Smakosz i miłośnik. Jedną i drugą sztuką żyje na co dzień, z jednej i drugiej czerpie ile się da. Każdą zachwyca się inaczej, ale tak samo nawet nie dałoby się - każda z innej wsi. W obcowaniu z nimi postrzega czystą przyjemność, której nie potrafi sobie odmówić. Ot, prawdziwy hedonista.
Dzisiaj przybył do studia AntyRadia, aby wyłożyć się kapkę przed państwem AntyFaństwem na hotelowych leżakach zalegających i powiedzieć, co takiego pięknego widzi w teatrze i w kulinariach stosowanych. Bo o te sztuki właśnie chodzi. Komu? Kto zacz? Dla wytrawnych znawców obu nie jest to żadna karkołomność trafić w dyszkę i bez pudła powiedzieć z kim są one jednocześnie i natychmiast identyfikowane. Hmm… Teatr i kulinaria stosowane… Te dwa hasła mogą kojarzyć się jedynie z Maciejem Nowakiem – dziennikarzem, publicystą, krytykiem teatralnym i kulinarnym. Bingo! On to właśnie był dzisiejszym gościem Pawła.
Przez wielu postrzegany jest jako ten, który ma bardzo dużo do powiedzenia na temat teatru i wszystkiego, co wokół niego się dzieje. Swojego czasu uznano go nawet w pięknym kraju nadwiślańskim za najbardziej wpływową postać w tej dziedzinie. Nie da sobie także w kaszę nadmuchać w kwestiach kulinarnych. W tych też uchodzi za… nomen omen… największy autorytet, przynajmniej na gastronomicznym rynku Warszawy. Największy dosłownie i w przenośni, jako że do ułomków raczej nie należy. Sam mówi o sobie, że jest grubasem, potrafiącym trzy obiady dziennie przyswoić. Zje wszystko i wszystkiego spróbuje, nic nie jest mu straszne. Nawet... łaaa... psina (sic!), gdyby komukolwiek przyszłoby do głowy mu ją zaserwować. Ma poczucie, że jest zawodowcem i że jeśli nawet nie z przekonania i dla czystej rozkoszy, to zdegustuje potrawę z… poczucia obowiązku.
Tak czy siak, regularnie ostrzy swoje pióro, krytykując bezlitośnie albo wychwalając pod niebiosa – w zależności od rzeczywistości – jedną i drugą sztukę na łamach gazet i czasopism. Melpomeną zajmuje się od dawien dawna, kulinariami krócej. Na temat teatru zawsze pisał, niemalże od zarania swojej działalności dziennikarskiej. Był także czas, kiedy teatrem kierował. Objął go we władanie na parę lat, gdy chciał spróbować ‘myśleć globalnie i działać lokalnie’. Na tę okoliczność opuścił nawet bez najmniejszego żalu Warszawę, w której tkwił od urodzenia. Wybył do Gdańska, by zająć się Teatrem Wybrzeże, w którym wiele widział oczyma swojej wyobraźni do zrobienia. Wyjeżdżał z entuzjazmem, wracał do stolicy - po odwołaniu go z funkcji ojca dyrektora - z żalem i z niesmakiem. Jak sam przyznał, czuł się trochę jak Jagna z Chłopów, którą na furze z łajnem z wioski wywożono.
Kontaktu z teatrem jako przybytkiem kulturalnym nie zatracił nigdy. Od paru lat kieruje warszawskim Instytutem Teatralnym, który sam wymyślił i zorganizował. Jest w nim i biblioteka z czytelnią, i księgarnia teatralna (jedyna taka w Polsce!), jest też mała scena do wystawiania przedstawień. Tu zawsze coś się dzieje, co jest w stanie przyciągnąć i zainteresować miłośników teatru. Instytut organizuje przeróżne festiwale i konkursy, zapraszając na występy aktorów z innych miast, podejmuje inne inicjatywy.
W wielkim skrócie to tyle o tej barwnej postaci. Dzisiejszy odcinek All Inclusive został nagrany i niedługo będzie możliwy do odsłuchania. Należy szukać go tam, gdzie zawsze – TU.