 Żar się z nieba leje, sakramencki upał - grubo ponad 30 stopni. Ruszyć się gdziekolwiek spod ‘wiatraka’ lub z klimatyzowanego pomieszczenia nie chce się. Im się chciało.
Geje wyszły z szafy! Dołączyli do nich inni ze środowiska LGBT, tworzący mniejszość o odmiennej od heteroseksualnej orientacji - lesbijki, transgenderyci, biseksualni, urrrocze drug queens. Wszyscy razem poszli paradować w tanecznym, kolorowym korowodzie ulicami Warszawy. Korowodzie ku czci wolności i radości życia. Maszerowali nie po to, by chwalić się swoją odmiennością, co raczej by ‘powiedzieć’ o sobie prawdę, pokazać, że żyją i w demokratycznym kraju mają prawo wyrażać swoje myśli i poglądy. Bo chociaż lekuchno odmienni, to w gruncie rzeczy przecież, pod wieloma względami, tacy sami jak inni, którym przyszło tworzyć większość w społeczeństwie.
Wczoraj w Warszawie była niezwykła okazja ku temu, by spotkać tysiące niezwykłych ludzi. Przez miasto przetoczyła się fala parad wszelakiego rodzaju. Ta główna to oczywiście Europride, jeden z elementów festiwalu kulturalnego gejów i lesbijek. Imprezy tego rodzaju organizował często Berlin czy Paryż, a w tym roku ‘kochający inaczej’ zjechali się z różnych stron świata i różnych miast polskich do Warszawy. Stolica pięknego kraju nadwiślańskiego po raz pierwszy w Polsce i po raz pierwszy w Europie Wschodniej była gospodarzem takiej imprezy.
Pokojowa z założenia, momentami była bojowa – z przepychankami, wyzwiskami, z jajami latającymi w stronę demonstrujących swoje poglądy. Było wesoło, kolorowo – wręcz jaskrawo, radośnie i świątecznie, jak na festynie lub w najprawdziwszym teatrze, w którym leci akurat wesoła sztuka, oprawiona w kiczowatej scenografii (to głównie za sprawą ubranych w stroje robocze drug queens). Baloniki na druciku i transparenty, wesoła muzyka, a także portrety polskich pisarzy, znanych ze swoich odmiennych orientacji seksualnych.
Było też kapkę gorąco... Paradujący nie szokowali seksualnością, skąd więc ta agresja? Po co jaja i butelki z wodą rzucane w paradujących - jako argumenty ‘przeciw’- przez miłych, często ogolonych na krótko, ludków? Przecież jesteśmy podobno tolerancyjni – to po pierwsze, a po drugie – wcale nie chcemy być postrzegani jako zaścianek (żeby nie powiedzieć... zadupie) Europy... A takim zachowaniem grabimy sobie.
O Europride dokładnie opowiadała - wyciągnięta wygodnie na leżaku w AntyRadiowym, pięciogwiazdkowym hotelu z usługami all inclusive – Iga Kostrzewa, lesbijka. Przyjęła zaproszenie Pawła bez wahania i przypedałowała na Żurawią 8, aby korzystając z okazji poruszyć inne kwestie, dotyczące środowiska, w jakim tkwi. Bo mówić trzeba. Bo gejom i lesbijkom pięknego kraju nadwiślańskiego mniej chociażby wolno w naszym demokratycznym kraju niż heteroseksualnym, bo wytyka się ich palcami i szydzi z nich, bo nie równo traktuje pod wieloma względami kierując się od czapy uprzedzeniami i chorymi stereotypami. Na świecie jest na odwrót – o gejach i lesbijkach, o ich problemach mówi się normalnie, bez opluwania się ze złości i opluwania innych. Tak jakby większa była tolerancja i zrozumienie.
U nas wyrozumiałość też jest. Jesteśmy tolerancyjni, w zasadzie nic do homoseksualistów i lesb nie mamy, pozwalamy im kochać się jak chcą i manifestować swoją radość, tylko... No właśnie... Tylko nie na naszych oczach, tylko bez narzucania się ze swoją orientacją, tylko bez wchodzenia w nasze sprawy... Ot, tolerancja ‘made in Poland’.
Dzisiejszy odcinek będzie możliwy wkrótce do ściągnięcia i odsłuchania. Przechowywany jest TU. |