Mimo, że gość nie dojechał dziś do studia, Machina pracuje na pełnych obrotach. Tym razem Maszyniści zajęli się teledyskami. Zapłodnieni zostali (jak to zwykle bywa) przez magazyn "Machina", w którym znalazł sie artykuł o wymownym tytule "Osiem teledysków po których odechce Wam się seksu". Wśród nich znalazły się teledyski Army of Lovers, Village People czy Olivii Newton-John. A jakie muzyczne obrazy zapadły w pamięć Wam, drodzy słuchacze? Tego wieczora AntyRadio Machina podjęła się ważnego zadania: stworzenia listy 10. teledysków, które wstrząsnęły światową telewizją.
Zaczęli Admirałowie. Na Przemku Frankowskim wrażenie zrobił teledysk, który przeszedł metamorfozę. A ściślej mówiąc - ocenzurowano go. Chodzi o videoclip Lennego Kravitza do utworu "Fly away", w którym przedstawiona jest zakrapiana impreza i tańczące panienki, którym "a to coś tam wyskoczyło, coś się pokazało, któraś podniosła bluzkę do góry". Okazało się, że nie wypada tego pokazywać w telewizji, więc wycięto wszystkie takie fragmenty. Z nowszych produkcji - Marylin Manson. Do Witolda Manson nie przemawia, podoba mu się natomiast The Killers "When we where young", który przypomina filmy Tarantina czy Rodrigueza.
Wór z mailami się rozsypał a słuchacze pisali o teledyskach, które utkwiły im w pamięci. Zaczęło się od teledysku obciachowego, nakręconego do piosenki rapera o pseudonimie Doniu. Jego akcja dzieje się na parkingu podziemnym, gdzie stoją wypasione fury, a ich właściciele śpiewają o tym, że są one najszybsze w mieście i mają najbardziej wypasioną tapicerkę. ;) Niestety - więcej teledysków ostatnimi czasy to właśnie takie obciachowce, nudne jak flaki z olejem. Napisał także Robert, który na liście ważnych teledysków proponuje umieścić Zbigniewa Wodeckiego z videoclipem do utworu "Chałupy Welcome To". No tak, wiadomo dlaczego, wiadomo... :) Irek przypomniał teledysk zespołu Turbo, który dzieje się w samochodzie - Syrence. Przywołano także "Thriller" Michaela Jacksona, oczywiście w wersji dziesięciominutowej i "November Rain", gdzie "teledyskowa" narzeczona Slasha umiera (jak stwierdził Vito - "może się przeziębiła od tego deszczu").
Osobną kategorią są teledyski metalowe. Większość z nich doprowadza do tego, że ze śmiechu Redaktorzy nie są w stanie obejrzeć ich do końca. Stały, powtarzający się motyw w takich videoclipach to goście wymalowani dość kretyńsko - czarne usta, podkrążone oczy, poodwracane krzyże. Spacerują po ciemnym lesie, a nad ich głowami krąży kruk lub jakiś inny sęp miłości. Żeby było jeszcze śmieszniej, podczas oglądania takiego teledysku można wyłączyć dźwięk w telewizorze, a włączyć jakąś inną, pogodną piosenkę. Po chwili pojawiły się oczywiście maile stające w obronie tego typu produkcji - spójrzmy chociażby na teledyski Metalliki.
A co z rodzimą produkcją? Pamiętamy oczywiście teledyski cekinowego Papa Dance; "Ten nasz świat" Oddziału Zamkniętego kręcony gdzieś na Ursynowie; Kombii i rzecz jasna "Lubelski Full". Goniliśmy dzielnie produkcje zachodnie, ale... nie udało się to niestety. Przypomnieć należy także o Weirdzie Alu Yankoviciu, który robił pastisze teledysków. Począwszy od "Smells Like Teen Spirit" Nirvany, na Michaelu Jacksonie kończąc. Może nie są one zbyt inteligentne, ale śmieszne z pewnością.
Przełomowym teledyskiem jest zdecydowanie "Take on me" zespołu Aha, ponieważ utrzymany jest w konwencji komiksowej. A skoro już mowa o teledyskach animowanych, Jah Jah lubi videoclipy Pidżamy Porno. Bo nie dość, że teksty Grabaża są inteligentne, to i jest na co popatrzeć. Nie można zapomnieć także o Dire Stairs i "Money For Nothing", gdzie rysunkowy bohater wraz z rysunkowym psem zostaje wciągnięty do telewizora, a tam pojawiają się już prawdziwi (nie rysunkowi) członkowie zespołu Dire Stairs.
Czytelnicy wciąż nadsyłali maile, a czas antenowy drastycznie się kończył. Nie starczyło go, by zagrać wszystkie utwory, do których nakręcone były fantastyczne teledyski, a maili nadeszło tyle, że spokojnie można utworzyć listę stu najważniejszych teledysków. Na koniec Maszyniści przypomnieli o "Video Killed The Radiostar" zespołu The Buggles. Teledysk ten był pierwszym, jaki w swej w historii zagrała stacja MTV. Admirałowie są jednak tak wielkimi gwiazdorami, że nie straszne im takie pogróżki! :)