Jesień w rozkwicie, w związku z tym pogoda raczej przekwitająca i nastroje ludzkie parszywe. Mówiąc krótko - sezon depresyjny trwa!
Deprecha dopadła (i nie chce puścić) Witka Odrobinę, najchętniej spałby po 20 godzin na dobę. By znaleźć na tę dolegliwość jakieś remedium, wraz z Przemysławem "Jah Jah" Frankowskim, postanowili zaprosić dziś do studia mistrza kung-fu, Marcina Jóźwiaka, bo jak wiadomo - by wrócić do życia trzeba zacząć się ruszać. Ale co zrobić, by znaleźć taki sport, który nas interesuje? Najważniejsza jest świadomość tego, że chcemy coś zmienić w swoim życiu, że mamy dość siedzenia i użalania się nad sobą i resztą świata. W parze ze świadomością idzie motywacja, a w ślad za nimi - poszukiwania. Wszak to, co będziemy robić musi nam sprawiać frajdę. Jak znaleźć najłatwiej? Probować kilku rzeczy, nie poddawać się jeśli się nie znajduje, a jak już się trafi na to, co jest interesujące - wgryźć się w to. By to, co zaczniemy robić przyniosło efekty należy pamiętać o systematyczności oraz o tym, by zaczynać powoli, nie przeforsować się.
Maszynistów zaciekawił fakt, że w Chinach jest zupełnie inne podejście do sztuk walki i ogólnie do sportu niż u nas, w Polsce. Skąd się to bierze? Pan Marcin pospieszył z odpowiedzią. 30 czy 40 lat temu cywilizacja w Chinach była (pozornie) w tyle za europejską. Trening był ciekawym sposobem na zagospodarowanie czasu. Tradycja ta była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Dzieci mając 5-7 lat musiały ćwiczyć, czy chciały tego, czy nie. By dostać się do szkoły kung-fu, czy też innej sztuki walki, potencjalny uczeń musiał się bardzo starać. Był to wielki przywilej, jeśli w końcu się udało. A i później nie było całkiem kolorowo, bowiem początkowe treningi polegały na przykład na słynnym staniu w niewygodnych pozycjach, czyli głównie na próbach psychicznych, mających sprawdzić to, czy uczeń będzie się nadawał do dalszego wtajemniczania. Teraz zgłosić się może praktycznie każdy. Niewiele pozostało takich szkół, które wprowadzają jakąś selekcję w przyjmowaniu uczniów.
Szkoły sztuk walki zaczynają być coraz częściej postrzegane przez pryzmat marketingu i zysku. Marcin raczej tego unika i nie zabiega o uczniów. I tak jeśli komuś na treningach nie zależy, to nie da się go do nich zmusić.
Mijała pierwsza godzina programu, gość szykował się w związku z tym do opuszczenia studia. W pewnym stopniu udało mu się rozruszać pogrążonego w depresji Witolda, pierwszy krok do sukcesu był więc już uczyniony. Reszta zależała od słuchaczy i od tego jakie mają sposoby na walkę z jesienną deprechą. Kto wie, może któryś z nich redaktorowi Odrobinie pomoże?! AntyRadio słuchacze na brak pomysłów nie narzekają - układanie puzzli z miliona elementów, tłumaczenie instrukcji obsługi routera, ćwiczenie kung-fu w autobusie, taniec przy muzyce z radia. AntyRadia oczywiście... :) Jedzenie lodów waniliowych i oglądanie filmów, jazda samochodem (w Warszawie to raczej znikoma przyjemność), sałatka śledziowa i pół litra wódki... Tu Jah Jah się rozmarzył i podał przepis na sałatkę śledziową, którą uwielbia: ugotowanie ziemniaki, śledź z octu, czosnek, jabłko, zielony groszek, pieczarki, majonez i ODROBINKA musztardy. Palce lizać!
Chociaż audycja się skończyła, macie czas, Drodzy Słuchacze, na nadsyłanie swoich sposobów na walkę z jesienną deprechą do jutra (machina@antyradio.pl). Najlepszy zostanie nagrodzony dwupłytową składanką muzyki wybranej przez ojca i syna, czyli panów Zientarskich.