All Inclusive vol. 16 - Entuzjastka dobrego jedzenia
Są tacy, którym nie jest obojętne, co mają na talerzu. I nie chodzi tutaj o preferencje typu 'coś z mięsa' czy też wyłącznie warzywa i kiełki, bo akurat tym razem nie w tym rzecz, a w jakości. Uważają siebie za entuzjastów dobrego jedzenia i walczą o takie gdzie się da – w mowie i piśmie.
Należy do nich Małgorzata Minta – dzisiejszy gość Pawła, aktywistka Slow Food. To taki nurt zapoczątkowany parę lat temu we Włoszech, który przerodził się w organizację i rozprzestrzenił w wielu krajach świata – w tym w Polsce. Przynależność do niej nobilituje, a przy okazji jest bardzo 'dżezi'. Jej członkowie gromkim głosem opowiadają się za jedzeniem świadomym, dobrym jakościowo i smakowo, 'czystym' – wyprodukowanym w poszanowaniu środowiska naturalnego i 'sprawiedliwym', czyli wartym swojej ceny – tak można byłoby to ująć. Ci, którzy je produkują i dostarczają powinni być właściwie za to wynagradzani, bo wyprodukowanie slowfoodowego mniam mniam wiąże się często z dużymi nakładami pracy. Jest rzeczą oczywistą bowiem, że ideą nurtu jest ochrona od zapomnienia regionalnych produktów, promocja tychże oraz trzymanie się tradycyjnych metod przy ich wytwarzaniu, a to zabiera nieraz trochę czasu, jeśli jedzenie ma nie być byle jakim, podobnym do szamanka fastfoodowego – nieprzemyślanego, bez refleksji, mającego jedno na celu – zaspokojenie głodu bez przyjemności wynikającej z jedzenia. Taaa...
Swojego czasu Małgorzata Minta wpadła do programu Pawła jak po ogień - w sensie spontanicznie i niespodziewanie - po to tylko, aby przywieźć i poczęstować go chlebem z gorzkich sewilskich pomarańczy z dodatkiem rozmarynu, który właśnie wyjęła z piekarnika. Dzisiaj zagościła dłużej, a że dobre maniery nie są jej obce, też nie przybyła z pustą ręką. Przyniosła ze sobą slowfoodowe przysmaki, przywiezione z Gruczna, małej miejscowości, w której spotkali się parę dni temu sympatycy przemyślanego, dobrego, czystego i sprawiedliwego jedzenia. Okolicznością ku temu był kolejny festiwal dobrego smaku, na którym nie mogło zabraknąć aktywistki Slow Food. Poza kozimi serami pleśniowymi, których podobno pozazdrościć mogą polskim producentom nawet Francuzi, a także ciasteczkami upieczonymi dokładnie według starego rodzinnego przepisu przez jednego z cukierników, przywiozła z Gruczna mnóstwo wrażeń i obserwacji. Nimi dzieliła się głównie podczas dzisiejszego spotkania w All Inclusive.
Audycja tradycyjnie została nagrana. Komu mało było, poczuł niedosyt, albo nie mógł dokładnie wysłuchać o czym była mowa – niech kliknie TU. Problem z głowy.