Na dzień dobry Jah Jah porozsyłał całusy, Vito się brzydził, a wszystko okrasiła wiadomość, że Małgorzata Kożuchowska odchodzi z "M jak Miłość" do innego serialu... "Tylko Miłość" w konkurencyjnej, komercyjnej telewizji. Film pewnie będzie zupełnie o czym innym, o życiu, miłości i w ogóle... I tym optymistycznym "akcętem" rozpoczynamy ostatnią wiosenną AR-Machinę.
Niezbyt optymistyczne są za to wieści z MEN-u, gdzie banalny błąd urzędników spowodował spore zamieszanie w dokumentach przetargowych. "Spore" w tym wypadku oznacza 350 mln zł, które mogą przepaść, bo jedno słowo - "tak" - pojawiło się w jednej rubryce za dużo. Przy okazji Jah Jah i Vito wytknęli ministrowi Giertychowi błędy językowe, które nagminnie popełnia.
Trasę Siekierkowską ma dziś o 14:00 otworzyć Hanna Gronkiewicz-Waltz - to dobra wiadomość, ale czemu ta tradycja przecinania wstęgi zachowała się do dziś? - zastanawiali się nasi redaktorzy. Choć w sumie to nic w porównaniu z pamiętnym "baletem koparek", który kiedyś miał miejsce z okazji otwarcia kilkukilometrowego odcinka autostrady. Inne wydarzenie wspominał też Vito. Dawny prezydent Krakowa, prof. Andrzej Gołaś, zorganizował pokazy sztucznych ogni na inne architektoniczne otwarcie. Wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że ten pokaz miał miejsce w biały dzień. "A ludzie płakali..."
Na Florydzie to się dopiero rzeczy dzieją. Kroniki policyjne donoszą, że inwalida na wózku zaatakował własną protezą nogi i okradł przechodnia. Sprawca pozostaje nieuchwytny (sic!). To musiał mieć chyba wózek jadący z prędkością taką, jaką zdarzyło się podróżować innemu inwalidzie. Przejeżdżał on bowiem przez przejście dla pieszych, przed tym przejściem zatrzymała się wielka, amerykańska ciężarówa, kierowca poczekał, aż wszyscy przejdą, ale pana na wózku nie przyuważył, wystartował i zaczął pchać nieszczęśnika przed sobą. Dobrych parę kilometrów tak przejechali osiągając prędkość 80 km/h. Podobno kierowca ciężarówki był bardziej zdziwiony niż jego pasażer na doczepkę.
I w ten sposób weszliśmy w policyjno-mundurowy temat w porannej Antyradio-Machinie (pAR-M). A na początek przypomnienie, co o państwie policyjnym mówił Włodzimierz Ilicz.
No i pora zająć się polską policją... U szefa komendy w Siemiatyczach znaleziono w garażu kradzionego VW. Właściciel tłumaczył się, że kupił go w komisie i "w miarę swoich możliwości sprawdzał, czy z autem wszystko w porządku". No nie za dobrze świadczy to o naszych stróżach prawa. Tak jak i to, że poziom egzaminów trzeba było obniżyć, ze względu na słabą zdawalność. Są wolne etaty, są na nie chętni, ale już z wykazaniem się odpowiednią wiedzą i sprawnością jest gorzej. Coraz to nowe umiejętności skreśla Komenda Główna z listy wymagań. To, że policjant nie musi umieć pływać już wiemy, teraz okazuje się, że języki obce też są niepotrzebne... Może to i słuszna decyzja, bo pewnie wszyscy, którzy angielski znali, wyjechali do pracy do Irlandii Płn., gdzie na pracowników czeka... 2000 € miesięcznie na starcie, porządny sprzęt i prestiż. A dlaczego czeka na Polaków? Ponieważ miejscowe władze postanowiły, że za mało jest u nich policjantów katolików (większość to protestanci), a wiadomo, że w Polsce łatwo takich znaleźć. Okazało się jednak, że z obcymi językami u naszych rodaków słabo. Na kilkaset osób kandydujących, testy językowe przeszły dwie (nie-słownie: 2). Nic dodać, nic ująć.
Nie popisują się też inni mundurowi. 3 Zamojska Brygada Obrony Terytorialnej pojawiła się na Porytowym Wzgórzu na obchodach rocznicy partyzanckiej bitwy nad Branwią. Żołnierze odpalili salwy honorowe, a im odpalono talony na grochówkę na pikniku, który był jednym z punktów tej patriotycznej imprezy. No i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że owi żołnierze nawalili się jak, nie przymierzając Messerschmitty. Krążyły plotki, że podkablował kolegów dowódca 3. BOT, bo reszta dostała jeszcze talony na piwo, ale dzięki słuchaczowi - Tomkowi - wyszło na jaw, że żadnych talonów na piwo nie było, a dowódca latał tak samo, jak jego podwładni. Przy okazji dowiedzieliśmy się jeszcze jakie mundury podobają się naszym prowadzącym. Otóż Vito lubi stroje włoskich karabinierów, szczególnie motocyklistów, natomiast Jah Jah podobają się niemieckie mundury z czasów II wojny światowej... prawda, te są ładne.
Następni mundurowi "wzięci na warsztat" opracowali technikę bycia niewidzialnym. Chodzi tu o strażników miejskich z Kostrzyna nad Odrą, którzy byli zatrudnieni, a tak naprawdę robili wszystko, żeby nie pracować, więc poprzednia władza się ich pozbyła. Ale, na jesieni wybrane zostały nowe władze, no i co postanowiły na ostatniej sesji rady miejskiej? Że trzeba powołać straż miejską. Ciekawe ile wytrzymają ci nowi strażnicy, czy uda im się przebimbać tylko do następnej władzy, czy jeszcze dłużej... ? A tak a propos, gdyby Jah Jah miał żonę o imieniu Mirella, to by ją bił...
Na koniec zajęliśmy się najpopularniejszymi ostatnio (powiedzmy, że) mundurowymi, czyli lekarzami. Otóż nasi medycy z Podkarpacia postanowili, że sami muszą się trochę podleczyć i w ramach protestu lekarze będą przyjmowali na wizyty tylko innych lekarzy... No i super, a w najbliższych dniach na wizytę można wpaść do pani Anny Mierzejewskiej, malarki, która zaprasza do obejrzenia... własnego mieszkania. Mieści się ono w Warszawie przy ul. Poznańskiej 3, a telefon do pani Ani, to 502-333-809. Zapraszamy!