Wpaść i zjeść mniejsze lub większe co nieco albo na odwrót – omijać szerokim łukiem takie przybytki gastronomiczne i uprzedzać innych, że można nadziać się w nich na minę. Gdzie nie bywać i nie jeść? Oto jest pytanie, a w zasadzie była to kwestia, która zaprzątnęła dzisiaj głowy słuchaczy Pawła.
Omijać i nawet nie zaglądać do środka, bo niesmaczne lub ‘wycudaczone’ jedzenie, opryskliwa i niesympatyczna obsługa, ceny wręcz z kosmosu i w ogóle nie tak pod każdym względem, jak należałoby się spodziewać i oczekiwać od tego miejsca. Zawsze można nadziać się niechcący na taką niespodziankę – w sensie przybytek gastronomiczny, bez względu na to czy jest to duża restauracja, mała knajpka czy też barek, w którym na szybko można oszukać głód, gdy kiszki marsza grają i należałoby coś wrzucić na ruszta.
Przypadkowe znalezisko w postaci miejsca, w którym można przycupnąć i coś zjeść – w jakimś mieście czy przy drodze – może być niesympatycznym doświadczeniem, ale wcale nie musi. Dowiodła tego dzisiejsza dyskusja krytyków i… krytykantów kulinarnych, którzy szybko odwrócili kota ogonem i na przemian wskazywali zarówno miejsca niegodne uwagi, jak i te sprawdzone… w głodzie.