...panie oberlejtnant, że wszystko jest w porządku, tylko kot jest gałgan i zeżarł kanarka”. To i inne pełne swoistej ‘mądrości życiowej’ powiedzenia kojarzą się nieodparcie z pewną sympatyczną postacią literacką, stworzoną wiele lat temu przez czeskiego pisarza Jaroslava Haška. Kim jest ten mądry w swoim mniemaniu, a jednocześnie urzędowo uznany przez nadzwyczajną komisję lekarską za idiotę przygłup, którego pomimo ‘wrodzonego kretynizmu’ i ‘całkowitej tępoty umysłowej’ ubóstwia się? Brawo Jasiu! To nie kto inny, jak dzielny wojak Szwejk, prostoduszny i poczciwy żołnierz monarchii cesarsko-królewskiej, który w swoim pułku robił i za pucybuta, i za ordynansa i za wszelkiego rodzaju posługcza.
Cytat z Przygód dobrego wojaka Szwejka nie bez kozery rozpoczął dzisiejsze wydanie Stołu z Powyłamywanymi Nogami. Kozera była, a i owszem. W drugiej połowie audycji w studiu miał pojawić się gość ze Śląska, a dokładnie z Bielska-Białej. Kto zacz? To RobertTalarczyk, dyrektor naczelny i artystyczny Teatru Polskiego w Bielsku-Białej, a jednocześnie aktor i reżyser teatralny (bo to człowiek niezwykle elastyczny artystycznie), który w swoim rodzimym mieście wystawił swojego czasu spektakl według powieści Haška. Do Warszawy przyjechał nie z pustą ręką, a z konkretną propozycją, można powiedzieć nie do odrzucenia. Kusił i zachęcał on mianowicie do obejrzenia Szwejka na deskach Teatru Syrena, w którym dzisiaj (i tylko dzisiaj) wystąpić mieli gościnnie z tym przedstawieniem aktorzy z bielskiego Teatru Polskiego. Do zdobycia były nawet dwa podwójne zaproszenia na to widowisko!
Atrakcyjna była to propozycja, bo należy przyznać mieszkańcom stolicy trochę daleko do Bielska-Białej i rzadko się zdarza, aby specjalnie ruszali się z miejsca, w którym teatrów bez liku tylko po to, aby obejrzeć spektakl wystawiany w innym mieście. Nawet jeśli jest on niezwykle interesujący, cieszy się ogromnym powodzeniem, obsadzony jest gwiazdami. Szwejk do takich widowisk mógł należeć z różnych powodów.
‘Zrobienie’ widowiska na podstawie powieści, w której pełno jest wydarzeń i wątków (jak rodzynków w dobrym cieście) i nie mniej różnych miejsc, w których przyszło bywać głównemu bohaterowi – poczciwemu wojakowi monarchii cesarsko-królewskiej, musi być nieco karkołomne. Książki całej nie da się przełożyć na deski teatralne, coś trzeba z niej stracić, żeby coś zyskać. W rękach reżysera ta satyra antywojenna, jaką jest spektakl, straciła niektóre wątki, ale zyskała piosenki. Swój wokal przedstawia w drugim akcie Anna Guzik, śpiewając songi brechtowskie, udziela się także w tym względzie Grzegorz Halama odgrywający główną rolę oraz inni. A tak w ogóle, to reżyser postawił na magię w tym przedstawieniu: jest piękna, monumentalna scenografia, jest pięćdziesiąt kostiumów z epoki austro-węgierskiej, jest klimat CK. Udział w nim bierze trzydziestu aktorów, zabawiając widzów przez prawie trzy godziny.
Robert Talarczyk dopuścił się najazdu na Warszawę już wcześniej, z innym przedstawieniem. W Teatrze Capitol grana jest (tragi)komedia Pomalu, a jeszcze raz, którą reżyseruje i sam w niej odtwarza jedną z ról. Takich spektakli, różnych gatunków i o różnej tematyce, zarówno śmiesznych (Allo, allo), jak i poważnych (Żyd), bielski reżyser (obwoźny kuglarz – jak został określony) ma na swoim koncie kilkadziesiąt. Opowiadał o nich mniej lub bardziej dokładnie, jako i o otaczającej go rzeczywistości teatralnej, momentami wzbudzając kontrowersje swoimi szczerymi wyznaniami. Wojna śląsko-warszawska wisiała na włosku...
„Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było...” – powiadał dobry wojak Szwejk. I tak było. Przekonać można się o tym, odsłuchując ponownie ten odcinek Blatu. Nagrany jest TU.