Po wczorajszej wizycie Piotra Metza maszynistom, tudzież admirałowi i kontradmirałowi, odpowiednio Przemysławowi „Jah Jah” Frankowskiemu i Witoldowi „Vito” Odrobinie, ostał się w studiu przenośny gramofon i właśnie on „zapłodnił” ich do dzisiejszego wydania Antyradio Machiny. Porozmawiajmy o czarnych płytach. Miało ich już nie być, wraz z nastaniem ery płyt CD miały odejść do lamusa, ale jednak przetrwały i teraz wracają. Winyle. Trzy najważniejsze czarne płyty z młodości Przemysława Frankowskiego to The Beatles „Sergeant Peppers lonely heart”, Frank Zappa „Sheik Yerbouti” iBob Marley „Kaya”;zestaw Vita zawiera Republikę w czarno-białe paski, Africa Simone’a, Tercet Egzotyczny i... Koziołka Matołka. Jah Jah wyraził uznanie dla swojego serdecznego przyjaciela ze Szczecina, który ma pier...ca na punkcie czarnych płyt, na ich widok dostaje amoku i jeśli towarzyszysz mu w wyprawie do komisu, nie będąc fanem (a nawet fanatykiem) tego wynalazku, masz przechlapane. ;) Vito nie jest gorszy, ma w Krakowie znajomego z takim komisem. Pytanie do słuchaczy: czy macie stare płyty? Czy zdarza się wam je odgrzebywać? Czy lubicie szum starej płyty? Worek z mailami się rozsypał i... powtarza się syndrom igły. Kilkoro słuchaczy chętnie by wróciło do winyli, ale igła się psuje, a znalezienie odpowiedniej, nowej jest problemem, bo niektórych nakładek się już nie produkuje itd. Z kolei kupno nowego gramofonu, to już nie to samo i nie rozwiązuje problemu. Jah Jah wspominał jak w domu rodzinnym (?) zasłuchiwał się w Stanisławie Grzesiuku. To było przeżycie! A kiedy później kupił sobie tego samego Grzesiuka, tyle że na CD, straciło swój urok, brzmiało inaczej – ubożej. Panowie zastanawiali się, kogo warto by mieć w wersji winylowej. Na pewno wspomnianego Grzesiuka, czy muzykę poważną, bo na takim nośniku dusza się zapisuje, płyta gramofonowa ma szersze pasmo niż CD, czy (Boże uchowaj!) MP3. Tu panowie wyrazili dezaprobatę do słuchaczy techno i pochodnych, jakich można spotkać z odtwarzaczami mp3 w metrze, którzy słuchają tak ubogich dźwięków tak głośno, że oprócz nich, słyszy pół wagonu... Miejmy nadzieję, że dzięki takim programom jak AR Machina, może choć jedna czarna płyta przetrwa, uda się ją ocalić od zapomnienia (patos! patos!) czy nawet wyrzucenia. Panowie rzucają hasło: „To se vrati!”. O 20:48 na antenie pojawił się gość. Tomek Konca (alias Radikal Irie) z zespołu CINQ G (czyt. sęk że) – francuska nazwa polskiego zespołu reggae. Zespół ten uważa się za najczarniejszego z czarnych i dlatego nagrał płytę związaną z Mieczysławem Foggiem („Fogga ragga” z 2006 roku - album ten zawiera utwory Mieczysława Fogga nagrane w stylu reggae). Początkowo, miał być tylko jeden utwór (cover), ale z czasem, zmuszony do nagrania zespół zmusił zmuszającego :) do nagrania całej płyty z Foggiem. Te piosenki (oryginalne) w przekazie są mało reggeaowe, a wynika to z tego, że dopiero nieco później ktoś reggae zdefiniował. Z czego się bierze siła w przekazie Mieczysława F.? Zespół darzy Mieczysława ogromnym szacunkiem, estymą, to absolutnie nie jest skecz, zgrywa, czy ściema, po prostu Tomek kiedy zaczął wdrażać się w życiorys Mieczysława F., uznał, że ktoś taki nie może robić lipy. Brał udział w powstaniu warszawskim – jego zadaniem było podtrzymywanie na duchu powstańców i mieszkańców Warszawy – śpiewał w szpitalach, na barykadach i w schronach. Otrzymał wysokie odznaczenie - Krzyż Zasługi z Mieczami za udział w Powstaniu. Po wojnie, w latach 1945-1946 prowadził przy ul. Marszałkowskiej 119 własną kawiarnię artystyczną Cafe Fogg; w latach 1946-1951 roku kierował wytwórnią płyt gramofonowych Fogg Record - można go uznać za protoplastę clubbingu. Jego życiorys to gotowy scenariusz znakomitego filmu fabularnego. I to ze ścieżką dźwiękową! Tylko kogo obsadzić w głównej roli? Słuchacze mogą się wykazywać. 100 tysięcy sprzedanych egzemplarzy singla „Ta ostatnia niedziela” i to w czasach wojennych! Dziś nawet nie wiadomo jaki to byłby status. Utwór niepokojący moralnie. W oryginale z pewnością, w nowej aranżacji, hmm... kontrowersyjny. Co najmniej. Z maili przebija – wczuwając się w nomenklaturę reggae – pozytywna wibracja w kierunku Fogga – szacunek, poważanie itd., nieco gorzej w kierunku nowych aranżacji – zwłaszcza słuchaczkom się to nie do końca podoba. W tym sezonie letnim było zatrzęsienie imprez reggaeowych. Ktoś policzył, że w Polsce lat 80. było 3000 zespołów reaggowych! Tomek z kolei, przytaczał przykład zespołu Tabula Rasa, który tworzą dzieci muzyków z pierwszego pokolenia reggae. Zaczął się renesans takiej muzyki. Vito spotkał się nawet ze stwierdzeniem, że nigdzie na świecie, nawet na Jamajce, reggae nie ma się tak dobrze, jak nad Wisłą,. Zespół CINQ Gjest w przededniu (premiera 17 września) wydania trzeciej płyty pt.„Juma”. W Antyradiu miała miejsce światowa prapremiera utworu z tej płyty, o (jakże) prasłowiańskim tytule „Je, je, je”
Program niektórych wpędził w kompleksy – Krzysiek jest ukarany przez los, bo nigdy nie miał w domu adaptera i płyt winylowych. Rodzice jako pierwszy domowy sprzęt grający, posiadali stereofoniczny magnetofon szpulowy Dama Pik, a do tego radio Unitra. Później magnetofon na kasetę, aż w końcu nastąpiła era płyt CD i dźwięku cyfrowego. Ale Krzyś podjął zobowiązanie – jak (jeśli) tylko się wzbogaci, zacznie zbierać kolekcję winyli. A zacznie od... kupienia gramofonu.
Wszystko, co dobre, szybko się kończy, a na czarnych płytach czas jeszcze szybciej leci. Do jutra!
PS W przyszłym tygodniu w AR Machinie spotkamy się z wnukiem Mieczysława Fogga, który niebawem reaktywuje Fogg records i klub. Dobrze, że są takie inicjatywy, które Fogga przywrócą. I będzie żywe miejsce pamięci po Mieczysławie Foggu. Już się tworzy.
PS 2 Jah Jah przypomina – cały czas czekamy na opinie, co powinno się znaleźć na nowej stronie Antyradia i Antyradia Machiny. Obsceniczne propozycje typu – prowadzący AR Machinę jako nudyści na wakacjach – zostaną odrzucone.