Dzisiaj w postmodernistycznym paśmie poszukiwaczy przygód pojawiła się... agentka... hmm... do zadań szczególnych, jeśli można tak to ująć, nie nadużywając zbytnio słów.
Zabrzmiało odrobinę sensacyjnie, od razu należałoby więc wyjaśnić, iż nie ma w tym stwierdzeniu niczego niezwykłego i podejrzanego. Dzisiejszy gość Stołu z Powyłamywanymi Nogami - Jowita Budnik nie jest agentką na usługach wywiadu ani tajną pracownicą służb specjalnych, nie jest także wziętą agentką od ubezpieczeń czy nieruchomości, ani też aktorką grającą którąś z wymienionych ról w telewizyjnym tasiemcu, chociaż... w tym ostatnim przypadku coś jednak jest na rzeczy i skojarzenie z filmem jest jak najbardziej słuszne i zasadne. Co by nie mówić, środowisko show biznesu nie jest jej obce, zna je doskonale, styka się z nim na co dzień. Na przysłowiową ‘bułkę z masłem’ Jowita Budnik zarabia bowiem w agencji aktorskiej, gdzie ma pod opieką gromadkę aktorów, raczej jeszcze nie gwiazd (chociaż to nie jest regułą), którym pomaga w ich artystycznej rzeczywistości - reprezentuje ich interesy, buduje ich wizerunek, organizuje castingi.
Sama też mogłaby być objęta taką opieką i troską, jako że... jest aktorką (czy to się komu podoba, czy nie) i to nie byle jaką - co udowadnia swoimi rolami. Trudno może w to uwierzyć, ale Jowita Budnik ma ich w swoim dorobku artystycznym ponad dwadzieścia pięć! Są to raczej role małe i drugoplanowe, wręcz epizodyczne, a nie te duże i główne. Należy przyznać, nie jest to mało, jeśli weźmie się pod uwagę raczej bardzo młody wiek dzisiejszego gościa gospodarza Blatu. Swoje postacie filmowe zagrała w ciągu dwudziestu lat (z przerwami), ale tu znowu obowiązkowo należy dodać, że w świetle jupiterów zaczęła pracować dosyć wcześnie, gdy była jeszcze podlotkiem. Nie obce są jej wyrazy uznania ze strony krytyków filmowych i publiczności, może pochwalić się nagrodami i tytułami, które zdobyła – fakt, głównie za jedną rolę, ale jakże znakomitą. Jest to postać Beaty w filmie Plac Zbawiciela Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze, uznanym za jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat i obsypanym w związku z tym nagrodami na festiwalach filmowych – polskim i paru zagranicznych. Z tą produkcją małżonków Krauze aktorka i agentka w jednym jest zresztą najczęściej kojarzona, bo wcześniejsze role tak jakby zatarły się w miarę upływu lat.
Jowita Budnik jest aktorką, chociaż sama nigdy tego faktu nie podkreśla i nie upomina się o traktowanie jej jako osoby uprawiającej zawód aktorki. Nie pcha się na siłę na ekran, nie chce za wszelką cenę być artystką, nie zabiega o role. Ot, nieraz grywa – jak sama mówi. Nigdy poważnie nie myślała o tym, aby profesja ta mogła być dla niej pomysłem na życie i chyba dlatego poszła na nauki społeczne, a nie do akademii teatralno-filmowej. Jest klasycznym przykładem aktorki reprezentującej nurt amatorski, uzdolnionej i wiedzącej przy tym jak 'to' się robi, chociaż doświadczenie zdobywała jedynie ‘w praniu’, grając po prostu u boku znakomitych aktorów i pod okiem wspaniałych reżyserów. Takich jak ona, aktorzy dyplomowani określają mianem ‘naturszczyków’ i często za nimi nie przepadają. Widocznie mają ku temu powody, ale nie ta kwestia była przedmiotem pogaduch przy stole bez nóg.
Dzisiejsza gościówa Blatu jest osobą bardzo aktywną, taką multi purpose, co to żadnego zajęcia się nie boi. Warsztat aktorski to jedna jej twarz, praca zawodowa i realizowanie się w tym, co lubi – druga i bardzo przy tym dla niej istotna, jednak najważniejszą dla niej rolą, jaką przyszło jej grać w życiu, jest ta codzienna – rola matki i żony. Jedno jest pewne – zupełnie nie pociąga jej bycie celebrytką, bywającą na imprezach, często fotografowaną, rozpoznawaną w sklepie i na ulicy. Ta rola jest zupełnie poza jej zainteresowaniem.