Nowy powitalny dżingiel, a także nieco zmieniona oprawa dźwiękowa czwartkowej Gastrofazy, w której mniej pobrzękiwania sztućcami i mniej restauracyjnego szumu, a więcej dyskretnej, stonowanej muzyki w tle. To było nowe, reszta po staremu...
Po staremu, czyli zgodnie z tradycją – z udziałem gościa, który zazwyczaj zaszczyca swoją obecnością studio Gastrofazy. W czwartkowym wydaniu audycji był nim Grzegorz Zięba – jeden z założycieli i pomysłodawców Independent Flair League. Nazwa znana doskonale środowisku barmanów, którym mógłby przyświecać ściągnięty z ‘Seksmisji’ slogan – ‘Liga broni, liga radzi, liga nigdy Cię nie zdradzi’.
Międzynarodowa, a przede wszystkim niezależna liga jest wydarzeniem o charakterze zawodów ‘sportowych’, w których udział biorą barmani czynnie pracujący w zawodzie, ubiegający się o tytuł najlepszego w dziedzinie przygotowywania drinków i ich serwowania. Mają one na celu podnoszenie umiejętności barmanów w stylu, który nazywa się ‘flair’ – bardzo widowiskowym i nowoczesnym stylu obsługi gości, który jeszcze jakiś czas temu można było oglądać jedynie na filmie ‘Coctail’. Dzisiaj jest codziennością w zawodzie barmana, którego ambicją jest obsługiwanie gości w niepowtarzalny sposób. ‘Flair’ to nie tylko sztuka robienia efektownych drinków – wielowarstwowych, bajecznie kolorowych, na płonąco, oryginalnie przyozdobionych, ale także sztuka posługiwania się sprzętem barmańskim. W czasie zawodów uczestnicy podrzucają do góry butelki z alkoholem, przerzucają je za swoimi plecami, robią cyrkowe tricki, a wszystko po to, aby dostarczyć narodowi... drinków i igrzysk.
Czy ‘flair’ wymaga jakichś nadzwyczajnych umiejętności czy tylko większych niż przeciętne? Wystarczy być super sprawnym fizycznie, zręcznym, posiadać refleks i pomysł, znać parę efektownych tricków? Okazuje się, że nie jest to wcale takie proste. Przede wszystkim trzeba być dobrym w teorii i mieć w małym palcu miksologię (co z czym miksować i dlaczego, jakie to daje efekty) oraz towaroznawstwo (produkty), a także znać techniki i psychologię sprzedaży. Brzmi to bardzo poważnie chociaż chodzi tylko o zrobienie drinka – ze słodyczą w tle albo wypalającego pieprzem, solą czy tabasco. W tej dziedzinie też obowiązują bowiem mody i trendy.
Okazuje się, że barmani uczą się cały czas. Organizowane są dla nich specjalne szkolenia, po których następuje intensywny trening. Ci, którzy chcą być w pierwszej dziesiątce światowej trenują 6–10 godzin dziennie, a w gruncie rzeczy i tak liczy się tylko ten pierwszy... Warto więc? Chyba tak. ‘Flair’ wciąga i staje się pasją. Uzależnia też kucharzy, chociaż częściej można oglądać ten styl ich pracy w filmach i TV, niż na żywo w lokalach.
Paweł przyznał, iż nie posiada jeszcze tej umiejętności, ale kto wie, czy nie da się przeszkolić. Hmm... Kurczak przygotowany w stylu ‘flair’...? Brzmi nawet zachęcająco.