Trafiło się dzisiaj sympatykom Pawła Lorocha i jego audycji! Zaproszenie do programu przyjęła i do Gastrofazy przybyła artystka - znana malarka, scenograf i kostiumolog, felietonistka i autorka paru książek. Wszystko w jednym.
Była nią Hanna Bakuła, dla której dzisiejsza wizyta w Antyradiu nie była pierwszą, jako że swoją elokwencję prezentowała już parokrotnie w Antykoncepcji, a rok temu - po raz pierwszy - w Gastrofazie (news z tamtej audycji TUTAJ). Bardzo rozmowna (żeby nie powiedzieć gadatliwa), ale w końcu z tego też jest znana, że za darmo gębie jeść nie daje. Nie da się ukryć potrafi obmalować i... obsmarować.
Skoro już poruszone zostały różnorakie talenta dzisiejszego gościa Pawła, pójdźmy za ciosem. O obrazkach autorstwa artystki marzy wiele osób – podobno portret spod jej pędzla nobilituje. Kolejka jest jednak bardzo długa i podlega selekcji. Jeszcze niedawno z przyjemnością malowała braci Kaczyńskich – właściwie kopiowała ich zabawne zdjęcia, ale zaprzestała po wyborach. Szkiców w ołówku nie robi, bo – jak sama przyznaje – nie lubi żadnego dziadostwa, a za takie uważa prace wykonane tym narzędziem wyrazu graficznego. Ołówek w jej mniemaniu służy jedynie do poprawek w tekstach.
Pisze dużo, przynajmniej regularnie. Od piętnastu lat zamieszcza swoje felietony w miesięczniku Playboy i – jak skromnie twierdzi - cieszą się one ogromną poczytnością. Nigdy nie brakuje jej weny, zawsze ma o czym pisać, nie ‘wymęcza’ felietonów. Po prostu przychodzi jej to łatwo i gładko. Może dlatego, że wyjątkowo interesują ją sprawy damsko-męskie, a chyba o takich pisze się w czasopiśmie dla mężczyzn. Zresztą, ma duże doświadczenie życiowe z facetami, skoro twierdzi że pomiędzy dwiema płciami zawsze jest straszliwa wojna. Była w paru związkach, o jednym małżeństwie nawet mówi, że było cudownie dopasowane (oj, chyba nie do końca tak było, skoro czas przeszły, a nie teraźniejszy), pozostałe cechowało pełne zrozumienie. Teraz ‘ma’ w domu profesora – filologa, bardzo inteligentnego. Zresztą innymi ludźmi się nie otacza – nawet jadając na mieście (co bardzo lubi), trafia najczęściej do ‘jadłodajni dla inteligencji’, czyli przybytku gastronomicznego w wydawnictwie Czytelnik przy Wiejskiej. W domowej lodówce ma parę dyżurnych artykułów, przede wszystkim cykorię, biały ser, rzodkiewki i pomidory.
Poza felietonami pisze też książki. Ma ich na swoim koncie dwanaście, trzynasta jest na ukończeniu – stąd bez zmrużenia oka, będąc w pełni do tego upoważnioną, określa siebie jako doświadczoną pisarkę. Jest autorką m.in. dwóch bestsellerów, poradników astrologicznych – pozytywnego i negatywnego, wydanych w jednej książce, albumowo, pod tytułem Jak stracić przyjaciół i Jak zyskać przyjaciół. W najbliższych dniach zacznie pisać bloga, co wydaje się być ważną informacją dla tych, którzy lubią czytać pamiętniki na stronach internetowych.
Nie ma szczęścia do pomocy domowych – zawsze jej się trafi albo tłuk, który wszystko tłucze, albo imbecyl, który szmatą (mokrą) przeciera pastele, wiszące na ścianie. No rzeczywiście, należy współczuć... tylko komu?
Nie uważa siebie za skandalistkę, bo ‘do Adrii na koniu nie wjeżdżała’ i tyłka nikomu nie pokazała. Podpisuje się za to pod określeniem, że jest osobą kontrowersyjną. Tak ma napisane na wizytówkach... i widocznie taka jest.
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK.