Dzisiaj u wujcia Lorocha zdecydowanie świątecznie - w sensie relaksująco, bezinwazyjnie i 'nienachalnie'. Paweł starał się nie przeszkadzać swoimi wejściami biesiadnikom zgromadzonym przy ich własnych stołach, niekoniecznie nóg pozbawionych – no może uginających się lekuchno pod ciężarem dóbr wszelakich, na nich zgromadzonych.
Był wątek jajeczny – w kontekście co było pierwsze: jajo czy kura, a także co z jajami można zrobić, skoro święta wielkanocne obyć się bez nich nie mogą. Swoje pięć minut miała biała kiełbasa – tym razem z sosem chrzanowym, serwowanym w rodzinie Lorochów od lat oraz baba – taka drożdżowa, która dobra jest nawet po paru dniach od jej upieczenia. Były także dobre rady typu 'a może porozmawiać trochę z rodziną przy świątecznym stole, skoro na co dzień nie ma na to zbyt dużo czasu' oraz 'ruszmy się na spacer - może z aparatem fotograficznym w dłoni, co?'.
A za tydzień normalne wydanie stołu z powyłamywanymi nogami. Jeśli nic się nie zmieni - z dwiema gościówami, zapowiedzianymi już dzisiaj.