Nie tak dawno, bo zaledwie parę tygodni temu, zaistniał na antenie AntyRadia po raz pierwszy. On i jego gościniec, znajdujący się w Magdalence, przy trasie wylotowej z Warszawy w kierunku na południe kraju. Uważni słuchacze pasma Pawła powinni pamiętać to letnie wydanie programu (na marginesie: noszącego w czasie wakacji dźwięczną nazwę All Inclusive), podczas którego - w ramach sesji wyjazdowej poza studio przy Żurawiej 8 - gościem naczelnego smakosza AntyRadia był właściciel Oycowizny – Jacek Gralik. Wtedy wykładał (się) na antenie po raz pierwszy, prezentując smaki i zapachy swojego gościńca, dzisiaj bisował.
Powody przemawiające za dzisiejszą wizytą są jasne i oczywiste i tak naprawdę nie ma potrzeby rozwodzić się nad nimi. Od kilku tygodni toczy się ścisła współpraca restauracji z AntyRadiem – w tym z pasmem Pawła w szczególności. Dała się ona zauważyć i usłyszeć na antenie w postaci różnych dźwięków chociażby. To po pierwsze, a po drugie wypadało chyba powiadomić aniołki Loroszka o tym, że Oycowizna wprowadza wkrótce nową kartę dań, a w zasadzie wkładkę do niej, zawierającą w sobie wyjątkową mnogość darów lasów i puszcz. Gościniec przygotowuje się bowiem do Hubertusa – święta myśliwych, leśników i jeźdźców, obchodzonego od wieków na początku listopada, na zakończenie sezonu łowieckiego.
Z czym dzisiaj przybył do studia Jacek Gralik? Ano ze szczegółowymi informacjami, czego należy spodziewać się w Oycowiznie w najbliższych tygodniach. Będzie to na pewno sarnina, dzik, zając, jeleń, dzika kaczka – wszystko zgrabnie przerobione w pasztety, tatary, zrazy, kotlety i pieczenie, które będą serwowane w towarzystwie zamarynowanych - własnoręcznie przez szefa kuchni lub jego kuchcików - grzybów, a także brusznicy. Gdyby ktoś oczekiwał wykwintnych bażantów ‘w piórach’ (na postumencie), kojarzących się nieodparcie z sarmackim rozpasaniem i luksusem, to powinien jak najszybciej zapomnieć o tych ptaszynach. Ich - jako i innego dzikiego ptactwa typu kuropatwy czy przepiórki - w Oycowiznie nie prowadzą, wychodząc z założenia, że i tak jest ‘bogato’ na talerzach i wszelaki dodatkowy przepych jest zbędny. I chyba słusznie.
Ekspert od dziczyzny gościł w studiu AntyRadia od południa - jak nakazuje istniejąca od lat tradycja, a przedtem... No właśnie, co było przed przyjściem gościa? Najkrócej można to ująć w dwóch słowach: klimaty lizbońskie. Chodzi o to, że w dwóch pierwszych godzinach ‘4 x P’ (postmodernistycznego pasma poszukiwaczy przygód) Paweł wyrzucał z siebie obserwacje, wrażenia i smaki Lizbony, w której przebywał dni kilka w ubiegłym tygodniu. Wspomagały go mailowo ‘pyszczki ulubione’ zgromadzone przy stole bez nóg, które w swoim życiu postawiły już stopę na portugalskiej ziemi.
Wszyscy byli zgodni co do tego, że do stolicy Portugalii warto się wybrać. Zapachu dziczyzny nie uświadczy się w niej, ale ryb atlantyckich i owoców morza – a i owszem. Stolica najbardziej na zachód wysuniętego państwa europejskiego, cudownie rozlana na wzgórzach u ujścia rzeki Tag, kusi swoimi atrakcjami. Dla jednych będą to wąskie, kręte i strome uliczki, przez które z trudem przeciskają się tramwaje, dla innych piękne fasady domów ozdobione kolorowymi kafelkami, oceanarium, stadiony sportowe czy zabytki, których w każdym mieście na świecie trochę się znajdzie. Prawdziwego smakosza skuszą też kulinaria – bacalhau, suszony na słońcu dorsz, pasteis de nata – babeczki śmietankowe, wyśmienita kawa oraz słynne wina – porto i madera.
Trzymając się tradycji... Dzisiejszy Blat został nagrany i jest możliwy do odsłuchania TU.