Posłuchaj Antyradia: Warszawa / Kraków / Katowice Zapraszamy na AntyForum. Maj 22 2012 07:49:19
Nawigacja
Strona Główna
www.antyradio.pl
Ramówka
AntyForum
AntyGaleria
Encyklopedia
Plikownia
Redakcja
AntyPropaganda

Archiwum
Materiały specjalne
AntyFani
Antyradio
Konkursy
Recenzje płyt
Przepisy kulinarne

Antena
Koncerty Antyradia
Pobudzenie
Ostry Dyżur
Kasprologia
Odjechani
Makak
Gastrofaza
AntyWeekend
Turbo Top
Reggau
Punky Reggae Party
Wieczorne Rozmowy
Rzeźnia
El Konkursso
Losowa fotografia
Panel redaktora
Nazwa Użytkownika

Hasło



Amerykanka z Chicago
GastrofazaHi! What's up? Że niby co jest dzisiaj grane w Gastrofazie? Dzisiaj rodzinnie i po  'amerycku'.

W poniedziałkowy wieczór AntyRadiowe studio w Hard Rock Cafe odwiedziła ukochana siostra (kuzynka w sensie) Pawła Lorocha, emigrantka, mieszkająca od dziewięciu lat w Chicago – Karolina Dorre. A skoro tak, to nie mogło być o niczym innym jak o American dream – amerykańskim sposobie życia, raju przez wielu wyśnionym i wymarzonym, chociaż do tej pory nieosiągalnym. Co o życiu w Ameryce sądzi zamerykanizowana Polka, która piękny kraj nad Wisłą opuściła jako bardzo młoda dziewczyna - przez przypadek, niechcący, może z ciekawości – nieistotne zupełnie, tym bardziej, że ona sama nie wie, dlaczego wybrała się za ocean. Nie wyśniła sobie Ameryki tak jak większość Polaków, nie jechała tam z jakimś szczególnym nastawieniem (na lepsze jutro). Mało tego, kpiła z tych, którzy uważali, że tylko tam marzenia się spełniają, że tylko tam forsa leży na ziemi i wystarczy schylić się po nią i że tylko tam i nigdzie indziej nawet pucybut może zostać milionerem.

Jak teraz patrzy na ten kraj - wolny i demokratyczny 'do bólu', do którego każdego roku przybywają setki emigrantów, pragnących osiedlić się w nim na stałe? Zapewne żyje się tam lżej, jest ogólnie cudownie i różowo, wszystko jest takie proste, takie ułatwione. Amerykanie są wyluzowani, serdeczni i mili, spontaniczni w nawiązywaniu kontaktów (nawet w kolejce do kasy w supermarkecie – jeśli w ogóle taka się zdarzy), nie narzekają ciągle na brak forsy lub małą emeryturę (ale pracują – czuć codzienny pęd za pieniądzem), nie opowiadają bezustannie o swoich dolegliwościach – jak to jest w polskiej naturze.

Chicago, gdzie mieszka siostra Pawła, jest drugim po Warszawie największym skupiskiem Polaków (mieszka ich tam półtora miliona). Codzienny kontakt z Polonią można mieć (a i owszem), szczególnie jak mieszka się... hmm... ‘na jakimś Polaczkowie’ - jak twierdzi Karolina Dorre, ale nie po to w końcu emigruje się do Ameryki, żeby mówić po polsku i nie móc zachłysnąć się amerykańskością – cokolwiek miałoby to znaczyć w praktyce. Karolinie takie miejsca są oczywiście obce. Imprezy kulturalne, organizowane przez polską społeczność w Ameryce podlegają ostrej selekcji przez Polaków, czujących się Amerykanami 'pełną gębą'. Alternatywą zawsze może być impreza 'made in the USA' lub siedzenie w domu i oglądanie telewizji – amerykańskiej lub przez satelitę – polskiej. Karolina Dorre wie, że jest możliwość oglądania przynajmniej kilku polskojęzycznych kanałów. A poza tym, Polonia skupia się także w polskim kościele, ale nie wszyscy tam chodzą, niektórzy - ‘jak bardzo muszą’.

Wydaje się, że to, co dobre polskie jest jedynie w sklepach – oczywiście tych małych, polskich sklepach, których jest w bród w Chicago. Robi się tam drobne zakupy, bo normalnie lepiej jest wsiąść w samochód i podjechać do byle jakiego supermarketu (czynnego zazwyczaj na okrągło - przez całą dobę), w którym jest wszystko, a szczególnie mnóstwo dań typu ‘dodać wrzątku, zamieszać i podać na stół’. Do polskiego sklepu wyskakuje się co najwyżej po bułki i masło na śniadanie, po szynkę robioną w taki sposób, jak w kraju, po pierogi (nazywane ‘u nas’ pierogis – jak poucza Karolina Dorre). Aha, i po alkohol.

Na co dzień jada się na mieście, wybierając restaurację z kuchnią, jaka tylko przyjdzie na myśl. Jest dużo i tanio, smacznie ponoć też. W domu nie warto stać przy kuchni i gotować, posiłki celebruje się praktycznie jedynie od święta. Nie trzeba też spędzać wakacji w Europie – Ameryka pod tym względem jest samowystarczalna, a każdy z jej stanów to inne atrakcje i inny dreszcz (rozkoszy). I paszport nie jest do tego potrzebny.

Wszystko w tej Ameryce jest, tylko... kefiru brak. No i tęskni się za rodziną. Hmm... cóż, od dawna wiadomo, że zawsze jest ‘coś za coś’... American dream czy szara polska codzienność – każdy wybiera po swojemu.

Dzisiejszą Gastrofazę można odsłuchać TUTAJ .
Sponsorzy
Facebook
Ostatnio na AntyForum
22.06, Łazy - Jura Rock Festiwal 2012.
260. Notowanie Turbo Top (20)
Niezła Kaszana, Czyli Potrawa Ironicz...
6.06, Warszawa - Moving Mountains (in...
3.07, Warszawa - Rosetta (art Metal) ...
259. Notowanie Turbo Top (20)
30.05 Ił-62, Human Rights, Tupolev Di...
23.05 Grindcore Night - Noc Świniaka ...
27.05 Circle Waves + Show More Tits +...
17.05 Jucifer (us) + Thaw (pl) Warsza...
Kiedyś to było Antyradio...
Noc Nirvany Koncert + After 26.05.2012.
Tytuł Piosenki
258. Notowanie Turbo Top (20)
Z Rzeczy Smutnych...
Przemek Frankowski - Radiowiec
14.05, Warszawa - The American Dollar...
257. Notowanie Turbo Top (20)
Gastrofaza 2.0.
Poznań, Koncert Blast Rites, Promo Gi...
Sonda
Antyradio...

Kocham

Lubię

Szanuję