Ni pies, ni wydra... coś na kształt świdra objawiło się w weekendowym paśmie Pawła. Inaczej nie można określić tego specjalnego programu między letnią, a jesienną ramówką, a już na pewno nie uchodzi nazwać tych dwóch czterogodzinnych bloków 'zapchajdziurą', skoro zapewniły miłe spędzenie czasu w sobotnie i niedzielne przedpołudnie, a nawet kawałek popołudnia. Jeśli już inaczej, to może właściwszym określeniem byłby 'ekstra dodatek' do All Inclusive. I tego się trzymajmy.
No bo tak... Z jednej strony, wakacyjny cykl, czyli spotkania na leżakach w AntyRadiowym hotelu, powołanym do życia właśnie na czas letniej kanikuły, w zasadzie zakończył się wraz z końcem sierpnia, ale z drugiej - nowa jesienna ramówka niegrzecznego dziecka eteru nie dopasowała się zarówno do tego cyklu, jak i planowanych zmian, jako że zaistnieć miała w pełnej krasie dopiero za dwa dni. Trzeba było jakoś zapełnić tę lukę, żeby nie skazywać słuchaczy na playlistę AntyRadia li tylko. I Paweł zapełnił, wdając się w pogaduchy na temat słonecznej Italii z Vito Casetti – pół Polakiem (po matce), pół italiano vero (po ojcu), od lat mieszkającym w pięknym kraju nadwiślańskim przy boku polskiej żony, znanym dziennikarzem i konferansjerem wielu imprez – szczególnie tych z Włochami w roli głównej.
Panowie przelecieli się po regionach kraju, który wydaje się być jedną z najczęstszych i najbardziej ulubionych destynacji Polaków, po istniejących stereotypach, jakimi Włochy są przesycone, po mafii, po włoskim jedzeniu i napitkach – w tym pizzy bezczeszczonej często-gęsto w Polsce keczupem, bruskietkach, oliwie oraz winach. Nie mogło zabraknąć spostrzeżeń, dotyczących atrakcji i zabytków godnych uwagi szanującego się turysty – nie tylko w Toskanii, która jest nimi naszpikowana jak świąteczne ciasto. Było też o włoskim designie, o wadach i zaletach najprawdziwszych mieszkańcach Włoch, a nawet o... kobietach. Te konfrontowane były z polską płcią piękną, w różnych konfiguracjach oczywiście. Podobnie rzecz się miała z włoskimi facetami. I żeby nie było – 'sędzią' i jedynym sprawiedliwym w tych osądach był Vito Casetti.
Co wynikło z tego blablania? Ano to, że Włochy trzeba zaliczyć – jeśli ktoś tego nie zrobił do tej pory. Najlepszą porą do udania się do słonecznej Italii są wszystkie miesiące roku poza... lipcem i sierpniem, kiedy we Włoszech jest bardzo gorąco, a tłumy turystów w każdym zakątku kraju są niewyobrażalne. No chyba, że ktoś wybiera się nie na zwiedzanie, a chce po prostu poleniuchować na plaży. Wtedy powinno mu być wszystko jedno.
Przejściówka została oczywiście nagrana i wkrótce będzie można ją sobie odsłuchać, odwiedzając TĘ stronę.