Pojechała, wiele zobaczyła (ale dużo za mało w jej odczuciu), szczerze zachwyciła się, a dzisiaj rzucała swoje wrażenia w eter, będąc gościem Pawła w AntyRadiowym hotelu All Inclusive. Kogo pognało? Martynę Wojciechowską – prezenterkę telewizyjną, dziennikarkę, podróżniczkę i pisarkę z czterema książkami na koncie, obecną redaktor naczelną magazynu National Geographic. Gdzie? Do Afryki czarnej i dzikiej, a mówiąc bardziej precyzyjnie - do Etiopii.
W swoim życiu kawał świata widziała. Poza sobą ma 66 krajów, do których udało jej się dotrzeć na krócej lub dłużej. Gdyby pokusić się o zsumowanie przebytych kilometrów, śmiało można byłoby powiedzieć, że kulę ziemską okrążyła parę razy. W podróżach, które są jej pasją i przyjemnością samą w sobie, najbardziej kręcą ją miejsca mniej dostępne i bardziej odległe, chociaż generalnie nie ma takiego punktu na mapie, gdzie nie chciałaby pojechać. Przyznaje, że nie za bardzo ciągnie ją w miarę uporządkowana Europa ze swoimi metropoliami, kurortami, bogatą bazą hotelową, w której ‘wszystko w cenie’, ale tylko z tego względu, że... ma na nią czas. Gdy będzie już zdecydowanie starsza (czytaj: na emeryturze), nadrobi te zaległości. Teraz wybiera kraje raczej inne niż europejskie i miejsca nie do końca komfortowe, a wręcz przeciwnie takie, które wymagają nieraz niezłej kondycji fizycznej, żeby je zgłębić. Ale w tym tkwi to ‘coś’, co ją w takie regiony pcha. Rzecz bowiem polega na tym, że najbardziej ciekawie jest tam, gdzie nie ma hoteli all inclusive. W takich właśnie miejscach żyją ludzie, których warto poznać. Warto, bo są inni (cokolwiek miałoby to znaczyć), a Martyna Wojciechowska lubi takich spotykać i z nimi rozmawiać.
Ostatnio była w Boliwii i Wietnamie, ale dzisiaj dzieliła się swoimi wrażeniami z Etiopii, która ją zafascynowała w najwyższym stopniu. Dlaczego jako swój cel podróży wybrała jeden z najuboższych krajów świata we wschodniej Afryce, kojarzący się przeciętnemu zjadaczowi chleba w Polsce przede wszystkim z biedą i głodem? Ano dlatego, że ten kraj trzeba i warto odwiedzić z wielu powodów. Etiopia to kolebka ludzkości. Czy to się komu podoba czy nie, musi uznać za fakt to, że stamtąd wyszliśmy – my, ludzie. Świadczy o tym odkryty jakiś czas temu i eksponowany obecnie w Addis Abebie szkielet ‘Lucy’. To kraj niezwykle interesujący chociażby ze względu na swoją trzytysięczną historię i wieloetniczną kulturę, w którym spotkać można przyjaznych, gościnnych i pełnych godności ludzi, przeświadczonych o tym, że są narodem wyjątkowym, wybranym i naznaczonym przez Boga.
Prawdziwy czad ta Etiopia! Częstym w niej widokiem są rastafarianie z dredami, noszący czapki lub szaliki w kolorach rasta, kołyszący się w rytm reggae i żujący... czat – roślinę wszechobecną w etiopskich miastach, miasteczkach i wioskach. To ichniejsza używka (czytaj: narkotyk), obrzydliwa w smaku, ale pobudzająca, odpędzająca sen i zniechęcenie, wpędzająca w ekscytację. Skoro mowa o ludziach mieszkających w Etiopii... Są wyjątkowo urodziwi – smukli, mają piękny kolor skóry, duże oczy. Ci z wiosek (plemion) po swojemu pojmują urodę, kobiecość i męskość. Mężczyźni noszą ‘spódniczki’, malują sobie twarz i przyozdabiają się kolorowymi koralikami. Obowiązkowo mają także zawsze przy sobie karabin, bo nigdy nie wiadomo, kiedy ‘kałach’ może przydać się i... na kogo – zwierzę czy wojownika z innego plemienia. Półnagie kobiety, z piersiami przypominającymi swoim wyglądem skarpetkę z kamyczkiem, upiększają się w inny sposób – ot chociażby bliznami czy też... glinianymi krążkami, które zawieszają na dolnej wardze ust, przez lata odpowiednio przygotowywanej do ich dźwigania. Niektóre z nich mogą mieć nawet średnicę talerzyka deserowego (sic!). Brrr...
Opowiadając o Etiopii nie sposób nie wspomnieć o wielu innych ciekawostkach, które z tym krajem kojarzą się. O tym choćby, że jest to kraj pochodzenia kawy, kraj wspaniałych budowli (kościoły w Lalibeli, wykute w litej skale), kraj ‘gurszy’ - tradycji karmienia gościa (dosłownie), najczęściej plackami ‘yndżery’, które są często nieprzyswajalne dla Europejczyka, a tu odmówić poczęstunku tak jakby nie wypada. To także kraj bazaru giganta, na którym wszystko można kupić i wszystko sprzedać (Mercato w Addis Abebie), kraj przecudnych krajobrazów i parków narodowych, kraj, w którym można doznać bliskiego spotkania trzeciego stopnia z hieną, karmiąc ją cuchnącą padliną z ręki lub z... ust, kraj... Wymieniać można byłoby długo.
O tym wszystkim i wielu innych rzeczach opowiadała dzisiaj Martyna Wojciechowska, autorka książki Etiopia. Ale czat!, będącej subiektywnym przewodnikiem po tym kraju. Książkę należy przeczytać, a do Etiopii pojechać, bo nie jest to miejsce, o którym można byłoby powiedzieć ‘dzicz, panie i koniec świata’. Jest tam gdzie przespać się, co zjeść i co wypić. Jest tam w końcu co zobaczyć! To zakątek globu ziemskiego dla każdego do odwiedzenia, bez względu na wiek.
A najlepiej odsłuchać przedtem dzisiejszą audycję, bo nie wszystko w newsie zmieściło się. Jest nagrana TU. |