Wtorkowe KurrANTY Przemek i Wituś poświęcili prawie w całości promocji Polski. Znalazło się jednak miejsce na wspomnienie tragedii narodowej, jaką była przegrana polskich złotek z Rosjankami.
Nic dziwnego, że przegrały, skoro po drugiej stronie siatki miały w ataku mężczyznę, choć jeszcze kobietę... niejaką Natalię Kulikovą. Jego (jej) prawdziwą tożsamość ujawniła jedna z codziennych gazet, a chłopcy z KurrANTÓW zaczęli się zastanawiać, jak ten śliczny przerośnięty chłopczyk radzi sobie z depilacją wiadomych miejsc.
Było też o spadających niczym meteorytach akcjach na polskiej giełdzie i kupie Kulczyka, którego planowanej produkcji energii z krowich placków zagrażają baryłki, konkretnie baryłki ropy, które podobnie jak notowania polskiej giełdy, spadają w dół. Prowadzący wymyślili jednak slogan reklamowy, który może uratować pączkującą na razie w głowie magnata gałąź produkcji "Kup pan kupę".
A potem było już tylko o kiełbasie krakowskiej, wódce, warkoczach i schabowym, czyli Polsce w pigułce. Ta właśnie pigułka stanęła ostatnio kością w gardle POT-owi (nie mylić z Pol Potem), czyli Polskiej Organizacji Turystycznej, która postanowiła uatrakcyjnić wizerunek Polski za granicą wypuszczając nowy skład polskiej reprezentacji. Wbiegający na boisko bigos, ogórek, kiszony, żurek, schabowy, warkocz i resztę jedenastki zapowiada niezastąpiony w takich chwilach Dariusz Szpakowski. Chłopcy z KurrANTÓW na reklamówce się jednak nie poznali i publicznie wyznali, że do takiego kraju, to swojej rodziny by nie puścili.
Postanowili jednak wyjść naprzeciwko oczekiwaniom społecznym i poparli pomysł wysłania Romanowi Wielkiemu rachunków za wszystkie mundurki szkolne. Przy pomocy zaprzyjaźnionego hydraulika podsunęli także pomysł, jak ustrzec się przed Romanami i jemu podobnymi: wystarczy tylko ukręcić główkę, a jeśli nie cieknie, to wszystko jest w porządku.
Roman odszedł jednak w cień, kiedy przy okazji rozpoczynających się w Poznaniu targów budowlanych pojawił się na scenie, a konkretnie na antenie balet tańczących koparek w świetle laserów. Padł od razu pomysł, by zastąpić nim eksportową jedenastkę Szpakowskiego. Gdyby one, te koparki, jeszcze kopać potrafiły, a gdyby się tak roztańczyły na polskich drogach, to ile autostrad mogłyby zbudować. Tyle, że przestawić z baletu na drogi się ich nie da, bo jako wspomniany towar eksportowy w swoje pierwsze tournee jadą. Na koniec historii z koparkami padło znajome już ostrzeżenie: "Sabo, Ludwiku Dornie, nie idźcie tą drogą!".
A potem znowu było o Rosjanach, tym razem nie pod siatką, ale w komosie, którzy dzięki "wibaratorowi" potrafią przeżyć w kosmosie 422 dni, podczas, gdy Amerykanie tylko 120. O tym, że tak samo trudno, jak w kosmosie, jest przeżyć w Skierniewicach świadczą zapisy na rosyjski wibratorr, które to zapisy dokonywane są z tygodniowym wyprzedzeniem; nie jest łatwo również przeżyć w Gdańsku, gdy ci opite śmietaną małolaty zamiast kamieniami obrzucą blok bajaderkami.