No, właśnie. Jak tam jest? Warto się wybrać? Na dzień lub dwa, a może nawet i na dłużej, żeby zobaczyć i móc w razie czego odpierać ataki, że „cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie”.
W ramach podróży niezbyt dalekich i raczej nieuciążliwych, wczasowicze AntyRadiowego hotelu All Inclusive obrali dzisiaj kierunek na wschód i pod wodzą jego niestrudzonego kulturalno-oświatowego (Pawła Lorocha - gdyby ktoś miał wątpliwości o kogo chodzi) próbowali zgłębić Białystok i jego okolice. Tam ich jeszcze nie było, chociaż to tak blisko z Żurawiej 8 w Warszawie. Inna sprawa, że dopiero teraz, tak całkiem niespodziewanie, znalazła się przewodniczka po tym regionie, która zechciała przybliżyć go AntyFanowskiej społeczności. Była nią koleżanka Pawła po piórze – Magdalena Kleban, dziennikarka kulinarno-podróżnicza, pisująca ostatnio - o jedzeniu i szeroko rozumianej gastronomii - dla czasopisma Restaurator. Kto lepiej, jak nie rdzenna białostoczanka może wiedzieć, w jaki sposób przedstawić swoje rodzinne miasto i zachęcić do jego odwiedzenia? Nie widać, nie słychać.
Białystok, stolica województwa podlaskiego, największe w północno-wschodniej części Polski miasto, wielu mieszkańcom kraju nadwiślańskiego jest albo zupełnie nieznane, albo mało dla nich oczywiste, chociaż należy domyślać się, że musi być w nim coś, co przyciąga do niego turystów. Jak nie w samym Białymstoku, to przynajmniej w najbliższej okolicy powinny znajdować się atrakcje, wyzwalające ciekawość gości i chęć spędzenia wolnego czasu w tym zakątku kraju. I co się okazało? Takie miejsca oczywiście są, jest w nich i co zobaczyć, i co zjeść i gdzie zrelaksować się.
Z czym przeciętnemu Polakowi kojarzy się Białystok? Każdy zapytany o to, przede wszystkim bez wahania i bezbłędnie miasto umiejscowi na mapie Polski, a co poniektóry doda jeszcze, że znane jest ono z pałacu Branickich i pięknego parku wokół niego, zrobionego na wzór podparyskiego Wersalu (niezaprzeczalna chluba białostoczan), z mnogości kościołów katolickich i prawosławnych cerkwi, ze swojej wielokulturowości wynikającej z faktu zamieszkiwania tu lub w okolicy mniejszości narodowych (Białorusinów, Rosjan, Tatarów), z chłodu (ale nie emocjonalnego, bijącego od jego mieszkańców, bo jest akurat wręcz na odwrót), z bardzo charakterystycznej, ‘zaciągającej’ polszczyzny, którą można wyłapać nieraz na białostockich ulicach oraz z... kiszki ziemniaczanej, albo – alternatywnie – baby ziemniaczanej. Ten drugi smakołyk przygotowywany jest nie tylko w sytuacji, gdy flaka brak do wypełnienia go farszem, a trzeba coś z ‘nadzieniem’ zrobić i w inny sposób wykorzystać. Obydwa mają bowiem swoich zagorzałych miłośników. Takich ma także produkowany lokalnie, aczkolwiek nie do końca legalnie... samogon, będący najpopularniejszym napojem w tej okolicy oraz ser koryciński - ten akurat wytwarzany w majestacie prawa. Są również i tacy, którzy Białystok kojarzą ze znanymi z pierwszych stron gazet osobami stąd wywodzącymi się - chociażby z Izabellą Scorupco czy Agnieszką Maciąg, albo też z pewnym niedoszłym politykiem, który ubóstwiał swetry tureckie nosić.
Z tym regionem i z tym miastem ‘żeni się’ Białowieżę, będącą żelaznym punktem programu wypadu na kresy wschodnie - z oczywistego powodu, jakim są żubry i Puszcza Białowieska jako taka. Warte odwiedzenia są inne miasta położone niedaleko Białegostoku (Tykocin, Supraśl) oraz liczne, małe wioseczki zatopione w lasach i puszczach, zamieszkałe przez otwartych i życzliwych ludzi, którzy i z radością zaproszą pod dach swoich chałupinek, i ugoszczą prostym, ale smacznym jedzeniem.
Dzisiejsza przewodniczka po Białymstoku potwierdziła te powszechnie znane, ogólne informacje, dorzucając do nich garść swoich spostrzeżeń. Nie sposób niestety wszystkie je przytoczyć ze względu na wzgląd... cokolwiek miałoby to znaczyć. Nic jednak straconego, gdyż audycję zawsze można odsłuchać ponownie – klikając TU. |