Góralskie knajpy w Lublinie, oblepianie domów kawałkami potłuczonych talerzy... Czy tak wygląda polski "dizajn"? Admirałowie Jah Jah i Vito zastanawiali się nad tym zagadnieniem wraz z Bogną Świątkowską z Fundacji Nowej Kultury BĘC ZMIANA.
Dlaczego Bęc Zmiana? Bo to oznacza ruch, aktywność, "dzianie się". Oznacza też konieczność bycia czujnym, uważnym na to, co dzieje się wokół. Czas poszukiwań, nowych dróg, nowych rozwiązań.
Chodzi więc o promocję "dizajnu" i nowej architektury, które są w Polsce ciągle zaniedbane. Powodem tego zepchnięcia na dalszy plan jest głównie mała ilość dyskusji na ten temat. Nie ma więc co narzekać na kiczowatą organizację przestrzeni, ale zacząć samemu zacząć ją organizować. W naszym kraju z architekturą jest coraz lepiej, na przeszkodzie stoją wciąż jednak ograniczenia, tworzone przez inwestorów.
Co zrobić, by odnaleźć te nowe rozwiązania i pomysły? Ano, najlepiej wyjechać za granicę, by stamtąd czerpać nowe idee. Polska powinna ufundować stypendia, by obywatele mogli wyjeżdżać, chłonąć klimat innych państw. Byłoby to pożyteczne z bardzo prostego powodu. Po powrocie w ojczyste strony najzwyczajniej brakowałoby tego "czegoś" i jedyną radą na zabicie tęsknoty byłoby tworzenie. Nasz kraj cierpi niestety na nadmiar instytucji kulturalnych, które zajmują się tylko... byciem, czyli nie tym, czym zajmować się powinny. Fundacja Bęc Zmiana ma na swoim koncie kilka znanych projektów, m. in. różowe, świecące jelonki zakwaterowane już od jakiegoś czasu na warszawskim Powiślu; ławka-pętelka przy PKiN; współpracowała także przy projekcie Dotleniacza, czyli stawu o 150 m2 powierzchni, 1 m głębokości, naturalnie wpisanego w przestrzeń trawnika w samym sercu Placu Grzybowskiego, również w Warszawie. Wielu ludzi narzeka na "dizajn" Warszawy. Jednak wbrew pozorom jest ona pięknym miastem, jeżeli wiadomo dokąd pójść o jakiej porze. Ulubionym miejscem Bogny Świątkowskiej jest brzeg Wisły. Nie ma dla niej nic piękniejszego niż spacer, wśród "dziczy" w sercu miasta, gdy dookoła korki, smród spalin i zgiełk. Słuchacze natychmiast zaczęli nadsyłać maile z opisami swoich ulubionych miejsc. Zabrze - pomnik Pstrowskiego; Tarnów - sklep monopolowy, zalatujący głębokim PRL-em; Wilanów - wodospad i chińska przystań; Warszawa - okolice Koszykowej, Aleja Róż, Przyjaciół, Plac Grzybowski ze wspomnianym już Dotleniaczem. Jah Jah opowiedział także o magii Starego Żoliborza, który jest zupełnie inny niż reszta stolicy.
Poruszony został także problem nazewnictwa - jak nazwać po polsku "dizajn"? Niby jest to projektowanie, ale jednak coś więcej. Dlatego w Fundacji Bęc Zmiana, słowo to jest spolszczone i używane w takiej formie, jak w tym oto newsie. :) Słuchacze natychmiast zasypali machinowego maila wieloma propozycjami: kreator, konstruktor, obrys, deseń, model, zamysł. Te określenia nie oddają jednak w całości znaczenia tego słowa, przy czym są również niekoniecznie polskie.
Gdy gość opuścił studio, Jah Jah i Vito wspomnieli o pomyśle, który zrealizowano w Poznaniu i Wrocławiu. Dotyczył on zaprojektowania ławek. Ławki owe zbudowano i postawiono w najbardziej nietypowych miejscach tych miast. Bardzo dobra idea! Witek opowiedział też o tym, że w Polsce bardzo trudno zaprowadzić jakieś zmiany, a za przykład posłużył jego rodzinny Kraków, gdzie o każdą najmniejszą innowację prowadzone są długie i wyczerpujące wojny. Zamiast więc wywoływać burzę w szklance wody, zajmijmy się zagospodarowywaniem przestrzeni miejskiej w duchu nowoczesnej architektury!