Dzisiaj gość muzyczny w Gastrofazie - grający, śpiewający i komponujący, identyfikowany przez niektórych jako ‘brunet z szerokim uśmiechem’.
Był nim Maciej Molęda (rocznik 1976), wokalista dyplomowany (nikt mu nie może powiedzieć, że śpiewać nie potrafi), z wykształcenia animator społeczno-kulturalny (inaczej: kaowiec), oddający się ostatnio także działalności samorządowej. Jako radny stara się bowiem robić dobrze społeczności warszawskiego Ursynowa, działając w komisji kultury tamtejszego Urzędu Dzielnicy.
Na arenie publicznej (czytaj: scenie) zaistniał swego czasu jako młody człowiek lubiący śpiewać, nie tylko przy goleniu. Jego przygoda muzyczna zaczęła się dosyć wcześnie (miał wtedy 17 lat) w Szansie na sukces. W programie Wojciecha Manna zaśpiewał na tyle dobrze, że udało mu się zdobyć wyróżnienie, co pozwoliło mu następnie dostąpić zaszczytu pokazania się szerokiej publiczności na scenie legendarnej Sali Kongresowej w Warszawie. Potem już poszło z górki. Zaczął być dostrzegany i zapraszany do współpracy.
Śpiewanie i obcowanie z muzyką zawsze sprawiało mu przyjemność i zawsze pociągało. Nic więc dziwnego w tym, że swego czasu założył zespół, z którym bardzo mocno utożsamiał się, chociaż - prawdę mówiąc - to nie on był pomysłodawcą tego tworu. On tylko zebrał młodych muzyków i wszystko zorganizował. Była to kapela rockowo-popowa o nazwie L.O.27, taki kids’ band. Chociaż dzieci, nie dorośli ją tworzyli, to kapela namieszała w polskim światku muzycznym – można powiedzieć, że w takim samym stopniu, jak amerykańska kapela (też kids’ band) Hanson, u siebie w kraju. Wydaje się, że oba te zespoły powstały według jednego pomysłu, a mianowicie grały i śpiewały w nich - uzyskując przy tym popularność - nastolatki. Nie obyło się i bez sukcesów, nieraz bardzo spektakularnych. Tak było z piosenką, jaką Maciej Molęda napisał dla L.O.27 - Mogę wszystko. Stała się mega hitem i odniosła ogromny sukces komercyjny.
Dzisiejszy gość Gastrofazy śpiewa ze swoim (także uzdolnionym muzycznie) bratem – Kubą. W 2007 roku mieli szansę zaistnieć na konkursie Eurowizji, ale wyśpiewana przez nich piosenka – nomen omen... No Second Chance przegrała ostatecznie krajową rywalizację i bracia na konkurs nie pojechali.
Maciej Molęda może odnotować także na swoim koncie przygodę z filmem. Przyszło mu współpracować z nie byle kim, bo z samym Romanem Polańskim, a było to na planie filmowym Pianisty. Niby zasadniczo był odpowiedzialny jedynie za koordynację śpiewu aktorów i statystów, to jednak zaistniał w filmie i jako aktor. Udało mu się zagrać maleńką rolę (Żyda z getta) i naprawdę niewiele brakowało, aby scena z nim otwierała Pianistę. Gdyby miał krótsze włosy, których nie trzeba było upychać pod czapką...
A co na temat kulinariów stosowanych miał do powiedzenia pan radny? Hmm... W kuchni nie czuje się nieswojo. W ciągu tygodnia to on miesza w garach, wyręczając w tym żonę. Wyspecjalizował się niejako ‘w karkówce’, a w przypadku innych potraw, które nie za bardzo mu wychodzą, przyjmuje bez obrazy dobre rady innych.
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK.