia powinni trafić do szpitala na leczenie.
Przeciwko karze śmierci jest oczywiście Jose. Uważa, że nikt na nią nie zasługuje. On przeżył piekło siedząc w celi śmierci. Był poniżany, bity, nieszanowany. Miewał momenty załamania i chwile słabości, ale miał też nadzieję, że ta koszmarna pomyłka wyjaśni się. I najważniejsze – czuł, że nie jest samotny, że ma wsparcie milionów ludzi na świecie. Teraz, jako wolny i szczęśliwy człowiek, jest im bardzo wdzięczny. Czy jest w stanie wymazać z pamięci tamte dni? Trudno powiedzieć, nawet tak bardzo o tym nie myśli. Póki co spłaca niejako swój ‘dług’ i współpracuje z Amnesty International. Jest mnóstwo ludzi na świecie, którzy ze strony organizacji potrzebują pomocy i wsparcia.
Dzisiejszy Blat można odsłuchać na stronie – KLIK.