Another day, another strike! Kolejny tydzień, kolejny VIP. A także kolejna porcja muzyki godnej uwagi, choć całkowicie antymedialnej (jak King Crimson) oraz dwóch tajemniczych gości w dwóch ważnych sprawach. Czyli...
W pierwszej odsłonie AntyRamy amerykański gitarzysta, kompozytor oraz wokalista - John Frusciante. Znany z działalności z zespołem Red Hot Chili Peppers, solowych dokonań oraz z projetu Ataxia. I właśnie tych wykonawców posłuchaliśmy, czyli po kolei - RHCP, solowy Fru i Ataxia: - Nobody Weird Like Me ("Mother's Milk", 1989 r.) - Going Inside (EP "Going Inside", 2001 r.) - Union ("AW II", 2007 r.) Kosa się zbytnio nie rozwodził nad RHCP, bo jak stwierdził, to fani więcej wiedzą o zespole niż redaktorzy i zaczął rozmyślać, czy może by nie zaprosić jakiegoś fana danego zespołu do studia.
Gościem dziś był Makak, który miał dziś okazję porozmawiać z Fishem. Artysta ten przyjechał spotkać się z fanami w Hard Rock Cafe w Warszawie, no i z dziennikarzami, czego Makak jest żywym przykładem. Więcej w tym temacie zapewne w najbliższych Makakartach i Makakofonii, ale już dziś pan redaktor Szarłacki zaprosił pana redaktora Kosińskiego na gościnnego udziału w jego środowej audycji. Kosa przy okazji zdradził, że i do Lorocha wpadnie z wizytą, więc środowy wieczór pełen Kosy będzie. A w nawiązaniu do wizyty Fisha posłuchaliśmy jego wersji hitu zespołu T-Rex - Jeepster.
To był przedsmak cyklu Znani Nieznani, gdzie słuchamy coverów, a dostaliśmy tym razem Carlosa Santanę wykonującego Black Magic Woman. Tak, tak, nie jest to jego kompozycja, tylko Petera Greena z Fleetwood Mac.
VIP-em w tym tygodniu jest... Artur Andrus, czyli redaktor radiowej Trójki, znawca sceny kabaretowej i konferansjer. Na dziś przygotował nam coś najbardziej rockowego, co zna, czyli Piotra Bukartyka. Uważa go za prawdziwego rockmana, ponieważ jest łysy, a włosy niechybnie stracił podczas machania głową. Do tego ma rockowy pazur, który łączy z ciekawymi tekstami. Artur Andrus prawdę mówi, a my słuchamy... utworu Małgocha.
I dopiero teraz o drugiej AntyRamie. Najpierw wybrzmiało Take Up The Stethoscope & Walk w wykonaniu At The Drive-In i wprowadziło nas to we właściwą atmosferę, aby spotkać się z zespołem, który wyrósł na jego gruzach, czyli The Mars Volta. Wczoraj miał miejsce koncert tego zespołu w Berlinie, a dziś gościmy jego uczestniczkę, do niedawna redaktorkę na portalu AntyFani.pl, Agatę, która opowiedziała nam o swoich przeżyciach związanych z tą imprezą. Nagłośnienie dobre, tempo zabójcze, a repertuar przekrojowy, czyli coś dla starych i nowych fanów. W sumie 160 minut muzyki, to może zmęczyć. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Niemcy jako widzowie nie są wcale chłodni, tylko zwyczajnie kulturalni. My dziś posłuchaliśmy (w dwóch ratach): - Televators ("De-Loused in the Comatorium", 2003 r.) - L'Via L'Viaquez ("Frances the Mute", 2005 r.) - Agadez ("The Bedlam In Goliath", 2008 r.)
Na resztę stałych pozycji AntyGalerii brakło czasu. Posłuchaliśmy Horse To The Water George'a Harrisona, czyli ostatniego utworu, jaki wykonał przed śmiercią w 2001 roku. Dziś miałby 65 lat.
Audycję zakończyły: Blackfield - Once i Nina Simone - I Shall Be Released. Potem Kosa przez chwilę posiedział jeszcze u Gawła w Czarnym Poniedziałku (Stolarczyk się spóźniał) i powiedział co myśli o brutalnym faulu Martina Taylora na Eduardo da Silvie.