W piątkowy wieczór trafił się gość nie byle jaki, bo z najwyższej półki.
Była nim znana piosenkarka i wokalistka, nosząca zaszczytne miano królowej polskiego jazzu – Ewa Bem. To określenie, jakim została obdarzona, jest niezwykle trafne ze względu na jej nieprzeciętne umiejętności wokalne, jak i nienaganne maniery estradowe. To piosenkarka, która ma nie tylko coś do zaśpiewania, ale także dużo mądrego do powiedzenia. Emanuje z niej ciepło, pogoda ducha, kultura, kobiecość.
Nigdy nie myślała o tym, że zostanie piosenkarką, chociaż w domu od małego otoczona była muzyką – wszyscy grali i śpiewali i w takiej atmosferze się wychowywała. Tak naprawdę to chciała być aktorką, mimo wszystko swoją przyszłość widziała gdzieś blisko sceny. W szkole zawsze na ochotnika zgłaszała się do jakichś występów, to było dla niej naturalne. W przyszłym roku minie czterdzieści lat od czasu jej debiutu w Stodole. Swego czasu zaciągnął ją tam brat – Alek, który wiedział, że w klubie studenckim odbywają się właśnie przesłuchania i że ona doskonale da sobie w nich radę. I tak było, chociaż dla niej samej to była po prostu normalka i nie widziała w tym nic nadzwyczajnego. Zaśpiewała wtedy jedną z jego piosenek - Zaśnij. W ten sposób rozpoczęła się jej długa kariera piosenkarki i wokalistki. Od 1969 roku wyśpiewała mnóstwo piosenek, nie tylko w rytmie jazzu. Śpiewała też bluesa i piosenki, które zaliczane mogą być do popu. Wszystkimi trafiała w gust słuchaczy. Jest posiadaczką bardzo charakterystycznego głosu, takiego z chrypką. To genetyka. Taki głos ma jej mama, taki głos mają jej córki.
Ewa Bem jest laureatką wielu nagród i wyróżnień, a niedługo - 29. lutego – na koncercie w Sali Kongresowej odbierze ostatnią swoją zdobycz – Złotą Płytę za najnowszy album - Kakadu. Pierwsza dama polskiego jazzu ma na swoim koncie ponad dwadzieścia albumów, lecz ten jest pod pewnym względem dla niej debiutancki. Po raz pierwszy teksty piosenek na nim znajdujących się są jej autorstwa. Do tej pory śpiewała zazwyczaj słowa skreślone ręką wielkich i uznanych tekściarzy – Młynarskiego, Osieckiej, Czubaszek, Przybory, bo – jak sama przyznaje – wychowywana była w czasach, kiedy za pisanie tekstów piosenek brali się zacni tekściarze (niemalże poeci), którzy się na tym znali i którzy byli przygotowani literacko do tego, a muzykę komponowali muzycy – kompozytorzy. Wiele odwagi nie potrzebowała, żeby spróbować swoich sił w napisaniu tekstów piosenek do Kakadu (odwagi jej nigdy nie brakowało). Ot, wyszło tak jakoś, niespodziewanie.
Wiele koncertowała w swoim życiu, odwiedzając przy okazji różne kraje na różnych kontynentach. Nie była do tej pory w Chinach i Japonii, ale śpiewała w Australii – w Sydney Opera House. Bardzo lubi występować w warszawskiej Sali Kongresowej, nie tylko dlatego, że z tym miejscem ma miłe skojarzenia (tu, na zapleczu, poznała swojego męża). Jest to po prostu piękne i wygodne miejsce do śpiewania.
Ewa Bem wpadła do Gastrofazy na chwilę, zaledwie na godzinę, ale... pojawi się jeszcze. Tak jak w śpiewanej przez siebie piosence – wyszłam (za mąż) – zaraz wracam. Pani Ewo, czekamy. :)
Dzisiejszą Gastrofazę, jak i poprzednie wydania tej audycji, można odsłuchać na stronie: KLIK.