Na sto, czy na jedną – nieistotne w zasadzie jakiego kalibru, bo w gruncie rzeczy chodzi o to, aby zauważyć, że zawsze może się ona wywiązać, bez względu na okoliczności przyrody. Powodów ku niej nie trzeba zbytnio szukać, same zazwyczaj znajdują się. Mniej sympatyczne (najdelikatniej rzecz ujmując) są te ogromne awantury - gwałtowne, ostre, często z wymownym i spektakularnym trzaśnięciem drzwiami lub rzuceniem porcelaną kuchenną o podłogę, z wzajemnym wyzywaniem się i siekaniem powietrza rękoma. Te mniejszego kalibru są nieraz lekarstwem na całe zło, o czym poniżej.
Awantura zdarzyć się może nawet przy stole z powyłamywanymi nogami, bo przecież zasiadają przy nim biesiadnicy o różnych temperamentach i różnych skłonnościach – w sensie zarówno kłótnicy z krwi i kości, dumni z tego, że są rasowymi pieniaczami, jak i typowe ostoje spokoju, łagodności i spolegliwości. Dla tych pierwszych dzień bez sprzeczki (bez względu na powód) jest dniem straconym. Drugim, awantury - jako nieodłączny element relacji międzyludzkich - są zupełnie obce, a jeśli wystawiają na próbę czyjś system nerwowy i wzbudzają scysje swoimi prowokacjami i docinkami, to... tylko dla zabawy, bo świetna to dla nich rozrywka. Hmm... Chyba, że chodzi jednak o to, że inaczej się nie da i trzeba się pokłócić.
Dzisiaj w postmodernistycznym paśmie poszukiwaczy przygód kłótnia w szerokim tego słowa znaczeniu stała się tematem, wokół którego krążyły myśli biesiadników. Wywołani zostali do tablicy przez Pawła, zainteresowanego tym, czy jego ukochane ptysie malinowe należą do ludzi kłótliwych i awanturujących się (bo lubią sprzeczać się, bo kręci ich erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów), czy też pieniactwo nie leży w ich naturze, za awanturami nie przepadają i starają się unikać ich jak ognia - niekoniecznie dlatego, że... wolą od razu przylać. Ot, lubią po prostu mieć swoje zdanie i lubią tego zdania bronić, a że za darmo gębie jeść nie dają, to zawsze swoje powiedzą, jak będą czuli tego potrzebę. Fakt, może to się nie spodobać rozmówcy, mającemu zupełnie odmienny pogląd na sprawę i wtedy wiele nie potrzeba, aby niewinna sprzeczka z powodu różnicy spojrzeń błyskawicznie zamieniła się w kłótnię pełną agresji.
Skrzynka mailowa Pawła szybko zapełniała się intymnymi, szczerymi do bólu wyznaniami, z których w większości przypadków wynikało, że lubimy jednak pojechać sobie... W jakich sprawach najczęściej awanturujemy się? Można powiedzieć, że w ‘nijakich’, po prostu o byle co. Bo czy poważną przyczyną darcia kotów jest niezakręcona tubka pasty do zębów, niepozmywane gary zalegające w zlewozmywaku, porozrzucane wszędzie ubranie ‘z wczoraj’, czy też niezbyt dokładnie wytarte kurze? Oczywiście, że nie. To przecież błahostki. Tubkę można samemu zakręcić, kubek umyć albo wsadzić do zmywarki, a ubranie schować do szafy - nawet jeśli to nie my dopuściliśmy się tego występku, w sensie bałaganu. A kurze? Hmm... Czy mieszkanie musi być sterylnie czyste? Nie musi.
Zwykłe sprzeczki o ‘bzdety’ są nieraz zalążkiem większej kłótni, ale często-gęsto może stać wtedy za nią chęć odreagowania stłumionych frustracji i wywalenia z siebie nagromadzonej (na cały świat) złości. To taka katharsis, która w gruncie rzeczy nie jest pomysłem od czapy, jak jej się dokładnie przyjrzy. Nieraz zdrowo jest pozwolić emocjom wziąć górę i dopuścić do awantury. Że to niezła terapia, można było przekonać się ‘nausznie’ podczas dzisiejszej biesiady przy stole. Ciekawe, czy po tej ostrej kłótni między biesiadnikami możliwy będzie kompromis, o którym zwykło się mówić, że aczkolwiek trudny do osiągnięcia, to trzeba zawsze spróbować na niego pójść, bo jest podstawą zażegnania awantury. Jak z nim nie uda się, to pozostaje jedynie... awanturka – danie, przy którym na pewno można pogodzić się, albo przynajmniej ostudzić lekuchno emocje, jeśli tylko pokona się kontrowersje, czym ono jest... Prawda taka, że awanturek tyle, ile kucharek i kucharzy... Powód do awantury tak jakby gotowy...
Dzisiejszy Blat możliwy będzie wkrótce do odsłuchania TU.