Po raz kolejny w ciągu tygodnia, dzielącego dwa wydania Wieczornych Rozmów, nie było trzęsienia ziemi i nic takiego nie wydarzyło się, co uniemożliwiłoby Krzysztofowi przyjście do studia i poprowadzenie kolejnego wydania audycji. Przeszkodą nie był nawet afrykański żar z nieba lejący się tego dnia (na marginesie: za którym gospodarz programu - delikatnie rzecz ujmując - nie przepada), bo i na niego znalazł się sposób.
Na Wieczorne Rozmowy tak jak zawsze czekały setki słuchaczy, którzy w każdą niedzielę o 21:00 z małym ogonkiem gromadzą się z drugiej strony sitka, gdzieś tam w Polsce i za granicą, gdziekolwiek by ich nie rzuciło. A na dzisiejsze wydanie szczególnie. Nie było ono ot takie sobie, zwykłe, jak w każdą inną niedzielę roku. Wróble od rana na dachu ćwierkały, że szykuje się w AntyRadiu jakiś jubileusz. I to w dodatku nie mały. Jak by na to nie patrzeć, miały rację ptaszyny. Nie setne, nie dwusetne, to już trzechsetne wydanie Wieczornych Rozmów wybrzmiało dzisiaj na antenie! Trzysta spotkań to sześćset godzin mówienia w eter, to dziesiątki tysięcy maili, których nikt nie jest w stanie nawet zliczyć, to tysiące telefonów odbieranych podczas programu.
Tak jak zawsze na dobry początek wybrzmiała Layla Erica Claptona, gospodarz programu przedstawiając się powiedział, że jest alkoholikiem i że to jest bardzo ważne - a nie to, że ma na imię Krzysztof, poprosił Duno oprawiającego muzycznie audycję – pod nieobecność Rudej – o powtórzenie zasad i reguł w niej obowiązujących. Te oczywiście były ‘niedemokratyczne’ jak zawsze, ale co tam. Można się już do tego przyzwyczaić, że są takie, a nie inne. Bo inne nawet nie mogą być.
Jubileuszowe wydanie Wieczornych Rozmów nie mogło obyć się bez specjalnych i wyjątkowych gości. Było ich dwoje, matka z synem. Oboje przyjechali z Wrocławia. Ona – to Anna, alkoholiczka trzeźwa od dziewiętnastu lat, on – to Artur, alkoholik i narkoman, czysty od prawie półtora roku. Im jako pierwszym przyszło odpowiadać na pytanie z refleksji przewidzianej na dziś w mądrej książce ‘Day By Day’ – "Czy okres obłędu mam już za sobą"?
Oczywiście, że mają. Zarówno ją, jak i jego bardzo ten fakt raduje. Anna zaczęła pić ‘z poczucia krzywdy’. Ludzie wydawali jej się wredni i nie do zniesienia, świat zupełnie nie piękny. Piła i płakała, a poczucie krzywdy i tak ją trzymało. Oznaczać to mogło jedno – wóda, która miała być lekarstwem na całe zło i usprawiedliwieniem na ‘wszystko’, nie pomagała. Przeżyła wiele wstydu, ukrywała swoją chorobę, bo przecież społeczne przyzwolenie na ‘rausz’ mają niejako jedynie mężczyźni, a nie młoda kobieta wychowująca małe dziecko. Któregoś dnia znalazła w gazecie telefon do poradni zaufania. Zadzwoniła i… udało się, poszło gładko. Dzięki mądrym ludziom znalazła drogę do terapeuty, zaczęła chodzić na mitingi i tak już jej zostało. Teraz jest O.K. Wyzbyła się zazdrości, że dzieci koleżanek nie piją i nie narkotyzują się, nie ma urojonych marzeń. Jest wdzięczna za każdy kolejny dzień trzeźwości. Dużo pracuje – bo lubi pracować, realizuje się i czuje, że nic nie jest w stanie jej zaburzyć. Jest wzmocniona, ale pilnuje się. Krzysztof nazwał ją prawdziwą dziewczyną sukcesu.
Także Arturowi , 25-latkowi, podoba się jego nowe życie, tak bardzo różniące się od starego, trwającego dziesięć lat - tyle grzał, którego wyznacznikiem była ‘ławka’ na spotkanie z kumplami. Teraz budzi się rano i wie gdzie ma pójść i co ma robić. Podejmował parę prób, aby z tym skończyć. Jego pierwsza decyzja nie została poparta czynami, a sama chęć zmienienia swojego życia to zdecydowanie za mało, żeby się udało. Skutecznie ukończył dopiero siódmą terapię. Teraz wie, że jest o wiele bardziej ciekawiej, niż można byłoby sobie wyobrazić.
Dzisiaj nie było czasu na sprawdzanie odrobionych lekcji i czytanie ich na antenie. Przyszło ich całe mnóstwo, ale nie w mniejszym stopniu rozdzwoniły się telefony – i z kraju, i ze świata. To one zdominowały audycję i w związku z tym każdy odpowiadał ‘przy tablicy’. Wśród dzwoniących nie było nikogo, kto nie potwierdziłby, że okres obłędu ma za sobą i nie chce, aby on wrócił. Nigdy. Początki zawsze są trudne i niektorzy nie wierzyli, że im się uda. Ale próbowali i okazało się, że można żyć bez wódy i być w maksymalnym stopniu szczęśliwym.
A co poza tym w audycji? Oczywiście pogaduchy o San Antonio w Teksasie i o tegorocznym spotkaniu w tym miejscu ogromnej rzeszy trzeźwych alkoholików. Było ich tam podobno osiemdziesiąt tysięcy, w różnym wieku i o różnym stażu trzeźwości – w tym Anna. Była tez ‘perełka’ (najprawdziwsza z prawdziwych) – Memories Of You, stareńkie nagranie Louisa Armstronga, było mnóstwo życzeń i gratulacji dla Jubilata. Tort okolicznościowy od AntyFanów też był, ale przecież nie mogło być inaczej. Kto to słyszał, aby tak zacny jubileusz opędzić czekoladkami li tylko. Podobno nawet wyszedł. Nie tylko ze stołu. :)
PS. Archiwum nagrań Wieczornych Rozmów jest TU.
|