Już są! Wakacje albo czas zasłużonych urlopów – w drugim przypadku wariant dla tych, którzy okres uczniowsko-studencki mają dawno za sobą. Tak czy siak, to pora kojarząca się każdemu z błogostanem, wynikającym chociażby z tego, że nie trzeba nic robić, że nikt nic nie każe, że można oddać się dolce farniente i spędzać czas jak się chce. I właśnie nadeszła ta pora, kiedy kto żyw konfrontuje się z takim intensywnym wypoczynkiem. Wakacje, panie Janie kochany!
Latający Talerz też wziął sobie urlop, ustępując miejsca All Inclusive – programowi, który od dwóch lat wybrzmiewa w letnim czasie w sobotnie i niedzielne przedpołudnie. Dzisiaj była lekka rozgrzewka i blablanie o planach wakacyjnych – tych rzeczywistych, i tych wyśnionych i wymarzonych. Do wypełnienia niektórych potrzeba czasami nieograniczonego czasu i ‘odrobiny’ środków finansowych, ale… idzie dać radę – jak się okazało.
Generalnie, ‘słodkie mordeńki’ Lorocha lubią włóczyć się po kraju i świecie, wykorzystując w tym celu każdy możliwy środek transportu. Może nim być byle jaki samolot, który poleci do najodleglejszego regionu kuli ziemskiej, samochód, motocykl (w tym przypadku w charakterze plecaka obowiązkowo dziewczyna), rower, jakaś łajba z żaglami lub w ostateczności nogi własne (bo inaczej po górach nie da się wędrować).
Jedni nie wyobrażają sobie wakacji czy urlopu bez morza, lub też jezior czy gór, inni bez koncertów i festiwali rockowych (trochę ich będzie w tym roku) bądź też egzotyki w najczystszej postaci. Najważniejszy jednak w tym czasie jest dobry nastrój. Z nim można nawet pokochać deszczową pogodę, skoro nie może być inaczej, bo ktoś ukradł słońce i chwilowo go brak.