Fanki schły z tęsknoty, odliczały dni do powrotu, a on... chodził, jeździł, fotografował, filmował, notował i zapamiętywał. Zdeptał głównie Tokio i najbliższe okolice, bo po pierwsze w stolicy Japonii odbywał się szczyt gastronomiczny Tokio Taste, w którym brał udział, zgłębiając na wykładach i ćwiczeniach nowe trendy kulinarne i zwyczaje jedzeniowe (let’s do shokuiku!), a po drugie - czasu za dużo tak jakby nie miał i musiał dokonywać wyboru, gdzie się przemieścić, aby liznąć kawałek najprawdziwszej japońszczyzny i móc powiedzieć, że jako tako Japonię zaliczył. A o kim mowa? Oczywiście o naszym AntyRadiowym włóczykiju.
Orzeł wylądował! Nareszcie! Z tego powodu dzisiaj stół miał całkowicie powyłamywane nogi po japońsku. Najpierw Paweł - tak jak obiecał przed wyjazdem - dzielił się swoimi gorącymi wrażeniami z krótkiej (z konieczności) pielgrzymki do Kraju Kwitnącej Wiśni, potem pałeczkę przejął gość postmodernistycznego pasma poszukiwaczy przygód, uzupełniając wrażenia debiutanta, który pojechał tam w ciemno, na żywioł, niemalże jedynie z Lonely Planet w garści. Kto zacz? To Michał Seiler, student japonistyki warszawskiego uniwerka, ‘doprowadzony’ do AntyRadia przez portalową Agrafkę.
W swoich spostrzeżeniach i wrażeniach gość miał tę przewagę nad gospodarzem Blatu, że w Japonii był nie raz, a dwa razy, spędził w niej łącznie ponad dwa miesiące (czytaj: zobaczył, zgłębił i doświadczył więcej pod każdym względem), a rzeczywistość japońską poznawał od podszewki, mieszkając przy japońskiej rodzinie, w prawdziwie japońskim domu. Poza tym, to co dla Pawła mogło być nieosiągalne z powodu bariery językowej, dla Michała nie było większą przeszkodą. Porozumiewanie się z tubylcami jest dla niego małym pikusiem – po japońsku mówi jak po polsku na każdy temat (nawet o wulkanizacji opon), czym nie raz zszokował Japończyków. Kto to słyszał, żeby gaijin (cudzoziemiec) mówił w ich języku...
Jak na tak krótki pobyt w Kraju Kwitnącej Wiśni, Paweł widział chyba dosyć dużo, a i doświadczył sporo. Zaliczył kilkanaście obowiązkowych atrakcji turystycznych (gejszy i samuraja niestety nie napotkał), dokumentując wszystkie kamerą wideo i aparatem fotograficznym. Parę godzin jak nic trzeba poświęcić, aby obejrzeć 600 wykonanych przez niego zdjęć i dziesiątki metrów nakręconej taśmy filmowej. A jak odebrał Japonię? Na ile jego spostrzeżenia zbieżne były z tymi, które wywiózł stamtąd Michał?
Obaj byli zgodni, że ten kraj - egzotyczny i zagadkowy, z odmienną niż polska kulturą, obyczajami, mentalnością oraz zachowaniami jej mieszkańców - może dostarczyć ekstremalnych wrażeń. Istnieje opinia, że Japonia jest zachwycająca, fantastyczna, porażająca, gdyby... nie Japończycy, którzy są troszeczkę inni, troszeczkę inaczej myślący, z innym podejściem do niektórych rzeczy. W oczy rzuca się przede wszystkim ich hermetyczność - dla gaijinów, czyli tych wszystkich, którzy są spoza ich kręgu cywilizacyjnego i kulturowego, trudno są dostępni. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że są na pewno na swój sposób serdeczni (ale ręki na przywitanie nie wyciągną, nie mówiąc już o zrobieniu ‘misia’), bardzo grzeczni (ciągle niemalże w ‘dygach’ i ukłonach) i życzliwi. Hmm... Nie mówią wprost o co chodzi, nie walą konkretami, wszystko w ich słowach jest naokoło. Coś musi być na rzeczy, skoro według japońskiego powiedzenia ‘trzeba czytać powietrze’...
Zadziwiać mogą pewne ich zwyczaje. Może nic szczególnego w tym, że normalnością jest chodzenie po mieszkaniu w samych skarpetkach na nogach, a kapcie - jeśli w ogóle zakłada się je – inne są na salony, a inne do łazienki. W gruncie rzeczy nic dziwnego może także i w tym, że sedesy w japońskich domach, hotelach, instytucjach są... skomputeryzowane, w sensie wyposażone w szereg guziczków i przycisków, które... uwaga... przed - podgrzeją obowiązkowo deską, a po wszystkim - podmyją, oczyszczą, nawilżą i wysuszą to co trzeba. Szokować może natomiast... wciąganie jako jedyny możliwy sposób na oczyszczenie zakatarzonego nosa. Skorzystanie z chusteczki w takiej sytuacji jest dla Japończyków krępujące, obrzydliwe (sic!) i obraźliwe. Wciąga się też obowiązkowo makaron, gdy podawany jest do jedzenia - głośno siorbiąc przy tym ile wlezie, ale podobno ramen, soba czy udon inaczej nie smakuje...
O tym, co wybrzmiało w audycji, można byłoby jeszcze długo, ale trzeba w końcu postawić kropkę i zakończyć tego newsa. Paweł i Michał, za przybliżenie Japonii - arigato gozaimasu! A wszystkim - sayonara. :)
Dzisiejszy Blat zawsze można odsłuchać jeszcze raz. Wystarczy kliknąć TU.