A jeśli one, to jakie najbardziej dają się lubić? Pytanie rzucone zostało na... nomen omen rybkę i… poszłooo. Na odpowiedź - a w zasadzie lawinę odpowiedzi, nie trzeba było długo czekać.
Okazało się, że milusińscy Pawła wręcz przepadają za nimi, bez względu na to czy one słodkowodne czy morskie, duże czy małe, ościste czy prawie ości pozbawione, jedzone w czasie wakacji nad morzem lub jeziorem czy też w zaciszu domowym. Swoich miłośników mają małe płotki, leszcze i okonie oraz duże szczupaki i sandacze, a także wielgachne sumy, z których wykroić można niezłe kotlety. Nawet śmierdzące kiszone śledzie, robiące za przysmak szwedzki, znajdują amatorów. Fakt, nielicznych. Szerokim łukiem omijana jest właściwie jedynie panga, a przez niektórych dodatkowo także ryba maślana. Zjedzenie butterfish wiąże się bowiem nieraz z ryzykiem złego samopoczucia i sensacjami żołądkowymi, ale nie wszystkich może to spotkać.
Wniosek nasuwa się sam i jest oczywistą oczywistością. Skoro ryby takie smaczne – a przy tym zdrowe, to nic tylko je smażyć, opiekać na ruszcie, gotować lub wędzić i przyswajać jak najczęściej.