Baaardzo daleko na wschód od Warszawy, gdzie mieszka i pracuje, pojechała zaznać przygód dzisiejsza gościówa Stołu Z Powyłamywanymi Nogami. Można powiedzieć po prostu, że poniosło ją hen... na Daleki Wschód, a dokładnie do Chin. Tam, a nie gdzie indziej, bo... tak jakby nie było innej opcji, chociaż początkowe plany i zamierzenia na krótki odpoczynek stanowiły inaczej: miało być tam, gdzie ciepło, a nie zimno – to po pierwsze, a po drugie – tam gdzie można popływać na ‘kajcie’.
Wyjazd był trochę ‘na wariata’, w ostatniej chwili (w żargonie biur podróży typu last minute), ale wszystkie możliwe miejsca, gdzie można byłoby pojechać na parę dni w okresie przednoworocznym, były praktycznie nieosiągalne. Tak to jest zazwyczaj, gdy decyzję o wyjeździe ciągle się odkłada, bo roboty huk, bo są jakieś zobowiązania, bo trzeba jeszcze wszystko zapiąć na ostatni guzik, bo... Kto był taki zarobiony i dlaczego? To Odeta Moro-Figurska, dziennikarka i prezenterka telewizyjna, założycielka działającej już pięć lat fundacji ‘Szczęśliwe Macierzyństwo’, w życiu prywatnym osobista małżonka naszego Figura (co wcale nie oznacza ‘żona swojego męża’, o nie!). A z jakiego powodu urobiona po pachy? To poniżej.
Otóż, odkładała wyjazd z mężem na krótki odpoczynek z dnia na dzień z powodu... płyty. Płyty z bajkami dla dzieci (każda z morałem, o wyraźnym przesłaniu edukacyjnym), które napisał pod okiem psychologa aktor Leszek Zduń (ojciec trójki dzieciaków), a przeczytali i nagrali sami znani – ‘dzieciaci’ lub nie, ale lubiący dzieci: gwiazdy filmowe, dziennikarze radiowo-telewizyjni, polityk (też się taki trafił) tudzież inne osoby, które można oglądać często lub bardzo często na małym szklanym ekranie. Płyta w żadnej mierze nie miała posłużyć zaspokojeniu potrzeb ego gościa Pawła, jako że cel jej jest szczytniejszy: ma przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa dzieci na drogach całej Polski. Bajki w trasie i na czasie będą głównie rozdawane, nie sprzedawane. Komu? Dzieciom i ich rodzicom wyjeżdżającym na ferie zimowe, a robić to będą policjanci z ruchu drogowego. Nie trzeba przy tym łamać prawa, aby wejść w posiadanie tej typowej płyty samochodowej, chociaż należy przyznać, że niejednemu kierowcy mogłaby... osłodzić trochę mandat, gdyby na taki zasłużył u wujaszka policjanta, nie mówiąc już o tym, że zapamiętałby on dobrze każdą z bajek i mógłby sam w przyszłości opowiadać je swoim dzieciom zamiast dawać do odsłuchania. Płytę będzie można także dostać w sklepach muzycznych albo ściągnąć z netu, bo i tam będzie krążyć.
Powód wyjazdu w ostatniej chwili wyjaśniony, pora więc znaleźć się w środku... Państwa Środka, będącego samym w sobie wymarzonym miejscem do zaliczenia i marzeniem do zrealizowania dla niejednego mieszkańca pięknego kraju nad Wisłą, nawet jeśli nie było ono wpisane w jego najbliższe plany podrożnicze, tak jak to miało miejsce w przypadku Odety i Michała Figurskich. Pojechali (cóż było robić), zobaczyli (Wielki Mur, Plac Tiananmen w Pekinie, Mao Tse-tunga w mauzoleum, Zakazane Miasto, Szanghaj i Hongkong), doświadczyli (Suzhou – chińskiej Wenecji) i przez najbliższe miesiące... za Chiny nie zjedzą nic chińskiego. Wszystko przez tę chińszczyznę właśnie, której w Chinach było... za dużo. W sensie jedzenia, dosyć monotonnego w ich odczuciu, chociaż próbowali go w różnych miejscach – zarówno w dobrych restauracjach (kaczka po pekińsku), jak też na pekińskim nocnym targu (skorpiony).
Co ich tak zniechęciło? Ot, chociażby śniadania, które w Chinach pozostawiają Europejczykom wiele do życzenia. Ile dni pod rząd można jeść jaja stuletnie, pić ohydną kawę lub herbatę jaśminową, zmuszać się do ‘przezroczystej’ zupy z makaronem sojowym, wyglądającej jak wywar ze ścierki lub do pierożków na parze, wpychać w siebie ryż i makaron z jakimś mięsem raz na słodko, raz na kwaśno? A gdzie bagietka lub razowiec, gdzie słodycze ze słodkością w środku? No, nie ma. Następnym razem - a musi on być, bo ośmioma dniami Chin nie obskoczy się, gdyż zbyt wiele jest tam do zobaczenia i zgłębienia - trzeba chyba zabrać ze sobą konserw kilka i parę metrów kabanosów. Aha, i paczkę razowca ze śliwką – długo zachowuje świeżość.
Nie miałaś/miałeś czasu wysłuchać dzisiejszego Blatu? Nic straconego, audycja została nagrana – kliknij TU.