Pawła znowu trochę rzuciło. Trochę w sensie odległości i czasu. ‘Wykorzystywany’ ostatnio niezwykle intensywnie (na razie ciiicho sza na ten temat!) i w związku z tym przepracowany do granic możliwości, doznał nagłej potrzeby zmiany klimatu i otoczenia. Ale nie oszukujmy się – chciał nie tyle wybyć ze stolicy pięknego kraju nadwiślańskiego i oddać się gdzieś tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, błogiemu lenistwu, co raczej znaleźć się w innej rzeczywistości, aby móc dalej... pracować. Po prostu połączyć przyjemne z pożytecznym. To się chyba pracoholizm nazywa czy jakoś tak w podobie…
W gruncie rzeczy niewiele potrzeba, aby taki zamysł przekuć w czyn, mając przy tym niekoniecznie forsy jak lodu. Wystarczy udać się do najbliższego biura turystycznego i spytać, co mają w ofercie ‘na jutro’. Chodzi o coś takiego, co byłoby dostępne od ręki. A potem wrócić do domu, wrzucić do walizki parę drobiazgów – w tym niewymowne i skarpetki na zmianę, jakieś T-shirty i spodnie tudzież coś odpowiedniego na plażę – i fruuu… na lotnisko. Tylko parę godzin lotu czarterem – nieważne nawet w jakim towarzystwie i z jaką załogą na pokładzie – i można znaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości. Chociażby w Afryce. A tam słońce świeci i cudownie grzeje, ocean szumi, wiatr lekuchno kołysze liśćmi palmy. Żyć, nie umierać.
Z oferty last minute Paweł wybrał Agadir, wakacyjną stolicę Maroka nad Oceanem Atlantyckim. Miejsce to nie do końca było mu obce, ale widocznie na tyle miło zapisało mu się we wspomnieniach, że nawet się nie wahał. Kraje arabskie bardzo często są celem wakacyjnych podróży Polaków. Przyczyna jest prosta – mają do zaoferowania turystom wszystko to, o czym zazwyczaj marzy się jadąc na urlop. Jest gwarantowane słońce, są piaszczyste plaże z leżankami i parasolami, wygodne, klimatyzowane hotele – bardzo często ze standardowym basenem na świeżym powietrzu, są restauracyjki i bary serwujące dania kuchni arabskiej. Jest full serwis na plaży, nawet jeśli nie ma się wykupionego all inclusive – „jeśli chcesz coś do picia lub jedzenia, to tylko powiedz; zaraz przyniosę z pobliskiej restauracji”. Jest w końcu ‘inność’, która pozwala przysposobić nowe wrażenia.
Niektórych odrzuca od wakacji w tropikalnych kurortach arabskich, na które w takiej częstotliwości i mnogości udają się obywatele pięknego kraju nad Wisła, a powodów jest kilka. Przede wszystkim chodzi o zachowanie Arabów – ich natręctwo, nachalne nagabywanie (doprowadzone do absolutnej perfekcji), wymuszanie bakszyszu przez obsługę hotelową, traktowanie każdego zagraniczniaka jak maszynkę produkującą forsę. No cóż, trudno się nawet temu dziwić. Taka kultura i obyczaje, takie normy zachowania. Trzeba do tego podejść ze stoickim spokojem i… uszanować odmienność, obrosłą przez wieki tradycją. Pod pojęciem ‘turysta’ zawsze kryje się bowiem pieniądz, bez względu na szerokość geograficzną.
‘Naszym’ też można byłoby co nieco dołożyć. Ich zachowanie za granicą nie zawsze jest właściwe – nieraz śmieszne, nieraz irracjonalne, nieraz wręcz obciachowe. A wakacje w krajach arabskich należy ze wszech miar polecać. Chociażby ze względu na ceny, klimat i... zazwyczaj uroczych ludzi.
Dalsze szczegóły – w nagraniu audycji. Można je będzie wkrótce znaleźć TU.