Kazań nie prawił - co zapewne uczyniłby pewien słynny kaznodzieja z czasów Zygmunta III Wazy, noszący takie samo imię i nazwisko, gdyby znalazł się dzisiaj na jego miejscu. Nikogo też nie nauczał i nie pouczał... Jak każdy gość Gastrofazy, opowiadał po prostu o smakach swojego życia.
Gdyby ojcowie mogli pełnić rolę mamki, to Piotr Skarga, który przyjął zaproszenie Pawła do udziału w programie i zjawił się dzisiaj w studiu Antyradia w Hard Rock Cafe, mógłby o sobie powiedzieć, że aktorstwo wyssał z mlekiem... ojca – czy chciał, czy nie chciał. Zawodem jest przesiąknięty, jako że nie tylko na co dzień - od najmłodszych lat - miał teatr w domu rodzinnym (zawodowym aktorem był ojciec), ale niejako i od święta. Aktorką bowiem była także jego ciotka, siostra ojca – Hanna Skarżanka. Chciałoby się powiedzieć: noblesse oblige, ale nie do końca byłoby to prawdziwe. Piotr Skarga wcale nie zamierzał pójść w ślady swojego ojca i ciotki i zostać aktorem, chociaż namawiała go do tego matka. Jak to zwykle w życiu bywa, o tym, że poszedł do szkoły teatralnej zdecydował przypadek, a dokładnie... Małgorzata Braunek, w której się podkochiwał. Ot, jest i przyczyna życiowej decyzji... Zadziałała po prostu chemia.
Rodzina aktorska, z tradycjami, a pomimo tego, adeptowi sztuki filmowo-teatralnej na tej niwie nie bardzo się czasami układało. Na własnej skórze przekonał się o tym, że z aktorstwa niełatwo nieraz wyżyć, szczególnie w sytuacji, gdy nie dostaje się za często propozycji zagrania w filmie czy w sztuce. Piotrowi Skardze sławę przyniosła – u schyłku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku – pierwsza polska telenowela W labiryncie. Biła ona wtedy wszelkie rekordy powodzenia i oglądalności, sięgającej 16 milionów widzów! Aktor grał w niej jedną z ważniejszych postaci. Na następne ‘złote’ lata i możliwość zagrania w innych serialach, które pozwalały mu poczuć niezależność i swobodę finansową – Pensjonat Pod Różą, Bulionerzy czy Mamuśki – czekał... latami. Wobec niesprzyjających okoliczności losu, zawsze potrafił jednak wziąć sprawy w swoje ręce, w końcu żadna praca nie hańbi, szczególnie aktora. Gdy zaszła konieczność, zamieniał swój wyuczony zawód na inny, chociażby budowlańca (domów w Norwegii) lub kelnera w pizzerii (ten już w Polsce). No cóż, takie życie...
Ostatnio zdarzyło mu się wziąć udział w czymś, co niektórzy wyśmiewają jako gatunek, ale co pozwala zarobić niezłe pieniądze i odświeżyć medialność aktora. Mowa o polsatowskim programie Jak oni śpiewają. Podobno „śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej” - jak stanowi pewna pieśń. Dzisiejszy gość Gastrofazy kocha śpiew, chociaż śpiew nie do końca chyba kocha jego... Od dawna marzył, aby móc wystąpić z prawdziwą kapelą i prawdziwymi muzykami, chciał zmierzyć się z własnym przerażeniem i paraliżującą tremą. Gdy pojawiła się taka szansa, skorzystał z niej, chociaż prestiżowych nagród nie zgarnął. Mało tego, kapela ładnie mu zagrała, ale on nieładnie zaśpiewał – podobno strasznie fałszował.
Poza śpiewaniem lubi gotować i dobrze zjeść, ale na pizzę nie może już raczej patrzeć. Niechęć do tego włoskiego – skądinąd pysznego - dania została mu z czasów pracy w pizzerii. Lubi ostrą, orientalną kuchnię – najbardziej tajską, nie miałby zahamowań przed spróbowaniem czegoś wielce oryginalnego (węża) lub obrzydliwego (chrząszcze, mrówki).
Z innych ulubionych czynności wymienia... pracę. Czuje się zawodowcem w tym co robi, nie boi się nowych wyzwań. Przyjmie i zagra każdą rolę, jaką powierzy mu reżyser. Ubóstwia dużo pracować, jest wtedy najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem, w pełni usatysfakcjonowanym, chociaż ‘utyranym’. Hmm... Panie Piotrze, w takim razie proszę grać jak najwięcej – AntyFani panu tego życzą. Lepsze to niż śpiewanie...
Dla porządku przypominam, że dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać stronie www.gdziezjesc.info/gastrofaza.htm.