Dziś ponownie w audycji dwóch starszych facetów z siwymi brodami, czyli Włodek i Krzysiek w jednym stali studiu. A tematem rozmowy było bezpieczeństwo na drogach z punktu widzenia gości takich jak oni, czyli w sile wieku. Szaja wspomniał swoje sportowe poważne 'dzwony'. Było ich kilka.
Włodzimierz namawia wszystkich polskich kierowców, aby nie tracili czujności na drogach. Czasami można uniknąć problemów, analizując systematycznie sytuację i wyprzedzając zdarzenia poprzez odpowiednio wczesną reakcję. Na dowód tego, Krzysztof opowiedział historię, kiedy jako młody kierowca, widząc przed sobą ostre hamowanie kilku samochodów przed sobą, wykonał manewr, dzięki któremu uniknął zderzenia z kilkoma zaskoczonymi pojazdami. Znamienne było w tej opowieści to, że kierowca jadący za Szają nie uniknął kolizji, chociaż miejsca i czasu miał o wiele więcej.
Pewien czytelnik napisał do czasopisma motoryzacyjnego, że wg niego CB radio używane jest głównie do ostrzegania się wzajemnie o stojących na drogach kontrolach prędkości. Dzięki temu większość kierowców w ten sposób tylko się rozzuchwala w łamaniu przepisów. A Krzysztof Szajewski nie zgadza się z takim poglądem, bo jeśli policjanci stoją w jakimś niebezpiecznym miejscu, to ostrzegający się kierowcy zwalniają w tym miejscu. Czyli de facto nie przekraczają ograniczenia prędkości, a co za tym idzie, nie stwarzają niebezpieczeństwa.
Od siebie mogę dodać, że również nie zgadzam się z zacytowaną opinią, gdyż w takiej np. Anglii, policja sama udostępnia informacje gdzie i kiedy będzie stać z radarem. Bo w tym całym interesie powinno chodzić o prewencję, a nie o represje.
W jednej z gazet motoryzacyjnych Włodzimierz wypatrzył test Citroena Berlingo, Renault Kangoo i Skody Roomster. Oczywiście wygrała Skoda, bo czasopismo było niemieckie, a Skoda jak wiadomo należy do VW. Nieco zbulwersowany taką stronniczością, Włodzimierz rozmawiał z zaprzyjaźnionymi dziennikarzami i zarzucił im lansowanie niemieckich marek. W odpowiedzi otrzymał przykłady jak to w czasopismach francuskich czy włoskich zawsze wygrywają marki z rodzimych krajów. Dla Krzysztofa na szczęście istnieją jeszcze prawdziwe czasopisma motoryzacyjne, gdzie niezmiennie wszelkie testy wygrywają Polonezy. ;)
Najbardziej ukochanymi samochodami Krzysztofa Szajkowskiego są: drewniana Dekafka z 1938 i Cadillac. W Cadillacu Krzysztof zamontował oryginalny amerykański gaz z lat siedemdziesiątych.
Wg Krzysztofa, facet po 60., jest pełnowartościowym mężczyzną w sensie motoryzacyjnym. O ile ma następujące parametry: metr w pasie, waży co najmniej kwintal, duże klapy w marynarce, aby boskie kobiety miały gdzie mu się wypłakiwać i nosi ciepłą bieliznę 2 listopada, to nie stoi na przystanku i nie podskakuje z zimna... czekając na "19". I wtedy to jest 100-procentowy prawdziwy mężczyzna-kierowca.