Dzisiaj Gastrofaza podróżnicza. Razem z Pawłem i jego gościem udaliśmy się do kraju nieodległego, w którym Polacy czują się bardzo dobrze - jak u siebie w domu. Kierunek - południe, cel - Słowacja, przewodnik - Ján Bošnovič, dyrektor Narodowego Centrum Turystyki Słowackiej w Polsce.
Do tego ‘małego, wielkiego kraju’, w którym piwo jest tańsze niż woda (mineralna), nietrudno dotrzeć, chociaż wybór środków transportu jest trochę ograniczony – połączeń lotniczych z Polski brak, pozostają koła (samochodu) lub pociąg. Ale w końcu to żaden problem, a wręcz przeciwnie – zaleta. Podróżując w ten sposób, więcej można zobaczyć i więcej posmakować. A jest co. Nasz południowy sąsiad kusi przede wszystkim pięknymi górami, zimą - amatorów białego szaleństwa, latem – miłośników pieszych wędrówek malowniczymi szlakami, pełnymi wąwozów skalnych i wodospadów. Góry zajmują ¾ powierzchni tego niewielkiego kraju, a Tatry są największym skarbem i dobrem narodowym Słowacji, oczkiem w głowie każdego Słowaka. Należy przyznać, że nasi sąsiedzi potrafią wykorzystać swoje naturalne warunki geograficzne. Najlepszym przykładem są bogate złoża wód geotermalnych. Co roku powstają nowe kąpieliska - w tej chwili jest ich ponad czterdzieści. Czynne są przez cały rok, przyciągają do siebie strudzonych szusowaniem narciarzy, amatorów górskich wędrówek i wszystkich innych, pragnących zregenerować się. Są naprawdę prawdziwym hitem na Słowacji.
A co poza wspaniałymi stokami narciarskimi, jaskiniami, zameczkami, większymi i mniejszymi urokliwymi miastami i miasteczkami godne jest uwagi na Słowacji? Hmm... nie mniejszym hitem jest kuchnia słowacka i wszystko, co z nią związane. Zbliżona jest do polskiej, chociaż ma także mnóstwo zapożyczeń z kuchni innych narodów – Czechów, Węgrów, Ukraińców. Potrawą narodową są bryndzové halušky, czyli drobne kluseczki z ciasta ziemniaczano-mącznego, podawane z bryndzą i okraszone smalcem ze skwarkami oraz śmietaną. Popija się je żętycą – serwatką z mleka owczego, otrzymywaną przy wytwarzaniu oscypków i bundzu (ten napój znany jest także w naszej kuchni podhalańskiej). Bardzo popularnym daniem jest smażony, panierowany żółty ser (vyprážený syr), występujący na talerzu w towarzystwie frytek i dużej ilości sosu tatarskiego, swoją renomę mają zupy (polievki) – czosnkowa, gulaszowa, soczewicowa, fasolowa, kapuśniak oraz dania mączne – kluski, knedliki, pierogi i bliny. Na deser bardzo smakują, zarówno tubylcom, jak i turystom, palačinky (naleśniki), podawane z konfiturą lub śmietaną i różnymi dodatkami. Aha, będąc na Słowacji, obowiązkowo należy spróbować słowackiej coli, czyli kofoli, która niedługo będzie dostępna także i w Polsce.
Nie można nie wspomnieć o artykule spożywczym, który znalazł wielkie uznanie w oczach polskich turystów – ze względu na walory smakowe i... cenę. Jest nim piwo. Najbardziej znane jego marki to Zlatý bażant i Smädny mních. Godne spróbowania są chyba także specyficzne alkohole, bardzo często przywożone ze Słowacji w charakterze ‘pamiątek z podróży’ - jałowcówka (na Słowacji znana jako borovička) oraz likier demänovka.
Bliski to Polakom kraj. Łączą obyczaje i... język. Polak ze Słowakiem porozumiewa się bez problemu, chociaż nieraz zdarzają się niezrozumienia i trzeba bardzo uważać, co się mówi. Jest mnóstwo słów jednakowo brzmiących, aczkolwiek oznaczających zupełnie co innego. Świeża bułka (chleb, masło czy cokolwiek innego) - to čerstvá bułka, lyže to narty, nie łyżwy, prasa to świnia, a nie... Matko Przenajświętsza... dziennikarze na konferencji prasowej. Ci mogą co najwyżej (chociaż nie powinni) zachowywać się po świńsku, a nie po ludzku. Na koniec tego krótkiego wątku lingwistycznego jedna dobra rada: zdecydowanie należy unikać na Słowacji rodzimie brzmiącego słowa ‘szukać’. Nikogo i niczego się nie znajdzie, chyba że... guza na głowie, gdy w niewłaściwym kontekście wyartykułuje się to słowo. Jest obraźliwe i wulgarne, to taki odpowiednik angielskiego fuck.
Powiedzenie ‘Polak, Węgier dwa bratanki...’ śmiało można zastąpić nowym – ‘Polak, Słowak dwa bratanki...’. Oba narody więcej łączy niż dzieli. Poza obyczajami i elementami kuchni, wspólne mamy Tatry, wspólną mamy Polę Negri (Apolonię Chalupec), a także - tak jak Słowacy (i parę innych państw europejskich) - mamy u siebie ‘środek Europy’. Wychodzi na to, że kłócimy się jedynie o... Janosika, najsłynniejszego ze wszystkich znanych rozbójników, słowackiego bohatera narodowego. Bo Juraj Jánošik - wszystko na to wskazuje - jest Słowakiem. Polacy niejako przywłaszczyli go sobie za sprawą legend góralskich. Taka prawda...
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK.