Wydawać by się mogło, że babie lato mamy już za sobą i na kolejne czekać będziemy jeszcze przez wiele ponurych dni. Nic bardziej mylnego, w Warszawie jest od równo miesiąca, przywiało je aż z Częstochowy, gdzie trwa już od dłuższego czasu. Zjawisko możemy zaobserwować także w Katowicach i Lublinie.
A chodzi o klubokawiarnię o wiele mówiącej nazwie: Babie Lato. Wzięła się ona (ta nazwa) stąd, że jest to miejsce tworzone przez kobiety i dla kobiet. No prawie, bo i faceci czasem się na Grzybowskiej 30 pojawiają. Dziś w studiu pojawiły się Kasia i Małgosia, które ową knajpę prowadzą. Pierwsze i zapewne najważniejsze dla Maszynistów pytanie, które zadali "gościówom" dotyczyło tego, czy mężczyźni mogą wejść do tego tajemniczego miejsca. Oczywiście mogą, ale nie zawsze tego chcą, bowiem przepustką do przekroczenia progu Babiego Lata jest... peruka, którą muszą założyć na swoją szanowną głowę. Wiele ich jest - różowe, pomarańczowe, afro (ta ostatnia została zaproponowana Przemkowi, który, zdaje się, dość sceptycznie podchodzi do tego przedsięwzięcia. Stwierdził, że miał ciekawsze fryzury, a jego dready, gdy je ścinał miały 126 cm długości). Oczywiście są pewne wyjątki - na przykład dostawca napojów, który peruki zakładać nie musi, bo odwiedza klubokawiarnię przed jej otwarciem. Vito zauważył także, że gdy dzwonił do Babiego Lata, by umówić się na audycję, słuchawkę podniósł... mężczyzna. Dziewczyny pospieszyły z usprawiedliwieniem, że jest to ich kucharz. Bo i zjeść na Grzybowskiej można. Zaczynając od słodkości (szarlotka, W-Z) poprzez sałatki (szpinakowa robi furorę), na daniach obiadowych kończąc. I jest to jedzenie wyjątkowe, bo stołując się w tym magicznym miejscu nie trzeba martwić się o kalorie.
A co na pomysł stworzenia babskiej knajpy powiedzieli mężowie/kochankowie/kochanki Kasi i Małgosi? Po pierwsze nie mieli wiele do powiedzenia, bowiem zostali postawieni przed faktem dokonanym. Ale gdy tylko pogodzili się z tą myślą, ochoczo przystąpili do pomocy.
Klubokawiarnia jest miejscem przyjaznym dla kobiet z kilku względów. Po pierwsze, pomaga rozwijać im swoje pasje. Oglądać (i zakupić) można w minigalerii obrazy malowane przez kobiety, zgłosiła się też pani zajmująca się feng-shui, a także artystka-amatorka śpiewająca piosenki w języku jidisz. Przyjść może każdy (czy może raczej KAŻDA) by przedstawić swoje zainteresowania i być może nawiązać współpracę. Po drugie, przychodząc do Babiego Lata nie trzeba się martwić o swój wygląd. Bo chociaż, kobiety powtarzają, że chcą wyglądać ładnie dla siebie samych, to jednak jak jest naprawdę... chyba nie trzeba mówić.
Na koniec wizyty "gościówek" Admirałowie stwierdzili, że z pewnością są to poprzebierani faceci! Dziewczyny zaprzeczyły i zaprosiły wszystkich na Grzybowską 30. Powodzenia w prowadzeniu tego miejsca, by nadal cieszyło sie taką popularnością jak teraz - tego życzyli Admirałowie i ja życzę także.
W drugiej godzinie programu Jah Jah i Vitu zajęli się Worami Mikołaja (jeszcze 2 dni by spróbować szczęścia!) i dyskusją ze słuchaczami na temat tego, do jakich miejsc nie zostali wpuszczeni. Przemek Frankowski opowiedział o tym, jak to po urodzinach AntyRadia chciał ze znajomymi wejść do pewnego warszawskiego klubu, znanego z tego, że jest otwarty na homoseksualistów. Ani Jah Jah, ani jego znajomi nie zostali wpuszczeni, bo stwierdzono, że jest z nimi za dużo kobiet, a w środku... jest już ich nadwyżka. Opowiedział też o tym, jak to w podstawowej szkole zaprosił koleżankę do kina. Film był dozwolony od jakiegoś przedziału wiekowego. I koleżanka weszła, a Jah Jah niestety nie. Na szczęście koleżanka pokazała klasę, nikomu nic nie powiedziała. Słuchacze pisali o tym, jak to nie wpuszczono ich do wypożyczalni kaset video, do sklepu Makro (tak to jest, gdy ma się 150 cm wzrostu "w kapeluszu"), do kościoła (ze względu na naszywkę Metalliki) czy na zajęcia w laboratorium z powodu uzyskania zbyt małej ilości punktów na tzw. wejściówce.
Oby jak najmniej takich przygód, niech wszystkie drzwi będą dla Was otwarte!